Dziś jest , imieniny obchodzą:

Wieczór walentynkowy

Szefowa naszej firmy – coraz bardziej zagoniona i zajęta – nie miała tym razem nawet czasu na zaplanowanie przyjęcia sylwestrowego czy świątecznej kolacji dla swoich pracowników. Znając jednak jej solidność, wiadomo było, że w jej przypadku, „co się odwlecze, to nie uciecze” i że prędzej czy później padnie propozycja zorganizowania jakiejś firmowej imprezy.

 

Wybór padł na luty, jako że to czas karnawałowy – więc jeszcze zabawowy – a także walentynkowy. Choć Walentynki nic wspólnego z pracą nie mają (no może poza wyjątkiem biurowych romansów, co z własnego doświadczenia mogę potwierdzić), to jednak mogą stanowić dobry powód do zabawy dla współpracowników z żonami, mężami czy partnerami z wolnych związków. Co do byłych kochanków, to – jak się na zabawie okazało – lepiej unikać tego typu przyjęć, chyba, że chce się zaliczyć podbite oko i jednego wybitego zęba albo rozdarte kiecki…

Już pod koniec stycznia padło hasło zorganizowania corocznej imprezy firmowej, najlepiej w sobotę, w którą wypadły w tym roku Walentynki. Viola Chuda jak Deska, została wybrana główną organizatorką całego przedsięwzięcia. W mig znalazła odpowiednią salę, wybrała – na szczęście po konsultacji z nami, bo inaczej nic by nie było do jedzenia, biorąc pod uwagę jej wieczne diety, – catering oraz zespół muzyczny, rozesłała zaproszenia. Nam nie pozostawało nic innego, jak dokonać wyboru odpowiednich kreacji, zaplanować wizyty u kosmetyczki i fryzjerki, a także uprzedzić nasze drugie połówki o planowanym przyjęciu. Dla mnie była to świetna okazja do zagospodarowania wolnego popołudnia i umówienia się do moich dawno niewidzianych znajomych z salonu piękności. No cóż, piękna, odmłodzona i odchudzona stamtąd nie wyszłam, jednak dobrze wpłynęło na moje samopoczucie zadbanie o siebie. Szarpnęłam się na nową fryzurę z odświeżonym kolorem, manicure, pedicure, masaż obolałych pleców oraz maseczkę odżywiająco-rozświetlającą na moją poszarzałą i pozbawioną blasku twarz. Nie mogąc zmieścić się do żadnej z wyjściowych kreacji, które jeszcze za panny i przed urodzeniem Pawełka nosiłam, odżałowałam też parę groszy na nową kieckę. Kusiły mnie jeszcze nowe buciki i torebka, ale się pohamowałam, uznając, że co za dużo, to niezdrowo, zwłaszcza dla mojego portfela. Najważniejszy z tego wszystkiego jednak był fakt, że Jacek zgodził się ze mną pójść na firmową potańcówkę, uznając to za doskonałą okazję do wcielenia w życie naszego postanowienia o spędzaniu wspólnie – tylko we dwoje – czasu i zacieśnieniu więzi nadszarpniętych moim skokiem w bok. Z tego cieszyłam się najbardziej, choć wiadomo, że jak każdej rasowej babce – zadbanie o siebie i kupienie nowego ciucha też sprawiało niemałą przyjemność.

W dzień Walentynek udało nam się z Jackiem wyjść z domu punktualnie, bez opóźnień spowodowanych nagłą potrzebą zmiany pieluchy Pawełka czy innymi nieprzewidzianymi okolicznościami. Synka zostawiliśmy pod opieką naszej ukochanej niani – mamy naszej sąsiadki z parteru. Dzięki temu mogliśmy pójść zabawić się ze spokojną głową, bo maluch był w dobrych rękach. Przybyliśmy jako jedni z pierwszych, zajmując sobie dobre miejsca i siadając obok naszego szefostwa, nie tyle z chęci przypodobania się właścicielom firmy, ile z nadzieją na sąsiedztwo dyskretnych osób, niewtrącających nosa w nie swoje sprawy, jak moje biurowe koleżanki. Towarzystwo zaczęło się powoli schodzić i wkrótce byliśmy już w komplecie. Zagrała muzyka i na stół wjechały pierwsze zakąski. Potem zrobiono krótką przerwę na tradycyjne przemówienie szefowej i szefa (nadal prowadzących wspólnie firmę, ale rozstających się w życiu prywatnym po romansie naszego bossa z Żabimi Oczami i ciążą tejże niewiasty) oraz noworoczny toast za powodzenie naszego przedsiębiorstwa. Gdy oficjalna część imprezy się zakończyła, zabawa zaczęła się na nowo. Tym razem stoły zapełniły się na dobre, co zostało przyjęte z ulgą przez wszystkich obawiających się głodowych porcji z powodu Violi Chudej Jak Deska opętanej manią odchudzania się i to z przysłowiowych kości na ości. Muzykanci przygrywali nam do jedzenia coraz bardziej skoczne melodie, co ostatecznie zmusiło nas do tańca. Miejsca na parkiecie zajęły wszystkie koleżanki ze swoimi ślubnymi bądź nie połówkami. Tylko szefostwo siedziało nieco naburmuszone, nie mając początkowo, z kim pląsać, a nie chcąc ze sobą jak za dawnych lat. My z Jackiem też poszliśmy się nieco powyginać, bo już wieki całe nie mieliśmy okazji potańczyć. Potem mój małżonek poprosił do tańca szefową, a ja naszego szefa. Zabawa rozkręciła się na dobre i atmosfera się rozluźniła. Wszyscy jedli, pili, śmigali na parkiecie, jak kto umiał i ryczeli ze śmiechu z byle czego.

W tym momencie, mocno spóźniony i zdyszany, pojawił się nie kto inny, ale Artur i to w towarzystwie… Żabich Oczu! Okazało się, że nadgorliwa Viola Chuda Jak Deska także im wysłała zaproszenia, choć żadne z nich obecnie u nas nie pracowało – mój były chłopak zakończył swój staż, a moja dawna koleżanka biurowa była na urlopie macierzyńskim. Muzykanci grali jak opętani, nie zwracając uwagi na marsowe oblicza szefa, szefowej i moje. Myślałam, że zemdleję… 

Czułam jak nogi się pode mną ugięły jakby były z waty, a twarz zamieniła mi się w dobrze dojrzałego pomidora. Jacek początkowo nie wiedział, o co chodzi, bo nigdy Artura nie widział, dopiero gdy usłyszał jak zwraca się do niego po imieniu szefowa – spojrzał na mnie pytająco i gniewnie. Wyszeptałam przerażona, że miało go nie być na firmowych Walentynkach. Szef speszony obecnością Żabich Oczu poszedł do kuchni, tłumacząc się koniecznością doglądnięcia wszystkiego na zapleczu. Szefowa starała się trzymać fason, ale widać było, jest porządnie wkurzona widokiem kochanki swojego byłego już męża. Viola Chuda jak Deska dyskretnie wycofała się z przyjęcia i wróciła do domu znacznie wcześniej niż to miała zaplanowane. Wiedziała, że czeka ją jutro trudna rozmowa i wytłumaczenie się z samowolnego powiększenia liczby zaproszonych gości.

Usiedliśmy z Jackiem za stołem, bo całkowicie straciliśmy chęć do wirowania na parkiecie. Małżonek wychylił dwa kieliszki wódki jeden za drugim i zaczął zajadać się bigosem. Nie zwracał uwagi na Artura i nie mówił nic do nikogo. Usiadłam obok niego i zapytałam czy nie lepiej by było gdybyśmy wrócili do domu. Jacek powiedział, że nie ma zamiaru uciekać jak złodziej, bo nic złego nie zrobił. No tak, pomyślałam, samcza natura się w nim odzywa. Jak to mówiła św. pamięci babka Łucja: chłop chłopu nie odpuści i swego terytorium nie opuści nim samczej siły nie pokaże i udowodni, kto tu ma władzę. Wiedziałam, że babka się nigdy nie myliła, więc spodziewałam się najgorszego. Artur przezornie usadowił się na drugim końcu stołu i też strzelił sobie drinka, zapewne dla dodania odwagi, po czym wlepił gały w śledzika w śmietanie, którego mu podsunięto. Żabie Oczy poszły na zaplecze porozmawiać z szefem, a pewnie też i po to, by zejść z oczu szefowej. Muzykanci się posilili, nieco napili i zaczęli na nowo przygrywać – jak to się mówi – do kotleta. Nikt nie tańczył, bo wszyscy byli pochłonięci konsumpcją jadła wyśmienitego i w dodatku ulubionego, bo przypominało ojczyste strony. Gdy towarzystwo posiliło się już na tyle, że więcej zjeść nie było chwilowo w stanie, ruszyło się w końcu od stołu. Jedni poszli zapalić, inni spokojnie – na tyle na ile pozwalały im przepełnione brzuchy – pląsać na parkiecie. Jako że pojawienie się Artura, odebrało mi nieco apetyt, poszłam zatańczyć z naszym szefem. Artur poprosił do tańca szefową, która – zapewne chcąc zrobić na złość swemu byłemu mężowi – zaczęła przesadnie wieszać się na szyi młodego mężczyzny, przytulać się zbyt mocno i robić maślane oczęta nastolatki, posyłając przy tym słodkie uśmieszki. Widziałam jak szefa zaczyna zablewać krew i ciśnienie mu się podnosi. W pewnym momencie nie wytrzymał i doskoczył do ex-małżonki, wyrywając ją z objęć mojego chłopaka z lat młodzieńczych. Szefowa, niewiele myśląc, uderzyła w policzek szefa, który zaperzył się jak kogut i zamachnął się, żeby oddać byłej żonie. W jej obronie stanął wówczas Artur, który nie zdążył uchylić się przed nadchodzącym ciosem. Runął na ziemię jak rażony piorunem. Szefowa krzyknęła, a ja niewiele myśląc skoczyłam do leżącego, chcąc go ocucić. W tym momencie wmieszał się Jacek, który – nieco podchmielony – szarpnął mnie za ramię i odciągnął od odzyskującego przytomność Artura. Syknął do mnie złośliwie, pytając, czy mało mi było jeszcze kontaktów z byłym chłopakiem i romansidło nie wystarczyło. Na to odezwał się szef, żeby Jacek mówił do mnie innym tonem, ale ta uwaga tylko rozzłościła mojego męża. Doskoczył do naszego szefa i z wypalił z grubej rury, że broni mojego wyskoku, bo sam nie jest lepszy i z młódką do łóżka wskoczył. Szef się zaperzył się jak kogut i Jacka za marynarkę szarpać zaczął. Ten zaś pacnął swoją wielką łapą bossa, podbijając mu lewe oko. Wówczas Żabie Oczy piszczeć zaczęły i wrzasnęły, żeby ojca jej dziecka ratować, po czym rzuciły się do nich, chcąc rozdzielić szarpiących się samców. W tym momencie szefowa za włosy pociągnęła naszą koleżankę biurową, od lafirynd i złodziejek cudzych mężów wyzywając. Szarpać się zaczęły, jedna drugiej kieckę targała i po łbie waliła. Chciałam im przeszkodzić w dalszej przepychance, ale nic to nie dało. Ocucony i całkiem już przytomny Artur chciał mi pomóc rozdzielić opętane złością niewiasty, co z kolei podziałało na Jacka jak czerwona płachta na byka. Tak Arturowi przywalił, że wybił mu zęba i dopiero wówczas oprzytomniał. Rozdzielić się udało skłóconych dopiero przy pomocy muzykantów i partnerów obecnych jeszcze koleżanek biurowych. Towarzystwo zaczęło się powoli rozchodzić, bo dalszej zabawy nie było, a i atmosfera ciężka i nieprzyjemna okropnie się zrobiła. Wróciliśmy z Jackiem taksówką do domu, nie odzywając się do siebie ani słowem.

I tak się zakończyło nasze pierwsze od dłuższego czasu wspólne wyjście. Było mi wstyd wobec szefa i moich koleżanek z biura za zachowanie męża. Z drugiej strony pomyślałam sobie jednak, że skoro Jacek jest wciąż o mnie zazdrosny, to znaczy, że mimo wszystko kocha jeszcze swoją Anię i nadal mu na niej zależy. Wybaczyłam mu więc tę wyjątkową porywczość, tak jak on rozgrzeszył mnie z mojego wyskoku w bok. Bo czyż życie we dwoje nie jest ciągłym kompromisem i szukaniem porozumienia? Mimo wszystko, mam jednak nadzieję, że przyszłe Walentynki będą o niebo spokojniejsze. Dla wszystkich, nie tylko dla nas…

Anna Karska

Polecamy

Ośmiu wspaniałych

29 maja w Brukseli odbyły się Międzynarodowe Mistrzostwa Belgii w kulturystyce i fitness w których udział wzięły reprezentacje narodowe z Francji, Włoch, Belgii, Luksemburga, Holandii i Polski.

Oto badanie Polaków na reprezentatywnej próbie. Pytanie: Co-Którym jesteś Polakiem?! Metodologia badań: „co drugi Polak”, „co piąty Polak” wbite w Google. Polityki unikałem.

Co-Drugi-Polak:

 

Od zarania dziejów wiadomo, że ludzka naiwność nie zna granic, a na świecie jest pełno oszustów, którzy łapią się różnych sposobów, by omamić naiwnych ludzi i wyłudzić od nich pieniądze.

 

Art Stage Promotion z Holandii zaprasza wszystkich miłośników hip-hopu już 29 kwietnia na pierwszy Polski Rap Festiwal w Brukseli .

 

Pochodzi z Daireaux, miasteczka w prowincji Buenos Aires. Swoją przygodę z motocyklem rozpoczęła w wieku sześciu lat, zarażona pasją przez ojca, który uprawiał czarny sport w latach 70. i 80.

Paryski cmentarz Montmartre i rodzinny, niepozorny grobowiec z wyrytym napisem: Famille Ad Sax. Wewnątrz - doczesne szczątki geniusza z Belgii, który jednak umarł w nędzy. A przecież pozostawił po sobie przedmiot kultowy, rzecz czarodziejską - saksofon.

 

Przepracowani

W wyniku zmian spowodowanych ostatnią reformą państwową, zostały uchwalone nowe prawa dotyczące sektora czeków usługowych. Zmiany te dotyczą uprawnień i autonomicznych przepisów poszczególnych regionów: flamandzkiego, walońskiego oraz stołecznego Brukseli.

Atak islamskich terrorystów spowodował chaos w Paryżu i szok w całej Europie. Ofiarami strzelaniny oraz eksplozji bomb w stolicy Francji padło 130-tu przypadkowych ludzi, kolejne setki z ciężkimi ranami walczyły i walczą o życie we francuskich szpitalach.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2011
  • Miss Fitness
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Gimnazjalistów
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices