Dziś jest , imieniny obchodzą:

PRL: Krwawe oblicza imperialistycznej kinematografii

– Aha, pamiętajcie: wyjeżdżacie do państwa kapitalistycznego, które może i ma tam jakieś swoje plusy, ale chodzi o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów! – nawoływał prezes Ryszard Ochódzki w nieśmiertelnym „Misiu” Stanisława Barei. Dziś w ramach cyklu o PRL: krwawe (jak się okaże w tekście) fascynacje filmowe.

 

Filmem, który wywarł niezatarte piętno na autorze, były m.in. „Korzenie”. Amerykańska produkcja przedstawiała przypadki murzyna Kunta Kinte, który przez białych handlarzy został wywieziony z rodzinnej Afryki i trafił do Stanów (południowych na dodatek). Na miejscu został pozbawiony swojego plemiennego imienia i obdarzono go imieniem Tobi. Przy pomocy siekiery pozbawiony został również części stopy, co było karą za próbę ucieczki i jednocześnie działaniem prewencyjnym.

 

Kolejne odcinki serialu przedstawiały milionom Polaków ucisk i nędzę Czarnych; ich wielopokoleniową walkę o wolność, godność i sprawiedliwość, którą w końcu chyba zresztą uzyskali. Rodzinna saga kończyła się bowiem na czarnoskórym profesorze amerykańskiego uniwersytetu, który właśnie przedstawia losy swojej rodziny. W Polsce serial bił rekordy oglądalności, a „ulica” zareagowała powtarzanym pokątnie wierszykiem: „Polak zwiesza nos na kwintę, musi żyć jak Kunta Kinte, a pan Gierek wszystko robi, żeby Polak żył jak Tobi”. 

 

W którymś odcinków jeden z niewolników tego rodu należy do białego hazardzisty. Białas ma świra na punkcie walk kogutów, żyje tymi walkami i dzięki nim. Niewolnik zaś ma smykałkę do hodowli i tresury ptaków – dochodzi do sceny, gdzie właściciel chłopca mówi mu: „Jeśli wygra nasz kogut, obdarzę cię wolnością!”. Widownia zamiera w oczekiwaniu na finałowe starcie ptaków. Nasz wygrywa, wygrywa, ale na koniec przegrywa i umiera zmasakrowany przez innego koguta zabierając jednocześnie w krainę kogucich wiecznych łowów marzenia o wolności dla swojego tresera.

 

(Tu dygresja – w czasach emisji tegoż odcinka autor dysponował przydomowym kurnikiem z kogutem w pakiecie. Podobną infrastrukturą i stosownym zawodnikiem dysponował kolega z klasy... wiele nie trwało, by powstał plan zorganizowania walk kogutów. Niestety, do zapowiadanej szeroko w klasowym kręgu hazardzistów walki nigdy nie doszło. Zawodnicy, niestety, nie mieli żadnego zrozumienia dla amerykańskiego stylu życia i po prostu – będąc jednocześnie silniejszymi od swych trenerów – nie dali się złapać, nie mówiąc nawet o wzięciu udziału w jakimkolwiek treningu). 

Jednakże postać niezłomnych czarnoskórych, jak się wydaje, nie zawładnęła zbiorową wyobraźnią zamieszkujących Polską Rzeczpospolitą Ludową białasów. Dla milionów Ameryka była wciąż krajem mlekiem i miodem płynącym, krajem niedostępnym i wiele wskazuje, że setki tysięcy, jeśli nie miliony, dobrowolnie zgłosiłyby się na jakikolwiek statek z gwiaździstym sztandarem i poddałyby się uciskowi w Nowym Świecie. Jednakże Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, żeby być uczciwym - również administracja USA, miały zgoła inny pogląd na sprawę i rezultat jest taki, że do dziś swobodnie do tej Ameryki Polak wjechać nie może.

 

Serialem, który wzniecił większe nieco emocje była „Niewolnica Isaura” – film produkcji brazylijskiej. Była to pierwsza telenowela emitowana w polskiej TVP. Statystyki podają, że we wtorkowe wieczory Polska od morza po Tatr szczyty, pustoszała, a oglądalność serialu przekraczała 80% widowni. Przypomnieć należy: Isaura była niewolnicą na plantacji, ale taką bardziej białą, nie do odróżnienia w zasadzie. No i na dodatek była dobra, piękna, cicha, zaradna, mądra i czuła. Niestety, jej właścicielem okazał się zły i okrutny Leoncio, który chciał ją zniewolić i czci pozbawić.

 

W Polsce wyemitowano 15 odcinków i o ile autora pamięć nie myli – przez cały czas starał się ten Leoncio ją zniewolić, starał się, ale nic się nie wystarał, co pod znakiem zapytania stawiało zagadnienie rzeczywistej zależności niewolników na plantacjach trzciny cukrowej. W Polsce po emisji serialu przyszła moda na nadawanie urodzonym dziewczynkom spolszczonego odpowiednika imienia tytułowej bohaterki. Pojawiły się w Polsce Izaury, ale nie pojawili się Leoncjusze. Po wizycie w PRL-u aktorów: Lucelii Santos (Izaury) i Rubensa de Falco (Leoncia) niektóre Polki zaczęły nosić fryzury „na Isaurę”, co oznaczało włosy do ramion z przedziałkiem pośrodku.

 

Wszystko to jednak był, za przeproszeniem Szanownych Czytelniczek i Czytelników: pryszcz. Pryszcz w porównaniu z „Wejściem Smoka”, czyli z osobą Bruce’a Lee zwanym w niektórych podstawówkach Brus-Lejem. Tak zwane „karate” jeszcze przed emisją tego wiekopomnego dzieła było znane: emocje budziły pokazywane niekiedy w telewizji obrazy kogoś, kto „z karata” rozbijał deski, dachówki, względnie bryły lodu. Jednakowoż dopiero „Wejście Smoka” pozwoliło całym rzeszom nastoletnich Polaków odkryć w sobie życiowe powołanie.

 

W związku z tym, że „Polak potrafi”, wielu rodzimych adeptów walk dalekowschodnich odpuszczało sobie początkowe stopnie wtajemniczenia, uznając je za niegodne uwagi. Przydomowe rodzinne warsztaty i drewutnie rozbrzmiewały za to stukaniem i pukaniem – tam konstruowano nun-czako i śmiało uznać można, że niejedna, pozbawiona łańcucha, krowa weszła dzięki temu w szkodę.

 

W najmniejszych nawet miastach jak grzyby po deszczu wyrastały szkoły walki, grubą kasę zrobili przy okazji rzemieślniczy krawcy szyjący, z czego popadnie, stosowne białe portki i kubraki. Autor  niestety, nie dotarł do statystyk opisujących użycie nun-czako w pobiciach i napadach, ale bez przesady można zaryzykować twierdzenie, że były za czasów PRL-u ze dwa lata, gdzie sztachety pod remizą pozostawiane były we względnym spokoju podczas zabaw, dożynek i odpustów. Z kronikarskiego obowiązku: na fali owej fascynacji sztukami walk parę złotych zarobił aktor Piotr Fronczewski. „King Bruce Lee - Karate Mistrz”. Pamiętacie?!

 

                                      

Polecamy

Ciężko w to uwierzyć, ale większość miłośników czarnego sportu raczej odetchnie z ulgą, zamiast martwić się, że sezon żużlowy już dobiegł końca, a przed nami całe miesiące oczekiwania na następny.

Człowieka da się wyciągnąć z PGR-u, ale pegeeru z człowieka wyciągnąć się nie da. Co młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie, czym był PGR. Państwowe Gospodarstwa Rolne; symbol marnotrawstwa, pospolitego złodziejstwa, wiecznego pijaństwa, wszechobecnego łapówkarstwa, traktor z urwanym kołem, którego nikt nie naprawia, błoto po kolana i tak dalej. Dziw, że to się kupy w ogóle trzymało przez ponad 40 lat.

Jeszcze dwadzieścia lat temu na obniżenie libido lub zanik popędu płciowego trzeba było sobie zapracować wiekiem. Na ten problem skarżyli z reguły mężczyźni około sześćdziesiątki. Dziś z podobną skargą odwiedzają gabinety seksuologów nawet trzydziestolatki!

O św. Walentym słyszał każdy, ale o tym, że jego relikwie znajdują się w Charleroi, w kościele Saint-Remy de Montignies-sur-Sambre słyszało niewielu. Zdziwieni? Ja też byłam zaskoczona, gdy odkryłam ten fakt przez zupełny przypadek.

Dzieci – najcenniejsze co mamy. Często przekorne i niesforne, jednak zawsze kochane. W dzisiejszym artykule nie będę się jednak skupiał jak je fotografować, ponieważ każdy rodzic ma na to swoje sposoby. Dzisiaj odpowiem na pytanie, które otrzymuję od wielu rodziców: jak zachęcić dzieci, aby fotografowały.

20 maja 2017 roku w salonach Ambasady RP w Brukseli odbyła się Gala Konkursu Dyktando Polonijne 2017.

Podczas wakacji nie zawsze udaje mi się zapakować karpiowych klamotów do auta, ale to nie z tego powodu, że zapominam czy nie mam na to ochoty – po prostu nie umiem ograniczyć sprzętu i oddzielić, co potrzebne, a co nie.

Czytelnicy, którzy regularnie oglądają telewizję belgijską, zdali sobie z pewnością sprawę z tego, jak dużo miejsca w tutejszej świadomości narodowej zajmuje pierwsza wojna światowa.  

 

Wychodząc na spacer z psem do pobliskiego parku można się srogo zdziwić. Skąd na ulicach, ścieżkach, skwerach i alejkach tyle młodych ludzi? Przecież nikt już dzisiaj nie chodzi na podwórko.

Gdy pogoda daje się we znaki – aż chce się uciec od jesienno-zimowej słoty do cieplejszych klimatów. Postanowiłam więc wykorzystać okazję i spędzić tydzień z dala od codziennej rutyny – bez telefonu, bez telewizji i bez internetu. Krótko mówiąc – odcięcie całkowite.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Krakus
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 03
  • Miss Fitness
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Koncert Budki Suflera

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices