Dziś jest , imieniny obchodzą:

Herbata z kiszoną kapustą

Jednym z symboli, które nierozerwalnie kojarzą się z kwietniem, jest prima aprilis. Dzień żartów, kawałów, dozwolonego kłamstwa obchodzony był już w średniowieczu i prawdopodobnie nawiązuje do starorzymskich praktyk. O ponurej karierze żartów w PRL specjalnie dla „Nowinek” wypowiada się dr Wiesław Kot, wykładowca uniwersytecki, publicysta, krytyk filmowy i autor – między innymi – książki: „PRL – Jak cudnie się żyło”.

 

Panie doktorze, Polska Rzeczpospolita Ludowa zwana była „najweselszym barakiem” w obozie socjalistycznym. Oprócz żyjących swoim życiem kawałów dostępne były przecież przechodzące przez cenzurę, a przez to koncesjonowane gazety satyryczne. Było w nich rzeczywiście coś do śmiechu?
Cóż, to zależy od poczucia humoru, mnie jakoś słabo to rozśmieszało. Flagowym tytułem na tym tynku były oczywiście „Szpilki” i nie wyrządzę nikomu krzywdy, gdy powiem, że były po prostu głupie. Wyjątkiem może być okres, kiedy naczelnym był K.T. Toeplitz. Ale to nie było dno, bo „Karuzela” była jeszcze głupsza. O ile to możliwe. Więc leciało tam w kółko o kelnerach i meteorologach, którym nigdy nic nie zgadzało się w rachunkach. Cha, cha, cha… Pisma te miały małe wzięcie, ale głównie przez zeszytowy format. Bo, przykładowo, taki „Żołnierz Wolności” – kiedy byłem w wojsku – cieszył się w koszarach wprost obłędną popularnością. Zwłaszcza w gronie na wpół niepiśmiennych tzw. szwejów. Powód? „Żołnierz Wolności” był ogromnego formatu, więc jak taki szwej zmył podłogi na rejonie i pozyskał gazetę, żeby rozścielić na posadzce, nim mu robotę zadepczą, był zostawał zaprzysięgłym fanem tego pisma do końca służby. Zresztą takich koncesjonowanych satyryków było więcej. Weźmy sołtysa Kierdziołka z „Podwieczorku przy mikrofonie”. Raz po raz chlapnął coś na granicy cenzuralności. I nie wiadomo było – z głupoty własnej czy raczej cenzora.

 

Co ma pan na myśli mówiąc o granicy cenzuralności?
A choćby takie kwiatki o dniu powszednim w PRL-u: „Człowiek czuje się jak w samolocie. Niby fajnie się leci, lecz rzygać się chce”. Albo: „U nas się ciężko żyje, ale przynajmniej nie żal umierać”. I Polska w detalu: „Na zebranie poszliśmy do remizy. Do sali pompejańskiej”. I – „Podano koktajl z okazji inauguracji kampanii buraczanej”. I jeszcze: „Różne wnioski zgłaszali dyskutanci na obradach sztabu, ale jeden to chyba był dobry. Chodzi o to, żeby wszyscy ludzie w Polsce wstawali o dwie godziny wcześniej. Wtedy będziemy mogli dłużej nic nie robić”.

 

Dziś, ale i wówczas śmieszyły zwykłe postawy i obyczaje z tamtych czasów o czym zaświadczają choćby filmy Stanisława Barei. Absurd unosił się w powietrzu przez okrągły rok!
Świetnie to wyłapywał również Marek Piwowski w swoim „Rejsie”. A całość sprowadzała się do tego, co powiedział pewien emerytowany prokurator wojskowy, którego reżyser zaangażował – jako naturszczyka – na plan filmu. Facet zupełnie poważnie chciał na statku wycieczkowym od razu organizować trybunał z prawem karania wycieczkowiczów śmiercią za palenie papierosów w miejscach niedozwolonych.  O krytyce wykładał: „Więc z punktu, mając na uwadze, że ewentualna krytyka może być... tak musimy zrobić, żeby tej krytyki nie było... tylko aplauz i zaakceptowanie tych naszych postulatów…”. Nie wiadomo, czy jest to bardziej absurdalne, śmieszne, czy też w swojej głupocie ponure!

W czasach stalinowskich za opowiadanie nieprawomyślnych kawałów można było trafić za kratki. Bierut na żartach się nie znał. Później nieco zelżało...
Tu warto przywołać krytykanta władzy, śpiewaka-amatora Kazimierza Grześkowiaka, który lansował tezę, iż „Chłop żywemu nie przepuści”. Albo: „Może to wszystko bez te atomy, że waryjota momy”. Władysław Gomułka, jak go słyszał w radiu, toczył z ust pianę. Bo on tu modernizuje wieś (jego: „Rolnicy! Budujcie silosy!” do dziś budzi mnie po nocach), a tam jakiś wypierdek swoimi durnymi śpiewkami godzi w sojusz robotniczo-chłopski. I Grześkowiak szybko dostał szlaban w mediach i skończył karierę satyryka.

Żarty z Pierwszego Sekretarza PZPR?
Sam się prosił! Gomułka został bohaterem niekończącego się żartu taśmowego. Jak potrafi ględzić, wiedzieli wszyscy. Więc – co za problem kontynuować. Mówiło się bez wstępów: „Za sanacji na jednego rolnika przypadało zero, przecinek, zero, zero traktora. A teraz, dzięki naszy parti, na jednego rolnika przypada zero, przecinek, zero, zero, zero trzy.” Gomułka uwielbiał też cytować rocznik statystyczny, choć ostatni przygłup w kraju wiedział, że ten rocznik jest pisany wyłącznie dla niego. Więc: „Na dowód, że dzięki naszy parti, nastąpiła znacząca poprawa warunków życia, przytoczę kilka cyfr: siedem, osiemnaście, czterdzieści jeden, trzydzieści dwa. I liczba dodatkowa: dwanaście”.

Schodzi nam wciąż rozmowa na Gomułkę, wygląda pan na jego wielbiciela!
Wszyscy wiedzieli, że to „kościany dziadek”, imbecyl, który nauczył się czytać dopiero pod trzydziestkę. Cóż, tokarz spod Krosna, sanacja. Takie były czasy… A pierwsze i jedyne, co przeczytał, to była komunistyczna bibuła. W partii miał zresztą ksywę: „towarzysz Bibuła”. I za bibułę poszedł siedzieć, co go w partii wywindowało. Kiedy jednak po wojnie został pierwszym sekretarzem, próbował w KC lansować kaszankę. Wchodził do stołówki i dysponował od progu: „Czarną, dobrze podsmażoną, towarzyszu!” Kucharz – naturalnie wiedział, że uczestniczy w teatrzyku dla jednego ciasnego idioty – już gonił z dymiącą kiszką. A towarzysze, którzy objadali się na co dzień po daczach kawiorem, tylko cudem opanowywali rechot. Zresztą ten sam Gomułka, jak mu donosili, że statek z cytrusami z Kuby znów nie dopłynie przed Gwiazdką (nikt nie śmiał wymówić: „Boże Narodzenie”), uspokajał, że wcale nie szkodzi. „W kiszonej kapuście jest tyle samo witamin, co w cytrynie”. Że nie sposób wydusić skisłą kapustę nad herbatą, nikt się nie śmiał się zająknąć…

 

Jak widać, siedzi w panu głęboko słusznie miniony system. Żywi go pan wciąż w sobie?!
Ba, jasne! Jak na przykład przychodzą do mnie na wódeczkę kumple, którzy pięćdziesiątkę już od paru lat mają za sobą, to wcale nie włączam muzyczki. Wrzucam po prostu stare przemówienia towarzysza Wiesława czyli Gomułki. Nie te agresywne, z 1968 roku. Ale na przykład taki sobie półtoragodzinny referat, wygłoszony w Sochaczewie na otwarcie kampanii buraczanej w roku 1964… I robi się bardzo przyjemnie. Dlaczego? Bo znowu jest rok 1964… Z radia leci Gomułka, a ja znowu mam pięć lat…

Dziękuję za rozmowę, pozdrowienia z Belgii!

Polecamy

Pod koniec maja odbyły się uroczyste obchody Święta Konstytucji w SHAPE (w Naczelnym Dowództwie Sojuszniczych Sił Europy) w Mons. Dla zaproszonych gości była to jedna z rzadkich okazji znalezienia się na terenie, który na co dzień jest niedostępny dla zwykłych obywateli.

Oto badanie Polaków na reprezentatywnej próbie. Pytanie: Co-Którym jesteś Polakiem?! Metodologia badań: „co drugi Polak”, „co piąty Polak” wbite w Google. Polityki unikałem.

Co-Drugi-Polak:

 

Postępowanie sądowe wiąże się z określonymi kosztami. Zanim rozpoczniemy sprawę w sądzie, musimy się zastanowić, ile zapłacimy za pozew, jakie koszty mogą powstać w trakcie postępowania, a także czy uda nam się odzyskać poniesione koszty.

 

Świadczenie „500 +” to nieopodatkowane 500 zł miesięcznie na każde drugie i kolejne dziecko do lat 18, bez dodatkowych warunków. Rodziny o niskich dochodach, poniżej 800 zł netto na osobę, otrzymają 500 zł także na pierwsze dziecko.

Mój mąż już od dobrych kilku lat słucha podcastów. Osobiście zawsze myślałam, że to coś w rodzaju audiobooka, i uparcie twierdziłam, że jeżeli mam sięgnąć po książkę, to już wolę taką tradycyjną, z kartkami i do czytania.

W roku 1989 Francis Fukuyama stwierdził, że w zasadzie historia już się skończyła. Upadł bowiem ZSRR i od teraz, na gwizdek, świat zaczął się ujednolicać i samoulepszać na świetlanej drodze ku doskonałości.

Wiosną będziemy mieli okazję zobaczyć po raz drugi w Belgii kabaret Ani Mru-Mru. Brukselska Sala 44 Center wypełni się salwami śmiechu.

Po pięciodniowych zaciętych starciach między ludnością murzyńską, a policją i gwardią narodową, dzielnica Watts w Los Angeles przedstawia obraz zniszczenia.

Od dawna marzyła mi się na korytarzu piękna, drewniana szafa w prowansalskim stylu, który charakteryzują białe ściany i postarzane meble w jasnych, pastelowych barwach, najczęściej białe, écru, szare z metalowymi okuciem i uchwytami.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Mini galeria 04
  • Ani Mru Mru
  • Koncert Golec u-Orkiestra

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices