Dziś jest , imieniny obchodzą:

Powiedzieć czy nie?

Czy masz kogoś, komu pragniesz powiedzieć „zależy mi na Tobie” albo „kocham Cię”, ale brakuje Ci do tego odwagi? Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, przeczytaj poniższą historię, a wszelkie wątpliwości z pewnością zostaną rozwiane.

 

Wszystko zaczęło się, gdy miałam sześć lat. Akurat bawiłam się przed naszym domem na wsi, gdy do ogrodzenia podszedł chłopak z sąsiedztwa. Był jak to zwykły, przeciętny chłopiec w tym wieku: lubił dla żartów podokuczać, tak, że trzeba go potem gonić i wtłuc. Po tym pamiętnym pierwszym razie, kiedy to go dogoniłam i mu natłukłam, spotykaliśmy się nadal – i dalej biliśmy się przy płocie. Jednak trwało to tylko przez jakiś czas. Potem widywaliśmy się przy owym płocie każdego dnia i staliśmy się praktycznie nierozłączni.

 

Wyjawiałam mu swoje największe sekrety. On był zawsze bardzo cichy i słuchał wszystkiego, co miałam do powiedzenia. Wspaniale mi się z nim gadało, czułam, że mogłabym mu powiedzieć niemalże wszystko. W szkole mieliśmy swoich własnych kolegów i koleżanki, ale gdy tylko wracaliśmy do domu, zawsze mówiliśmy sobie wszystko, co się działo w szkole. Pewnego dnia powiedziałam mu, że chłopak, który mi się podoba, odtrącił mnie i złamał mi serce. Zaczął mnie wtedy pocieszać i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Potrafił mnie podnieść na duchu i pomógł mi poradzić sobie z tym pierwszym zawodem miłosnym. Uwielbiałam jego towarzystwo i cieszyłam się, że znalazłam takiego przyjaciela. Jednak było w nim coś jeszcze, co sprawiało, że go lubiłam. Długo nad tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że tak po prostu wygląda prawdziwa przyjaźń.

 

Przez całą podstawówkę, a potem gimnazjum i liceum nadal się często widywaliśmy i zawsze myślałam o nim jak o przyjacielu. Jednak w głębi duszy zawsze wiedziałam, że tak naprawdę czułam coś więcej. Na studniówce, choć mieliśmy innych partnerów, tak naprawdę chciałam być właśnie z nim. Gdy już po imprezie wszyscy się rozeszli, udałam się do jego domu, gdyż chciałam się z nim zobaczyć. Cóż, ta zimna, styczniowa noc wydawała się moją jedyną szansą – a wszystko, na co się zdobyłam, to siedzenie przy nim i rozmowa o tym, co też zamierzam robić w przyszłości oraz jakie są jego plany. Patrzyłam w jego oczy i słuchałam jak mówił o tym, co jest jego życiowym marzeniem. Chciał się ożenić i ustatkować. Chciał założyć firmę, odnieść sukces i być bogaty.

 

A ja, jedyne, co potrafiłam zrobić, to opowiedzieć mu o swoich planach na przyszłość i się do niego przytulić.

 

Wróciłam do domu z bolącym sercem, gdyż nie powiedziałam mu, co tak naprawdę do niego czuję. Tak bardzo chciałam mu powiedzieć, że go kocham, ale po prostu za bardzo się bałam. Zdusiłam w sobie rosnące uczucie, ale postanowiłam, że pewnego dnia wyjawię mu, co do niego czułam. Przez całe studia chciałam mu powiedzieć, ale on prawie zawsze kogoś miał. Kiedy już pożegnaliśmy się z uczelnią, on znalazł dobrze płatną pracę w Warszawie. Cieszyłam się wraz z nim, choć jednocześnie było mi smutno, że wyjeżdża. A było mi tym gorzej, że przez wszystkie te lata nadal nie powiedziałam mu tego, co naprawdę czuję. No ale przecież nie mogłam mu się narzucać w takim momencie, kiedy to cieszył się na nowy rozdział w swoim życiu. Więc znowu zamknęłam wszystko na klucz w schowku pod sercem, który już nosiłam przez tyle lat. Płakałam, gdy objęłam go, zanim wsiadł do pociągu, a przejmująca myśl, że może to być ostatni raz, rozdarła mi serce. Tego wieczora wróciłam do domu i łkałam żałośnie do poduszki.

 

Dlatego tak trudno powiedzieć to, co ma się naprawdę w sercu?

 

Ja sama znalazłam posadę sekretarki w Szczecinie, a po jakimś czasie awansowałam w firmie na analityka. Byłam dumna z tego, co udało mi się osiągnąć. Pewnego dnia znalazłam w skrzynce list z zaproszeniem na ślub. Jego ślub. On sam wypisał zaproszenie i załączył list. Choć cieszyłam się z jego szczęścia, to jednocześnie byłam i smutna. Teraz wiedziałam już, że nigdy nie będziemy razem i na zawsze pozostaniemy w relacjach koleżeńskich. Ale na ślub pojechałam. Była to wielka uroczystość, przepiękna ceremonia w kościele i przyjęcie w jednym z lepszych warszawskich hoteli. Poznałam jego wybrankę, a gdy później razem tańczyliśmy, udało mi się nawet zamienić z nim parę słów. To wystarczyło, bym poczuła, że znowu się zakochuję. Oczywiście nic nie powiedziałam, w końcu nie chciałam mu psuć tego najpiękniejszego dnia w życiu. Próbowałam się dobrze bawić na weselu, ale obserwowanie tego, jaki jest szczęśliwy z inną, sprawiało, że z każdym spojrzeniem po trochu w środku umierałam. Niełatwo było mi przez całą noc ukrywać łzy smutku pod fasadą życzliwego uśmiechu.
Wyjeżdżałam z Warszawy myśląc, że postąpiłam słusznie. Nim opuściłam hotel, on pojawił się nagle na recepcji i podbiegł do mnie, by się pożegnać oraz powiedzieć mi, jak bardzo się cieszy, że mogłam przyjechać. Wróciłam do domu i starałam się zapomnieć wydarzenia z Warszawy, które pozostawiły me serce w rozterce. W końcu musiałam dalej żyć własnym życiem. Lata mijały, a nasze kontakty stawały się coraz bardziej okazjonalne. Czasem jakiś SMS, email, potem przyszedł Facebook. Pisaliśmy do siebie, co się dzieje w naszym życiu, a on mówił, jak to bardzo brakuje mu rozmów ze mną. Jednak pewnego dnia po prostu przestał odpowiadać na moje wiadomości. Zaczynałam się coraz bardziej martwić, i po dłuższym czasie bez żadnej odpowiedzi postanowiłam zadzwonić. Okazało się, że jego numer nie działa. Jednak pewnego dnia, gdy już pogrążona w smutku pogodziłam się z utratą przyjaciela, dostałam od niego wiadomość: „Spotkajmy się przy płocie, jak za dawnych lat”. Wyszłam przed dom i go zobaczyłam – choć sama byłam niezwykle szczęśliwa, że go widzę, on był cichy i przybity.

 

Wpadliśmy sobie w objęcia i trwaliśmy w nich do momentu, aż zabrakło nam oddechu.
Opowiedział mi o rozwodzie oraz wyjaśnił, dlaczego nie odzywał się przez tak długi czas. Płakał tak dużo, że aż zabrakło mu łez. W końcu weszliśmy do domu i zatopiliśmy się w długiej rozmowie, nadrobiliśmy wszelkie zaległości i śmialiśmy się jak za starych, dobrych czasów. Jednak mimo to nadal nie potrafiłam się w sobie zebrać, by powiedzieć mu, co do niego czuję. Kolejne dni przyniosły mu ukojenie, był w stanie zapomnieć o swoich problemach i rozwodzie. Znowu poczułam, że się w nim zakochuję. Gdy nadszedł czas jego powrotu do Warszawy, odprowadziłam go i płakałam. Nie chciałam, by odjeżdżał. Obiecał jednak odwiedzać mnie zawsze, kiedy tylko dostanie wolne. Nie mogłam się wprost doczekać, aż przyjedzie i znowu będziemy mogli być razem. Zawsze wspaniale czuliśmy się w swoim towarzystwie.

 

Jednak pewnego dnia nie przyjechał, tak jak obiecał. Myślałam, że pewnie coś go zatrzymało w pracy, choć dziwiłam się, że nie dał znać wcześniej. Poszłam spać z myślą, że pewnie zobaczę go w następny weekend. Wczesnym rankiem obudził mnie dzwonek do drzwi. W progu stała jego matka, cała roztrzęsiona i we łzach. Powiedziała mi, że jadąc z Warszawy miał wypadek na autostradzie. Wjechał we mgle pod stojącego na poboczu tira, który złapał gumę. Zginął na miejscu. Nie mogłam w to uwierzyć. Me serce pękło niczym koło tamtej ciężarówki. Płakałam cały dzień i całą noc, łzy smutku, żalu i bólu powoli płynęły po policzkach, by następnie ginąć w nicości poduszki. Dlaczego nie został jednak w pracy? Jak mogło przytrafić się to tak dobremu człowiekowi jak on?!

 

Jego matka powiedziała mi później, że powinnam pojechać z nimi do Warszawy, gdyż zostawił mi coś w spadku. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że przyjdzie także jego była żona. W sumie spotkałam ją tylko na ślubie i praktycznie jej nie znałam, ale jakoś też nigdy za nią za bardzo nie przepadałam. Ta jednak przy kawie rozkleiła się zupełnie i zaczęła opowiadać o byłym mężu, jakim to wspaniałym był facetem i jak dbał o rodzinę. Ale stwierdziła też, że w gruncie rzeczy zawsze wydawał się nieszczęśliwy. Próbowała wszystkiego, ale on już nigdy nie był tak szczęśliwy jak w dniu ich ślubu. Okazało się, że dostałam w spadku listy, które do niego przez te wszystkie lata pisałam, a on je pieczołowicie zachowywał, a także kilka innych drobiazgów oraz jego pamiętnik. Najwyraźniej, przez wszystkie te lata spisywał w swym pamiętniku najważniejsze wydarzenia i wszelkie przemyślenia. Płakałam, gdy go wzięłam do ręki. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Dlaczego chciał, bym dostała jego pamiętnik? Zabrałam wszystkie te pamiątki po nim do domu. Długa podróż sprawiła, że zaczęłam wspominać, jak wspaniale się razem bawiliśmy. Zabrałam się też za czytanie pamiętnika.

 

Pamiętnik zaczął być pisany w dniu, w którym się poznaliśmy. Czytałam kolejne strony wypełnione jego dziecięcym pismem, do momentu, aż łzy napłynęły mi do oczu i nie byłam już w stanie dalej czytać. Pisał, że zakochał się we mnie owego pamiętnego dnia, gdy zwierzyłam mu się ze złamanego serca. Jednak on był zbyt nieśmiały, by powiedzieć mi, co do mnie czuł. Dlatego też zawsze był taki cichy i lubił słuchać wszystkiego, co mówiłam. Opisywał w pamiętniku, jak to wielokrotnie chciał mi wyznać swą miłość, jednak bał się odezwać. Przedstawił też to, jak wyjechał do Warszawy i zakochał się w innej. Pisał jednak, że najszczęśliwsze chwile jego życia były wtedy, gdy widział mnie i ze mną tańczył na weselu. Wyznał, że wyobrażał sobie, że to było nasze wesele. Wyjaśniał, jak bardzo był nieszczęśliwy w swym związku, aż w końcu nie miał wyboru i się rozwiódł. Przyznawał w pamiętniku, że najbardziej cieszył się z listów, które ode mnie dostawał.

 

Pamiętnik kończył się wpisem „Dziś Jej powiem, że Ją kocham”.

Data, która widniała przy wpisie, była dniem, w którym zginął. Był to dzień, w którym w końcu miałam się dowiedzieć, co tak naprawdę do mnie czuje.

Jeśli więc kogoś kochasz, nie czekaj ze swym wyznaniem do jutra. Jutro może nigdy nie nadejść…

DP

Polecamy

Każdy słyszał o francuskich zamkach nad Loarą, które zachwycają architekturą i pięknymi ogrodami. Ale ci, którzy lubią zwiedzać zamki, wcale nie muszą jechać aż do Francji - w Belgii jest również sporo budowli tego typu wartych odwiedzenia.

Wydana miesiąc temu książka „Ugly Belgian houses”, „Brzydkie belgijskie domy” zdążyła narobić już sporo szumu. Jej autor, 33-letni Hannes Coudenys przyznaje, że prócz akceptacji spotkał się też ze słowami dezaprobaty dla swojej pracy.

Jak by tak sobie przysiąść – z jako takim archiwalnym kalendarzykiem małżeńskim w ręku – i policzyć, to wychodzi, że cała nasza familiada prokreuje w Sylwestra, bośmy wszyscy wrześniowi.

Odkąd żużel stał się moją pasją, Patryk „DuZers” Dudek, zawodnik Falubazu Zielona Góra, to mój numer jeden na liście ukochanych zawodników.

Na świecie jest bardzo mało kobiet zadowolonych ze swego wyglądu. Każda z nich zapewne chciałaby być zgrabniejsza lub piękniejsza. Jeżeli zawiodły już wszystkie metody na ulepszenie wizerunku, czemu by nie spróbować magii?

 

Tegoroczne wakacje nie kosztowały nas zbyt wiele. Cały miesiąc mieszkaliśmy w domu moich rodziców, którzy zadbali też o nasze wyżywienie i zapasy na wyjazd do Belgii.

 

Selfies robią sobie wszyscy – od wypindrzonych nastolatek po szacowne głowy państw. Internet jest ich pełen, a media społecznościowe wręcz nimi ociekają.

Święta, święta i po świętach… Nareszcie! W końcu można powrócić do monotonnej codzienności, pracy zawodowej i innych obowiązków, które towarzyszą nam przez większą część roku. Jednym słowem – do zwyczajnego życia, do którego druga połowa grudnia z pewnością nie należy.

I edycja międzynarodowego konkursu piosenki polskiej „The Voice of Polonia” była  jednym z najważniejszych polonijnych wydarzeń kulturalnych 2014 r. Do konkursu zgłosiło się ponad siedemdziesięciu uczestników z Belgii, Francji, Holandii, Niemiec, Ukrainy i Wielkiej Brytanii.

W wyniku zmian spowodowanych ostatnią reformą państwową, zostały uchwalone nowe prawa dotyczące sektora czeków usługowych. Zmiany te dotyczą uprawnień i autonomicznych przepisów poszczególnych regionów: flamandzkiego, walońskiego oraz stołecznego Brukseli.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 03
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Miss Fitness
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Ani Mru Mru

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices