Dziś jest , imieniny obchodzą:

Goździk nielecące oczka

Temat wspomnień z PRL-u rodzi bezlitosne konsekwencje; jeśli marzec, to - wiadomo - powinien być goździk i rajstopy na Dzień Kobiet. Odstąpimy jednak od tych, wielokrotnie zresztą przywoływanych, parcianych ikon polskiego socjalizmu. Dziś, owszem, będzie o kobietach, ale zwrócimy się bezpośrednio ku propagandzie z czasów, w których słowo „gender” było jeszcze nieznane, a słowo „dama” już odchodziło do lamusa historii, nie mieszcząc się w nowym, wspaniałym świecie. Świecie budowanym przez państwo robotników i chłopów. Brrr...

 

Socjalistyczna polska powojenna kobieta przedstawiana była bardzo konsekwentnie; żadnej pracy się nie bała, rywalizowała z facetami w fabryce, na polu, w czytelni i w ogóle sprawiała wrażenie sportsmenki z późniejszego NRD. Jej kobiecość była ukrywana, spowijana w mundury, kombinezony, fartuchy. Spójrzmy na plakat „Młodzieży, naprzód do walki o szczęśliwą socjalistyczną wieś polską”. Po pierwsze - toż to jest facet z lokami! Włosy i krawat powiewają, na ustach czai się uśmiech wampira, zasuwa toto gdzieś na Ursusie - kobieta jak facet, wilkołak na traktorze! Ale, ale - nie było miejsca na plakacie na jakikolwiek seksapil; dosiadając trzęsącego się i ryczącego potwora, żniwiarka spódnicę nosi grzecznie - poza kolana. Partia czuwała, żeby przodownikom pracy durne myśli po robocie do głowy nie przyszły!

Są jednak, niestety, kobiece zgniłki z uprzedniej epoki, a już - co najmniej - kobiety nieświadome zagrożeń nowych czasów i obyczajów. Dziś wiadomo, że to faceci są najbardziej zapalczywymi plotkarzami, ale wtedy odium to spadało na kobiety! „Plotki zagrażają porządkowi w rodzinie, niszcząc państwo socjalistyczne”. Zauważmy wydźwięk tego hasła: oto rodzina jest wartością nadrzędną, jest „podstawową komórką społeczną”, jest tworem, który należy chronić! A plotkowanie (ładna paniusia do ładnej paniusi) to zagrożenie porządku, czyli rozbijanie rodzin! Dzisiejsze feministki grzmią, jak to widzą! 

Kolejny plakat wprowadza w nielichą konfuzję. „Kuchnia moją twierdzą, wzorowa kobieta jest chlubą państwa polskiego” - głosi podpis i nawet (również dzisiaj) mało który facet chciałby z taką tezą dyskutować. - Proszę bardzo, kochanie, to Twoja twierdza, realizuj się... - byśmy powiedzieli. Tyle, że przedstawiona dziewczyna z plakatu w chustce w grochy wcale nie chce niczego ugotować, niczego posprzątać, ona nic - tylko łypie groźnie i pokazuje gest Kozakiewicza, czyli, przepraszam, „takiego wała”. Znaczy się - co?! Obiadu nie będzie czy jak? Kuchni tam zresztą nie widać, ale za to po jej oczach i zaciętej gębie widać, że jak ścierą przez mordę przejedzie (te bicepsy), to się mąż krwią serdeczną tylko obsmarka. I jeszcze ma odznakę jakąś na kołnierzyku. Strach! Uciekamy w te pędy.

Ale zostajemy, przynajmniej początkowo, na terytoriach kuchenno-aprowizacyjnych. Plakat radzieckiej produkcji filmu: „Zuch dziewczyna” przedstawia nam enigmatycznie i sfinksowato uśmiechniętą kuchtę taszczącą pięćdziesiąt talerzy. Uśmiech ma bardziej nieodgadniony niż to, co Leonardo namalował na twarzy Mony Lisy! Na dodatek na ścianie za nią kładzie się czarny cień, ni to postać, ni to profil jakiegoś wroga, słowem - nastawiamy się na kino akcji ze zmywakiem półautomatycznym w tle. Od widoku samego plakatu ciekawość wzrasta. Zuch dziewczyna. A znowuż obok mamy polską zuch dziewczynę, ale - przyznajmy - jednak bardziej rozmemłaną i najwyraźniej bez woli walki z wrogiem. Z perspektywy żaby ujęta, jak pomnik wyglądająca, kielnię w dłoni dzierży, ale patrzy w niebo jak pasterze u Chełmońskiego na obrazie. Łapę prawą ma jak Pudzianowski, kark jak Rambo, ale wzrok na północny wschód skierowany, gdzieś jakby Finlandię zobaczyć chciała.

Teraz gadżeciki gospodyni domowej z czasów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Uwaga, zapnijcie pasy, bo rzecz jest nieprawdopodobna.
I niech nikt teraz nie mówi, że nie było innowacyjnej myśli, ergonomii i w ogóle kombinacji podnoszących poziom życia i ułatwiających pani domu jej obowiązki w kuchni! Siadała rano przy kawie Turek, plastikowe pudełeczko: pyk, pyk, pyk, wszystko wiadomo! Bez smartfona! Inna rzecz, że nie zawsze w sklepie było to, co się zaplanowało! Ale przecież wynalazek (uwaga, te kartoniki były wymienne jak już się wyświechtały) godny Nobla!

Na nic jednakże najsprytniejsze nawet wynalazki, kiedy „w temacie zaopatrzenia” rynek polski borykał się przez 44 lata PRL-u z „przejściowymi trudnościami”. Na prezentowanej fotografii mamy do czynienia z trzema kobietami oraz trzydziestoma kawałkami słoniny drugiej świeżości. Reszta wygląda jak szatnia w prosektorium; gołe haki osadzone na wykafelkowanych ścianach czekają na dostawę, dwie zrezygnowane kobiety kombinują, co by tu ze słoniny na obiad upitrasić. Nieco optymizmu wnoszą tu jedynie dwie niebieskie wagi, lampa u sufitu oraz fakt, że pani ekspedientka prezentuje się w białym, czystym i higienicznym fartuchu.
Jednakże inne obowiązki i satysfakcje miały kobiety w mieście, a inne zgoła - te ze wsi. Plakat „Dobrobyt wsi to dobrobyt miast” http://www.polskaprl.rejtravel.pl/pp/9.jpg pokazuje nam uszczęśliwioną gospodynię wiejską po raz kolejny z męskimi łapami. W dłoniach dzierży wyrywającego się do maciory prosiaka, uśmiech rozlewa się jej po twarzy, że oto, na przednówku w chlewie zdarzył się taki dobrobyt. Co ciekawe, świnie leżą na jakiejś pryczy czy podeście, tak z pół metra nad posadzką, ale to szczegóły i czepiać się nie warto. Warto natomiast spojrzeć na widok za oknem: proszę bardzo! Jest traktor, jest murowany dom czerwoną dachówką pokryty, jest pole rzepaku i dymiące w tle kominy fabryki. Sama radość i sam dobrobyt!

„Kobieta w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej ma równe z mężczyzną prawa...” - no, teraz polecieli, teraz mamy do czynienia z nową zupełnie jakością propagandy. Już nie z talerzami garkotłuk, kopciuch z kuchni, co to jest jej twierdzą, już nie na traktorze w spódnicy trzy czwarte! Już na biało, już inżynier, urbanista czy architekt, w tle kopalnia, w tle żurawie skrzypiące, dźwigi jakieś, a ona na południowy zachód spoziera jakby na Austrię. Włosy lśniące, buzia pyzata (wybrzuszenia biustu wciąż nie ma, żeby się nikomu głupawo nie kojarzyło)... Ale, ale - spójrzcie na lewe przedramię! Jakby dorysowane, jakby z innej perspektywy, jakby doklejone przez grafika w zawodzie niewprawnego. I rzecz fundamentalna - ten środkowy palec lewej dłoni! Czyżby grafik doklejając tę rękę, oszukał cenzurę i popularnego dziś „palcowego faka” przedstawił, zaznaczając swój sprzeciw?!
Kolejny plakat to już nie przelewki. Czysta perwersja z Bierutem i Rokossowskim. Już nawet szkoda gadać: ona jakby na kolanach, dwóch zadowolonych gangsterów nad nią, wiechcia trzyma dla niepoznaki, rąk nie widać, wybaczcie Państwo: pornografia podprogowa na dziesięciolecia przed Internetem!
Nie było łatwo w PRL-u kobietom z plakatu, ale miały możliwość podjęcia pracy. I już wtedy władza apelowała o pełne równouprawnienie. Proszę bardzo: zawsze z uśmiechem można być śmieciarzem. Dostanie się drelich, chustkę, miotłę brzozową i wózek... Praca w słońcu i na świeżym powietrzu! Deputat węglowy w pakiecie.
Jednakże nie samym chlebem człowiek żyje, nie samą pracą, traktorem i noszeniem talerzy żyje kobieta. Kobieta ma swoje potrzeby i władza owe potrzeby dostrzegała i - na tyle na ile potrafiła - realizowała. Oto zrzeszone przy „Społem” Ośrodki Praktyczna Pani „uczyły, radziły i pomagały”. Na tejże reklamie widzimy trzy manekiny, dwie krawcowe, jedną elegantkę i pół maszyny do szycia na tle wystrzałowej meblościanki.

Elegantka przymierza sukienkę „za kolana” (ech, wciąż ta skromność!), sukienkę w ciepłych kolorach, krawcowe zaś prezentują się radośnie, choć bez uśmiechu w granatowych kitlach. Oto kuźnia trendów mody, oto odpowiedź na palące potrzeby polskiej kobiety.
Zanim skupimy uwagę na kobiecie z kolejnego plakatu warto zwrócić uwagę na pewne novum. Oto Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (PTTK) pioniersko wprowadziło postać pozytywnego okularnika! Dotychczas propaganda PRL, rezerwowała okulary wyłącznie dla przedwojennych wyzyskiwaczy i obszarników względnie amerykańskich politycznych złoczyńców, którzy knują jakby tu wykraść tajemnice gospodarcze PRL względnie chociaż zrzucić na „obóz socjalizmu i postępu” bombę atomową. Tu zaś mamy, w ostatnim szeregu, no ale jednak mamy, sympatycznego kolesia w okularach. Nie jest jednak wykluczone, że to zwyczajnie pracownik urzędu bezpieczeństwa bacznie pilnujący, by praworządnie realizowano wezwanie: „wypoczynek i rozrywkę po pracy udostępniają ci wycieczki świąteczne PTTK”. Po raz pierwszy prezentuje się tu dziewczyna z balejażem (żartuję, chustkę ma jakąś taką), ale skupia na sobie uwagę widza i zyskuje pełną, nawet dzisiaj, sympatię. Ma bluzeczkę w paski, czerwony pasek, ma nawet zarys biustu, jednym słowem: kobieca kobieta. Trochę dziwi fakt, że malownicza grupka turystów łącznie z harcerzem to prawdopodobnie Apacze względnie Komancze. Wszyscy czerwonoskórzy pigmentację mają zaburzoną w podobny sposób, ale w końcu kto by się czepiał: słońce czerwcowe ich pochlastało, kiedy to na pace odkrytej ciężarówki (w tle) jechali na biwak.
No jak, dziewczyny?! Chcecie jeszcze goździka i rajstopy nielecące oczka?

Polecamy

Każdy, kto osiąga dochody w Belgii, jest zobowiązany do corocznego składania zeznań podatkowych i odprowadzania w tym kraju podatku dochodowego. Na jego wysokość ma wpływ wysokość dochodów, ale też sytuacja rodzinna oraz niektóre wydatki podatnika.

Siedziałem na mostku z wędką, zadzwoniła komóra, odezwał się koleżka. Zapowiedział, że niebawem dołączy, spytał, co przywieźć. – Weź coś na ciepło do jedzenia, bo zdaje się, że nie biorą – poskarżyłem się. Usłyszałem potwierdzenie, rozłączył się.

W szeregach najstarszej polskiej drużyny w Belgii nastała prawdziwa rewolucja. Po blisko ośmiu latach Polonia Bruksela zmieniła trenera! Został nim wieloletni zawodnik Polonii – Krzysztof Piekarski. Prowadzenie tak utytułowanej drużyny to nie lada wyzwanie. Jaki plan ma zatem Mrówa?

Królestwo belgijskie, w latach trzydziestych minionego wieku, posiadało policję zorganizowaną na nieco odmiennych zasadach niż inne państwa europejskie.

Jak co roku, tak i w tym, w miesiącach poprzedzających święta Bożego Narodzenia, zaczęłam zbierać zdjęcia choinek. Ach, jak ja lubię te zaprojektowane i z pomysłem dopieszczone drzewka!

Mieszkam w Belgii od ćwierćwiecza, zaś większość moich bliskich opuściła Polskę jeszcze przede mną. Nie należy więc się dziwić, iż każda z niestety nieczęstych oraz niedługich eskapad do kraju, jest dla mnie swoistym odkryciem.

 

Na świecie jest bardzo mało kobiet zadowolonych ze swego wyglądu. Każda z nich zapewne chciałaby być zgrabniejsza lub piękniejsza. Jeżeli zawiodły już wszystkie metody na ulepszenie wizerunku, czemu by nie spróbować magii?

 

O św. Walentym słyszał każdy, ale o tym, że jego relikwie znajdują się w Charleroi, w kościele Saint-Remy de Montignies-sur-Sambre słyszało niewielu. Zdziwieni? Ja też byłam zaskoczona, gdy odkryłam ten fakt przez zupełny przypadek.

Każdy rodzic przynajmniej raz usłyszał od dziecka takie słowa – „Nudzę się!”. Co wtedy robimy? Jedni rodzice dają dziecku telefon, tablet, komputer, pilot do telewizora i mają młodego z głowy.

Ponad stuletnia historia istnienia, wiekowy sprzęt, specjalny rodzaj piw oraz entuzjazm zespołu browaru to są składniki na dobrą podróż piwną w sercu Brukseli. Cantillon to jednocześnie browar i muzeum - żywy zabytek, śmiało idący ku przyszłości.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Miss Fitness
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 03
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices