Dziś jest , imieniny obchodzą:

PRL – świniak, a sprawa polska

Jednym z symboli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej powinien być... świniak. I jeśli nie jest, to chyba wyłącznie dlatego, że o ile PRL-u się raczej powszechnie wstydzimy, to jednak chyba nie zdołaliśmy się jeszcze z niego (z Peerelu, a nie ze świniaka) porządnie otrząsnąć.

 

Uczciwie trzeba przyznać, że nowożytna kariera świni na terenach polskich datuje się na niemiecką okupację i słynne transporty kolejowe spod znaku „zabrali rąbankę, słoninę, kaszankę...”. Przemyt wędlin z wioski do miasta zakończyć się mógł wtedy obozem koncentracyjnym, a w skrajnych przypadkach – śmiercią. Kary te nie powstrzymywały handlarzy i handlarek – jeśli wierzyć filmowcom i historykom – przed ryzykownym procederem. I choć w końcu wojna się skończyła, to nie skończyły się kłopoty związane z redystrybucją świniny.

 

Trochę złota i literatury

Zanim jednak podążymy dalej historycznym, świńskim tropem, wypadałoby wskazać świnię w postaciach nieco różnych niż wyłącznie kiełbasa i salceson. Oto właśnie świnia stała się najbardziej popularnym wzorem skarbonki na świecie i z jej wizerunkiem miliony dzieci kojarzą do dziś nawyk oszczędzania. Warto przy okazji zastanowić się, dlaczegóż to przez całe dziesięciolecia w Polsce carskie, złote pięciorublówki, nazywano po prostu „świnkami”.

Również w bajkach dla dzieci postaci wyobrażane przez nierogaciznę mają raczej pozytywne skojarzenia. Wystarczy wskazać tu Prosiaczka z „Kubusia Puchatka” czy „Świnki trzy” w przeróżnych wersjach – tej z wilkiem czy też tej, gdzie budowały sobie domy różnymi technikami. Nie od rzeczy jest wspomnieć o blond-celebrytce Miss Piggie ze słynnego The Muppet Show. I niech nikt nie mówi, że ta ostatnia z PRL-em nie ma nic wspólnego – otóż ma. Debiutowała pod koniec lat 70-tych i załapała się (wraz z Kermitem i całą resztą zgrai) w jak najbardziej peerelowskim Studio 2.

Inną zgoła rolę dla świń przewidział w swoim „Folwarku Zwierzęcym” George Orwell; rzecz ukazała się w sierpniu 1945 roku. Powieść przedstawiała zwierzęta hodowlane, które wypędziły z farmy wszystkich ludzi i zapragnęły rządzić się same. Liderami przemian okazały się właśnie świnie, ale już wkrótce zamiast świetlanej przyszłości rozpoczął się prawdziwy horror..., zapraszam zresztą do lektury, bo warto.

Proceder nielegalnego handlu opisany był wielekroć i przywoływany w polskiej kinematografii. Prócz wspomnianych mimochodem „Zakazanych piosenek” przywołać tu należy np. Stanisława Bareję i jego „Misia”: - „Gdzie mi tu z włosami, ja tu mięso sprzedaję!” – oburza się sprzedawczyni w sklepiku sieci „Ruch”. Rzecz się dzieje w latach 80-tych, więc grozi jej najwyżej mandat. Innego zgoła, nadzwyczaj zresztą żywotnego, świniaka widzimy w „Nie ma mocnych” w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. Ucharakteryzowany wieprz Pawlaka ma udawać dzika na polowaniu zorganizowanym dla partyjnego notabla. – A kto mi zabroni z pastowanym kabanem po lesie spacerować?! – tej sceny przypominać nikomu nie trzeba. Nie inaczej jest z „Filipem z konopii” w reż. Józefa Gębskiego; widzimy tu Zenona Laskowika śpiewającego do plasterka szynki nabitego na widelec: „Za dzień, za rok, za chwilę, razem nie będzie nas...”.

Afera mięsna

Wracamy do PRL-u; wydawałoby się, że po wojnie los handlarzy świniną poprawi się na tyle, by mogli oni ze spokojem prowadzić interesy i zasypiać bez strachu. Niestety, socjalistyczna gospodarka nie liczyła się z koncepcjami prowadzenia indywidualnego biznesu, jakbyśmy dziś to powiedzieli. W latach 50-tych zboże i mięso było bez litości konfiskowane na wioskach, a chłopów, zwanych „kułakami”, wsadzano do kryminału.

Proceder „nielegalnego uboju” i pokątnego handlu mięsem z mniejszą lub większą intensywnością trwał do 1989 roku. Mięsa w sklepach nie było, bo według powszechnego mniemania przez całe dziesięciolecia wieprzowina była eksportowana do ZSRR. Czarny rynek zrodził się więc z samej przedsiębiorczości Polaków walczących o włożenie „czegoś do garnka”.

Warto jednak przypomnieć, że w związku z brakiem mięsa na rynku władze partyjne w 1964 roku wykryły tzw. „aferę mięsną” – za kradzieże mięsa i fałszowanie faktur aresztowano ponad 400 osób, prokurator wnosił o karę śmierci dla trzech osób, w rezultacie tej ponurej historii stracono jedną osobę, cztery inne dostały dożywocie. Jak widać w 20 lat po wojnie za mięso ciągle w Polsce można było pójść za kratki lub w rezultacie – zginąć! 

Świnia „na waleta”

Niejednokrotnie świnia stawała się bohaterem opowiadań rodzinnych. Z pewnością do dziś wiele osób wspomina świniaka, który mieszkał przez okrągły tydzień – budząc zgrozę pań sprzątaczek – na szóstym piętrze w pokoju akademika w Poznaniu (koledzy nie mieli prezentu dla nowożeńców, więc jeden przywiózł z rodzinnej wsi warchlaka, tyle, że o tydzień za wcześnie). Żywe świnie, zdarzało się, były podczas stanu wojennego pod osłoną nocy przewożone na tylnych siedzeniach „malucha”, czyli Fiata 126p, czy innego trabanta. Dla miastowych organizowano też na wioskach tajne „świniobicia” wraz z noclegiem, które to imprezy łączyły w sobie element zaprowiantowania z przygodą, uczestnictwem w nielegalnym procederze, biesiadę i integrację z mieszkańcami przy domowej produkcji napitkach. Inna rzecz, że w czasach stanu wojennego do postaci świni przyrównywano osobę i zachowania rzecznika prasowego rządu, Jerzego Urbana.

Z pewnością osoby pamiętające PRL i pustki w sklepach pamiętają skarb nad skarby, czyli szynkę w owalnej konserwie eksportowaną na rynki zachodnie. W sklepach rarytas ten nie pojawiał się w ogóle, można było ją nabyć wyłącznie w Pewexach, względnie za duże pieniądze zaopatrzyć się w przysmak na czarnym rynku.

Gdzie z tym ryjem? Do TV!

Spostrzeżenia powyższe w czasach obecnych w swojej większości straciły bezpośrednie odniesienia. Polskie sklepy pełne są kiełbas, szynek i baleronów, choć informacje o sposobach przetwarzania mięsa, przemysłowej produkcji kiełbas, konserwantów, dzięki którym podnosi się ich termin przydatności do spożycia wywołują zrozumiałą konsternację coraz to liczniejszych konsumentów. Dlatego też znów w modę wchodzą wyprawy „na wioskę”, zrzutki sąsiadów na „pół świniaka” i weekendy spędzane na przykład przy tradycyjnych sposobach wędzenia szynki, boczku i kiełbasy.

Świnia nie przestała być rekwizytem używanym przez polityków; wystarczy tu przypomnieć pewnego posła III RP, który do studia TVN przybył z uwędzonym świńskim ryjem i zaprezentował go widzom tej stacji. Wiele zatem wskazuje, że świniak, warchlak, prosiak i wszelka inna nierogacizna pozostanie z nami jeszcze przez wiele, wiele lat. No, chyba, że moda na wegetarianizm zostanie podniesiona do rangi ustawy Parlamentu Europejskiego lub..., lub Europę w mniej lub bardziej gwałtowny sposób opanują ludy uznające mięso wieprzowe za nieczyste. Ale to już zupełnie inna historia...

Polecamy

Drodzy Państwo, obecny rok jakoś tak szybko minął, iż mam wrażenie, że felieton o jarmarku świątecznym w Kolonii pisałam dopiero wczoraj, a tu już jedenaście miesięcy minęło. Człek się ledwie zdążył na pięcie obrócić a tu znowu święta.

 

Władze belgijskie rozpoczęły w minionym roku od dawna zapowiadane wzmożone kontrole osób pozostających bez pracy.

Człowieka da się wyciągnąć z PGR-u, ale pegeeru z człowieka wyciągnąć się nie da. Co młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie, czym był PGR. Państwowe Gospodarstwa Rolne; symbol marnotrawstwa, pospolitego złodziejstwa, wiecznego pijaństwa, wszechobecnego łapówkarstwa, traktor z urwanym kołem, którego nikt nie naprawia, błoto po kolana i tak dalej. Dziw, że to się kupy w ogóle trzymało przez ponad 40 lat.

O Beacie Kozidrak i zespole Bajm można by pisać bez końca. Każdy Polak zna na pamięć przynajmniej jeden z ich utworów. To, co szczególnie wyróżnia Beatę i Bajm na tle innych artystów, to niezachwiana pozycja na rynku koncertowym.

Sądziłam naiwnie, że to kiepski żart na Prima Aprilis, gdy dziewczyny z biura zadzwoniły z pytaniem, jak się czuję wiedząc, że Żabie Oczy wracają dziś do pracy po urlopie macierzyńskim.

Skoro w tym roku nie wybraliśmy się w rodzinne strony na ferie zimowe, to postanowiliśmy wynagrodzić babciom nieobecność ukochanego wnusia w marcu i pojechać do Polski na Wielkanoc.

Czy spędzasz dużo czasu na zakupach, wydając mnóstwo pieniędzy na ciuchy i mimo że Twoja szafa pęka w szwach, Ty nadal nie masz co na siebie włożyć?

Podczas wakacji nie zawsze udaje mi się zapakować karpiowych klamotów do auta, ale to nie z tego powodu, że zapominam czy nie mam na to ochoty – po prostu nie umiem ograniczyć sprzętu i oddzielić, co potrzebne, a co nie.

– Aha, pamiętajcie: wyjeżdżacie do państwa kapitalistycznego, które może i ma tam jakieś swoje plusy, ale chodzi o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów! – nawoływał prezes Ryszard Ochódzki w nieśmiertelnym „Misiu” Stanisława Barei.

Art Stage Promotion z Holandii zaprasza wszystkich miłośników hip-hopu już 29 kwietnia na pierwszy Polski Rap Festiwal w Brukseli .

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 03
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices