Dziś jest , imieniny obchodzą:

Wszystkie wcielenia Anity

Anioł Śmierci lubi ciszę

Felix zdecydowanym ruchem otworzył tylne drzwi policyjnego wozu i wepchnął do środka zalaną łzami Anitę. Mgła zasnuwała jej oczy, lecz mimo to nie mogła oderwać wzroku od policjantów ładujących do karetki zakrwawionego Carlosa. Felix zatrzasnął za nią drzwi i krzyknął do kierowcy, by ruszał. Ten odjechał z piskiem opon, aż wgniotło skuloną postać kobiety w siedzenie. Nie ujechali nawet przecznicy, gdy wtem jęki syren, które – zdawało się – zostawili za sobą, zagłuszyła nagle seria wystrzałów z broni maszynowej. 

 

Serce podeszło Anicie do gardła i załkała jeszcze żałośniej. Nie miała nawet siły błagać kierowcy, by zawrócił; zresztą ten nie miał takiego zamiaru – na odgłos wystrzałów, po których noc zdawała się rozbrzmiewać ogłuszającą ciszą, nacisnął mocniej pedał gazu i pomknął w stronę ringu Charleroi. - Niech się pani nie martwi, widziałem jak karetka odjeżdżała stamtąd zaraz za nami – rzucił przez ramię do Anity i skupił się na jak najszybszym opuszczeniu ciasnych uliczek śródmieścia. Anita dostrzegła w oddali znajomą sylwetkę budynku dworca Charleroi-Sud i, nieco podniesiona na duchu, zaczęła żarliwie się modlić, by ten koszmar się jak najszybciej skończył.

 

Gdy już byli blisko wjazdu na estakadę obwodnicy, na drogę za ich samochodem wypadł nagle wielki, rozpędzony SUV. Kierowca od razu zauważył, że coś jest nie tak. Nawet rozbrykana gównarzeria à la Charleroi nie ryzykuje takich manewrów na drodze, zresztą ich nie byłoby stać na taki samochód. Wcisnął gaz do dechy i pomknął zjazdem na ring. Jednak ów wielki, przypominający ucieleśnienie zła samochód zdawał się wciąż przybliżać, za nic mając próby ucieczki kierowcy policyjnego golfa. - Niech się pani schowa – krzyknął kierowca do Anity – to mafia, wymknęli się obławie i pewnie myślą, że gonią tego, który ich wydał!

 

Anita skuliła się na siedzeniu jeszcze bardziej; przez przerwę między siedzeniami dostrzegła, że wskazówka prędkościomierza płynnie przekroczyła punkt wskazujący 200 km/h. Bardzo pożałowała, że nie jest przypięta pasami, jednak i tak byłoby to zbyt ryzykowne dla dziecka. Kierowca wyglądał na coraz bardziej zdenerwowanego, mimo że nadal próbował zachować pełen profesjonalizm, zaś światła ścigającego ich samochodu zdawały się być coraz bliżej. Nagle, ku przerażeniu Anity, zobaczyła że SUV zaczął ich wyprzedzać z prawej strony.

 

Gdy samochody zrównały się, tylna szyba samochodu przestępców opuściła się, a z ciemnego wnętrza wysunęła się lufa pistoletu. - Na ziemię! – krzyknął kierowca, a Anita położyła się płasko na siedzeniu. Rozległ się huk wystrzałów; Anita słyszała wyraźnie odgłos dziurawionej blachy, a we włosach poczuła fragmenty tłuczonego szkła. Usłyszała też przerażające mlaśnięcie, po którym samochód nagle zaczął kluczyć po drodze niczym ranny łabędź. Odwróciła się i spostrzegła, że kierowca dostał prosto w głowę, a cały bok i przód samochodu pokryte były od wewnątrz lepką, czerwoną mazią. Przerażenie, panika i obrzydzenie tworzyły w jej umyśle kombinacje, których nigdy wcześniej nie doświadczyła. Miała wrażenie, jakby dostała obuchem w głowę; nagle wszystko przestało się liczyć i świat pogrążył się w błogiej ciszy; w ustach czuła metaliczny posmak krwi, nie wiedziała nawet czy swojej, zaś samochód obijający się na przemian o barierkę i jadącego obok SUV-a przypominał jej autodrom z upiornego wesołego miasteczka.

 

Gdy samochody zbliżyły się do zakrętu, gdzie dwie estakady przechodzą jedna nad drugą, SUV zjechał na lewy pas i zepchnął samochód Anity na barierkę. Przy tym pędzie, golf wzbił się w powietrze niczym spłoszony gołąb i poszybował nad barierą ochronną, kręcąc się wokół własnej osi z gracją zawodnika konkursu skoków do wody. Po czym runął, całą swą masą, na estakadę poniżej, wbijając się przodem w jezdnię i sprawiając, że cały wiadukt zatrząsnął się w posadach. Anita leżała na oparciach przednich foteli, które w większości zamortyzowały jej upadek i czuła się jak zakrwawiony, rzucony na ziemię worek kości. Nic nie czuła, niczym nie mogła ruszyć, była zmięta i poskręcana, choć wiedziała, że w zasadzie wszystko, co ma być, nadal jest w środku. Jej myśli powoli stawały się majakami, a świadomość zaczęła się ulatniać niczym powietrze z dziurawego balonu. Ostatnią rzeczą, którą zapamiętała, była cisza, cisza tak błoga, że aż chce się nią otulić jak kołdrą i zapaść w sen wieczny.

 

Anita obudziła się w szpitalu. Gdy otworzyła oczy, poraził ją nieznośny blask jarzeniówek. Biały sufit przesłaniały jakieś rurki i kable, zaś zielonkawa zasłona skrywała przed nią krzątających się wokół ludzi. - Gdzie jestem? – wyszeptała, choć przypominało to bardziej jęk niż pytanie, zresztą czysto retoryczne. Od razu zza kotary wyłoniła się pielęgniarka, uśmiechnięta, która rzeczowo odpowiadała na każde pytanie i swym spokojem sprawiała, że naprawdę było można uwierzyć, iż wszystko będzie dobrze. - A dziecko? O Boże, jestem w ciąży, czy wszystko w porządku z dzieckiem?! – oprzytomniała nagle Anita. Pielęgniarka usiadła obok niej, ujęła jej dłoń i spokojnie odpowiedziała: - Przykro mi, zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale dziecka nie udało się uratować. Miała pani bardzo poważny wypadek. To cud, że pani żyje. Anita zaczęła szlochać, najpierw cicho, potem coraz bardziej donośnie, jednak pielęgniarka została przy niej i nie puściła jej ręki aż Anita, wykończona, zapadła z powrotem w sen. - Czas leczy rany – powiedziała, wstając i odkładając rękę kobiety na prześcieradło, pozwalając sobie jednocześnie na chwilę zapomnienia: przez moment jej twarz wyrażała dokładnie to, co czuła – smutek i rozgoryczenie, gdyż nigdy nie potrafiła pogodzić się z tym, że matka może stracić dziecko, które tak bardzo kocha.

 

Następnego dnia Anita obudziła się, czując, że ktoś wciąż ściska jej dłoń. - Czyżbym tak krótko spała, że wciąż przy mnie jest pielęgniarka? – pomyślała. Otworzyła szerzej oczy i wprost oniemiała – obok niej, na wózku, siedział Carlos i trzymał ją za rękę! - Gdy tylko dowiedział się, że jesteś w tym samym szpitalu, nie dawał nam spokoju – musieliśmy go przenieść na wózek, choć powinien leżeć, i przyprowadzić go tutaj – powiedział Felix, który z ręką na temblaku stał w drzwiach. - Teraz zostawię was na chwilę samych, zapewne macie sobie wiele do powiedzenia. Tylko nie róbcie nic szalonego! – rzekł na odchodnym.

 

Carlos trzymał rękę Anity i patrzyli się na siebie pełnym zrozumienia wzrokiem, jednak żadne nie odezwało się słowem. Siedzieli tak dłuższą chwilę, wpatrując się w siebie, ciesząc się swoją bliskością i faktem, że w końcu są razem. Pierwsza odezwała się Anita: - Myślałam, że już cię nigdy nie zobaczę! – powiedziała, a jej oczy wypełniły się łzami. - Ja też się tego bałem. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem! – odpowiedział Carlos. – Teraz już na zawsze będziemy razem, obiecuję, że cię nigdy więcej nie opuszczę! – wyszeptał, a jego oczy wskazywały jasno, że naprawdę zamierza dotrzymać słowa. Podniósł rękę Anity i ją pocałował. - Straciliśmy dziecko – powiedziała smutno Anita. - Wiem, ale nie myśl proszę teraz o tym, wszystko się ułoży – odpowiedział. Do pokoju weszła pielęgniarka Carlosa i spojrzała na parę. Momentalnie dostrzegła, że jego rana na piersi znowu zaczęła krwawić. - Musimy wracać na salę, musi się pan położyć. Za wcześnie na ruszanie się z łóżka, pańska rana się chyba otwarła – powiedziała z troską w głosie. - Teraz trzeba się skupić na wyzdrowieniu, na amory jeszcze przyjdzie czas – dodała z uśmiechem i zabrała Carlosa do jego łóżka.

 

Anitę obudził w środku nocy odgłos kroków. Była już przeniesiona do własnej sali, a wokół panowała głucha wręcz cisza, więc tym bardziej była w stanie usłyszeć wszelki ruch na korytarzu. Pomyślała, że pielęgniarki robią nocny obchód, w końcu sama miała często nocne dyżury. Szpitalną ciszę w jej pokoju mącił jedynie szum aparatury, która stale monitorowała jej puls. Choć dziwnie zaniepokojona, wkrótce ponownie zasnęła. Gdy znowu się obudziła, przy jej łóżku stał pielęgniarz i majstrował coś przy aparaturze. - Która godzina – zapytała zaspana Anita. - Czwarta, proszę spokojnie dalej spać – odpowiedział pielęgniarz, obracając się w jej stronę. Nigdy wcześniej nie widziała jego twarzy. - Jak się czuje Carlos, czy z jego raną wszystko w porządku? – zapytała, dostrzegłszy jednocześnie, że pielęgniarz ma założone rękawiczki, a w rękach trzyma poduszkę. - Niech się pani nie martwi, Carlosem też się dobrze zajmiemy. Teraz jednak pora spać – odrzekł mężczyzna z uśmiechem na ustach, po czym gwałtownym ruchem przycisnął poduszkę do twarzy Anity, tak, że ta nie zdążyła nawet wydusić z siebie pisku. Anita zaczęła się bronić, jednak ten przydusił ją do łóżka całym ciężarem swego ciała, tak, że nie była się w stanie ruszyć. Po chwili Anita zaczęła tracić siłę w rękach, a jej myśli zaczęły się stawać niewyraźne. Nagle ogarnął ją zupełny spokój, a błoga cisza zdawała się ją osnuwać niczym magiczny kokon. Nim zapadła się na zawsze w lepki mrok, przed oczami stanął jej po raz ostatni on – Carlos – trzymając ją za rękę i czule szepcąc: - Teraz już nic nas nie rozdzieli.

DP

Polecamy

Wakacje zbliżają się pełną parą i najwyższy czas zrobić rezerwacje. Niektórzy, tak jak jedna z moich przyjaciółek, smażą się od kilku dni na wczasach w Egipcie. Inni, jak moja córka, pakują walizki na podróż do Korei.

We wrześniu tego roku będziemy obchodzić kolejną rocznicę wyzwolenia Belgii przez dywizję pancerną generała Maczka.

 

Jednym z upragnionych przez dzieci prezentów świątecznych pozostają nowe gry na konsole lub PC. Badania pokazują, że prawie 90% prezentów dla dzieci to zabawki (w tym gry), nawiązujące do ulubionych postaci filmowych (np. Minionki, Kraina Lodu, Batman, etc.).

Od kilku lat interesuję się coraz bardziej dziedzictwem kulturowym Belgii. Nie myślę tu jedynie o spuściźnie materialnej, takiej jak zabytki architektury czy dzieła sztuki, świadczące o jakże bogatej przeszłości tego państwa. Dziś chciałabym poruszyć niematerialny aspekt sprawy, czyli belgijskie tradycje przekazywane, od dawien dawna, z pokolenia na pokolenie.

Paweł Małaszyński i Cochise – polski zespół, grający szeroko pojętą muzykę rockową. Dla grupy muzyka, którą tworzą jest „krwiobiegiem” – zespół powstał w 2004 roku, w Białymstoku.

Niemal 30 lat temu poważne badania opublikowane w renomowanych pismach naukowych (The Lancet, Archives of Disease in Childhood, Pediatrics) oraz przez Kolegium Lekarzy w Quebecu i Kolegium Psychologów w Quebecu potwierdziły, że niektóre barwniki i dodatki spożywcze mogą nasila

W piątek (17 czerwca) w przedstawicielstwie Wielkopolski w Brukseli odbyło się wydarzenie „Zaradne Polki w Brukseli”, którego inicjatorką była wielkopolska Posłanka do Parlamentu Europejskiego Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Z danych zgromadzonych przez Europejski Urząd Statystyczny EUROSTAT wynika, że młodzi Belgowie (15-24 lata) są największymi w Europie konsumentami leków wykupywanych na receptę.

Lato to dla większości ludzi oznaka urlopów, wakacji i odpoczynku od całorocznych obowiązków związanych z życiem zawodowym i rodzinnym. Są jednak osoby, które – z racji wykonywanego zawodu – spędzają upalne letnie miesiące pracując w pocie czoła.

Rada Polonii Belgijskiej i Specjalistyczny Gabinet Logopedyczny Bilingual Kids  mają zaszczyt zaprosić

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 03
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka w szkole 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices