Dziś jest , imieniny obchodzą:

Poszukiwania sprzątaczki

Powrót do pracy, i to na cały etat, prowadzenie naszego biura w pojedynkę z powodu braków kadrowych, a także dodatkowe obowiązki domowe sprawiły, że postanowiłam poszukać wsparcia w postaci pani sprzątającej.
Miałam już serdecznie dość tych wciąż na nowo pojawiających się gór prania i prasowania, sprzątania bałaganu po Pawełku i Jacku, doprowadzania kuchni do normalnego wyglądu.

 

Każdą sobotę poświęcałam na nadrabianie zaległości w pucowaniu mieszkania, szorowaniu, froterowaniu i wycieraniu kurzy. Małżonek pomagał jedynie w odkurzaniu, a i to nie zawsze. W końcu powiedziałam: BASTA! Ja też mam prawo do odpoczynku. Jeśli Jacek może spędzać czas na rybach albo na szachach u kolegi, to mnie się też należy odrobina wytchnienia. Potrzebuję zadbać o siebie, zapisać się na kurs yogi lub fitness, spotkać z koleżankami. Zdziczałam strasznie od narodzin Pawełka, zaniedbałam się i roztyłam. Postanowiłam więc to wszystko zmienić, bo początek roku to przecież najlepszy czas na wprowadzanie zmian w życiu.

Zaczęło się od narady z ukochanym i dokładnego przestudiowania naszego rodzinnego budżetu. Z przeprowadzonych obliczeń wynikało, że możemy sobie pozwolić na zatrudnienie sprzątaczki raz w tygodniu na cztery godziny. Może to nie jest zbyt wiele, ale na początek będzie to już jakaś pomoc dla mnie, zwłaszcza jeśli chodzi o znienawidzone przeze mnie prasowanie i czyszczenie łazienki. Jacek stwierdził, że już dawno mogliśmy wziąć kogoś do pomocy, a zaoszczędzony dzięki temu czas przeznaczyć na przyjemności. Ale – jak to mówią – lepiej późno niż wcale… Skoro nasze dochody pozwalają nam na taki luksus, to czemu nie skorzystać, zwłaszcza że już mieliśmy nawet kandydatkę na pomoc domową. Moja dawna sąsiadka Irenka reklamowała swoją daleką krewną, poszukującą kilku dodatkowych godzin pracy jako wymarzoną panią sprzątającą. Miała być odpowiedzialna, punktualna, dokładna, solidna, czysta i tak bez końca. Długo by trzeba było jeszcze wymieniać wszelkie zalety posiadane przez wspomnianą siódmą wodę po kisielu mojej dobrej znajomej. Nie zastanawiając się więc zbyt długo i obawiając się, aby nam nie podebrano tej rzadkiej perły, zaczęliśmy załatwiać formalności związane z zatrudnieniem sprzątaczki, a ją samą umówiliśmy na spotkanie w najbliższą sobotę.

Pani zjawiła się spóźniona prawie 20 minut, tłumacząc się problemami z komunikacją. Pijąc zaproponowaną jej herbatę, opowiedziała nieco o sobie, po czym cierpliwie wysłuchała listy moich wymagań. Uśmiechała się przy tym uroczo, zwłaszcza do Jacka, który w zasadzie wcale się nie odzywał. Potem oprowadziłam kandydatkę na naszą gosposię po mieszkaniu, tłumacząc jej, co i jak. Cały czas kiwała ze zrozumieniem głową i zgadzała się ze wszystkim, co mówiłam. Ustaliłyśmy, że będzie przychodzić w piątki rano, bo ten dzień tygodnia ma akurat wolny. Mnie to jak najbardziej odpowiadało, bo chciałam mieć posprzątane na weekend. W końcu w soboty i niedziele spędzamy najwięcej czasu w domu, a w dodatku odwiedzają nas nieraz znajomi, więc dobrze mieć wypucowane cztery kąty. Umówiłyśmy się więc na ósmą rano w następny piątek.

Pani pojawiła się punktualnie, nawet przesadnie punktualnie można powiedzieć, gdyż zadzwoniła domofonem kwadrans przed czasem. Nie wiedząc zapewne, że nie wypada przychodzić wcześniej niż umówiona pora, zwłaszcza wczesnym rankiem. Zastała mnie więc jeszcze w szlafroku, który w pośpiechu zdążyłam narzucić, gdyż byłam w trakcie szukania odpowiedzi na nurtujące mnie co dzień pytanie: co tu na siebie włożyć? Ledwie przekroczyła próg, zaczęła zachowywać się jak u siebie w domu. Chciała zacząć sprzątanie od sypialni, ale tam właśnie przeżywałam moje rozterki odnośnie odzienia, więc żadną miarą nie mogłam jej dopuścić do mojej szafy. Ze skwaszoną nieco miną i stwierdzeniem, że ona zawsze zaczyna od sypialni, panna Beatka poczłapała do kuchni ogarnąć nieziemski bałagan, jaki tam panował. W końcu udało mi się ubrać, wcisnąć Pawełka w kolejne spodnie – pierwsze poleciały do kosza załatwione przez poranną kupkę – i znieść go do naszej niani na parter. Zdecydowałyśmy bowiem z opiekunką synka, że w piątki, gdy u nas po mieszkaniu będzie latać sprzątaczka, to maluch może siedzieć u niani i czekać spokojnie, żeby wrócić już do wypucowanego locum. Gdy wróciłam do domu, żeby zabrać swoją kurtkę i resztę rzeczy potrzebnych mi do biura, pani Beatka miała właśnie przerwę. Jak się z czasem okazało, pierwszą z trzech, które sobie robiła podczas czterogodzinnego zaledwie sprzątania. Pani Beatka stwierdziła, że musi rano wypić drugą kawę, żeby się dobrze obudzić i zaraz potem zabierze się do pracy. OK, pomyślałam sobie, w końcu sama jestem strasznym smakoszem kawy, więc awantury – i to jeszcze w pierwszy dzień pracy – robić nie będę. Dokończyłam się ubierać, spakowałam swoje rzeczy i poszłam do biura. Gdy wróciłam do domu, z niekłamanym zdziwieniem stwierdziłam, że z listy zadań do wykonania, nasza pani sprzątająca wykonała jedynie połowę. Gdy wieczorem powiedziałam o tym Jackowi, skitował jedynie, że to nowicjuszka i pewnie z czasem się wciągnie i wszystko będzie robić jak trzeba. Tak się jednak nie stało…
W każdy piątek popołudniu zastawałam nasze mieszkanie posprzątane po łebkach i tylko po części. W końcu postanowiłam rozmówić się z panią Beatką, żeby wyjaśnić, co się dzieje. W trakcie rozmowy sprzątaczka znów robiła słodkie oczka do Jacka i skromnie, a zalotnie się do niego uśmiechała. Mnie traktowała jak zło konieczne albo jakąś starą wiedźmę, która się czepia, nie wiedzieć o co. Stwierdziła słodkim głosikiem, że cztery godziny to zdecydowanie za mało, żeby zrobić wszystko, o co proszę. Nie zgodziłam się z tym! Sama wielokrotnie pucowałam nasze cztery kąty i wiem doskonale, ile czasu potrzeba, żeby je doprowadzić do porządku i czystości. Pani Beatka odpowiedziała mi na to, że ona sprząta dokładnie i stąd potrzeba jej więcej czasu. Słysząc to, myślałam, że śnię. Koty z kurzu za drzwiami i pod łóżkiem, półki szafek w kuchni niewytarte, kurz na parapetach i na lodówce. Odkurzone byle jak, ubrania pomięte jak krowie z gardła wyjęte bez żadnych śladów prasowania. I to ma być dokładnie wykonana praca? Nie był to jednak koniec zaskakujących wywodów pani Beatki.

Dodała, że ona nie jest jakimś tam japońskim robotem, żeby spocona jak mysz kościelna ganiała ze szmatą po całej chałupie przez cztery godziny bez wytchnienia. Potrzebne jej są trzy przerwy, żeby móc nieco odsapnąć: jedna na kawę, druga na papierosa, a trzecia na drugie śniadanie. Dorzuciła też nieco uszczypliwie, że tam gdzie sprząta w inne dni, to ma zawsze mleko do kawy i kilka ciasteczek, a do nas musi sobie to przynosić, bo nic interesującego w lodówce ani w szafkach na zagryzkę nie znalazła, zaś mleko zbyt odchudzone, a ona wody ze swoją kawą pić nie będzie. Po tych słowach zagotowałam się, bo uznałam to za szczyt bezczelności i ignorancji ze strony nowozatrudnionej sprzątaczki. Jacka chyba całkiem zatkało, o czym świadczył jego barani wyraz twarzy. Wzięłam więc sprawę w swoje ręce.

Wręczyłam pani Beatce czeki za ostatnie sprzątanie i podałam jej kurteczkę mówiąc, że u nas ani świeżutkich pączusiów ani ciepłego mleczka od krówki do kawusi nie będzie, więc lepiej, żeby już więcej nie przychodziła i znalazła sobie inne miejsce pracy. Nasza była sprzątaczka bez słowa zabrała czeki i swoje rzeczy, po czym dopiero na odchodnym rzuciła oschłe „Żegnam”. Trzasnęłam za nią ze złością drzwiami, bo nerwy mnie poniosły na tę bezczelną babę, która nie dość, że się obijała zamiast sprzątać, to jeszcze chciała sidła na mojego ślubnego zarzucić. A juści! Nie dla psa kiełbasa, z chłopem mam bobasa, strzec go będę jak oka w głowie i nigdy nie oddam tobie – mawiała moja św. pamięci babka Łucja.

I tak właśnie było. Zdenerwowała mnie ta cała pani Beatka, nie tylko dlatego, że się obijała i sprzątała byle jak, ale też dlatego, że przymilała się do Jacka. W dodatku taka młodziutka i taka chudziutka, że wpędzała mnie w kompleksy. Teraz będę szukać do sprzątania jakiejś starszej pani, najlepiej przy kości i mężatki, żeby dobrze pracowała i żeby nie w głowie jej były zaloty do cudzego ślubnego.

Anna Karska

Polecamy

Lato za pasem, a ja nadal z zimową powłoczką sadełka, która miała mnie chronić przed zimnem. W sumie chroniła nie za bardzo, ale za to sporo się rozrosła i to nie wiedzieć kiedy.

Od dawna marzyła mi się na korytarzu piękna, drewniana szafa w prowansalskim stylu, który charakteryzują białe ściany i postarzane meble w jasnych, pastelowych barwach, najczęściej białe, écru, szare z metalowymi okuciem i uchwytami.

Podczas ostatnich ferii szkolnych zdarzyło mi się dość niespodziewanie zawitać do stolicy Walonii. Było to wynikiem zaciętych pertraktacji z najmłodszym synem, którego za wszelką cenę chciałam oderwać od komputera.

Obudziłem się w środku nocy, cały zlany potem, a me serce waliło jak oszalałe. W pierwszym momencie nie byłem pewien, czy ze snu wyrwał mnie jeden z kolejnych koszmarów, które ostatnimi czasy nawiedzały mnie praktycznie co noc, czy też coś innego.

Kiedy piszę ten artykuł, za oknem leje deszcz, temperatura sięga zaledwie 16 stopni Celsiusza, zatem wszystko wskazuje na to, że lato już minęło. Mam jednak nadzieję, że kiedy będziecie czytać niniejszy tekst, to pogoda będzie znacznie przyjemniejsza, słoneczna i ciepła, a przyroda zapełni się ciepłymi kolorami. Będzie to świadczyło o tym, iż nadeszła jesień, czas, kiedy zieleń ustępuje miejsca żywym, żółtym i czerwonym kolorom.

Skoro w tym roku nie wybraliśmy się w rodzinne strony na ferie zimowe, to postanowiliśmy wynagrodzić babciom nieobecność ukochanego wnusia w marcu i pojechać do Polski na Wielkanoc.

Wymarzony urlop. Z czym się kojarzy? No oczywiście ze słodkim lenistwem, z podróżami, odwiedzinami rodziny, przyjaciół i znajomych, ze znalezieniem czasu na przyjemności, na beztroskę i luz. I właśnie tak było rok temu.

 

Międzynarodowy Tydzień Zakazanych Książek to kampania promująca wolność słowa. Po raz pierwszy została przeprowadzona w 1982 r.

Świadczenie „500 +” to nieopodatkowane 500 zł miesięcznie na każde drugie i kolejne dziecko do lat 18, bez dodatkowych warunków. Rodziny o niskich dochodach, poniżej 800 zł netto na osobę, otrzymają 500 zł także na pierwsze dziecko.

Urlop okolicznościowy to krótka nieobecność w pracy ze względu na niektóre wydarzenia rodzinne, m.in. ślub, bierzmowanie, pogrzeb lub ze względu na niektóre obowiązki obywatelskie.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka 2012
  • Krakus
  • Mini galeria 03
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices