Dziś jest , imieniny obchodzą:

Karnawałowe wspomnienia

Zbliżający się wielkimi krokami karnawał w Belgii to świetna okazja do wspomnień sprzed trzech lat. Każdy, kto mieszka w kraju króla Filipa i królowej Matyldy zapewne słyszał, a może i brał udział w tego typu zabawach, których nieodłącznym elementem są różnorakie stroje i przebrania, często mieniące się złotem i ozdobione piórami. Wprawdzie nie mogą się one równać z pięknem weneckich kostiumów czy tych z Rio de Janeiro, ale i tak gwarantują świetną zabawę.

Mówiąc o karnawale belgijskim, od razu przychodzi na myśli zabawa w Binche (sięgająca tradycją XVI w.) Malmédy, Nivelle czy Beloeil.

Tymczasem ja postanowiłam wybrać się na karnawał w Halle, miasteczku leżącym ok. 10 km od Brukseli. Jak na marzec, było naprawdę ciepło. Znalezienie miejsca parkingowego było nie lada wyzwaniem, ale udało się! Potem spacer urokliwymi uliczkami miasteczka, wśród tłumu roztańczonych ludzi i tych pijących piwo czy wino przy stolikach wystawionych na zewnątrz, żeby dotrzeć do placu pełnego karuzel i atrakcji, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jako że czas nie gonił ani mnie, ani moich najbliższych, wolno zbliżaliśmy się do centrum rozrywek. Tu zatrzymaliśmy się, aby mój syn mógł wykazać się celnością na strzelnicy i wygrać jakąś nagrodę. Poszło mu wyśmienicie, więc w wystrzałowych humorach ruszyliśmy dalej. Tym razem mój ukochany jedynak poszedł do pałacu strachów i na tor przeszkód, którego pokonanie nie było wcale takie łatwe. Po pół godzinie ruszyliśmy dalej.


Minęliśmy karuzele dla najmłodszych (typu słoniki, łabędzie, samochodziki), aby dotrzeć do tych większych. Po chwili naszym oczom ukazało się kilka wielkich karuzel, a ponieważ robiło się już ciemno, dookoła brzmiała głośna muzyka, a my byliśmy podekscytowani atmosferą, podeszliśmy od razu do kasy biletowej. Byłam święcie przekonana, iż przed nami jest karuzela typu „fala”, na której jeździliśmy już niejednokrotnie. Bez wahania siedliśmy z moim synem w fotelikach. Po chwili maszyna zaczęła się kręcić. Wtedy właśnie z przerażeniem dostrzegłam, że to wcale nie „fala” tylko… „shaker”. I tak jak barman energicznie potrząsa shakerem we wszystkie strony, w górę, w dół i na boki, aby dobrze wymieszać wszystkie składniki drinka, tak i karuzela zaczęła swój pokaz. Byłam naprawdę przerażona. Życie przemknęło mi przed oczami, a najbardziej bałam się o mojego syna, który podobnie jak i ja krzyczał. Mnie ze strachu i rozpaczy, że nic nie mogę zrobić, płynęły z oczu łzy. Jazda na karuzeli wydawała mi się nieskończonością. Wprawdzie byliśmy przypięci, ale i tak przeżyłam chwile grozy! I kiedy już miałam nadzieję, iż dzika przejażdżka dobiega końca, odpowiedzialny za tę karuzelę zapytał przez mikrofon: „Do you want more?” („Chcecie więcej?”) i usłyszałam ryk fruwających: „Yesss”. Więc zaczęło się znowu… Tym razem, na szczęście, nie trwało to tak długo. Przez cały ten czas miałam zamknięte oczy i starałam się siedzieć jak najbliżej mojego syna, który jak na 11-latka był wysoki i dobrze zbudowany, co dodawało mi trochę otuchy, że może jednak wyjdziemy z tego cało.


Nadeszła wymarzona chwila i zwariowana karuzela zatrzymała się. Gdy wstawałam z fotelika, moje nogi były jak z waty. Po paru krokach zrobiło mi się tak słabo, że musiałam przysiąść. Czułam się cała ścierpnięta, a mięśnie miałam napięte do granic możliwości. Po paru chwilach poczułam się nieco lepiej i wtedy zobaczyłam, iż karuzela, o której myślałam, popularnie zwana „falą”, była tuż obok „shakera” i wyglądała łudząco podobnie.
Nie chcąc psuć zabawy moim najbliższym, a szczególnie chcąc jakoś wynagrodzić synowi moją bezmyślność, chodziłam potulnie, gdzie tylko chcieli moi dwaj panowie. W duchu jednak modliłam się, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Następnego dnia planowaliśmy przyjść na paradę, która jest zwieńczeniem karnawału. Niestety, nie było mi to dane… Rankiem obudziłam się z potwornym bólem głowy i sztywnym karkiem. Dosłownie z minuty na minutę czułam się gorzej, aż doszło do tego, iż nie mogłam wykonać najmniejszego (dosłownie!) ruchu szyją i głową, w której czułam pulsowanie.

Nie pozostawało nic innego jak zamiast na karnawał jechać do pobliskiego szpitala. Tam prześwietlenie, kroplówka, zastrzyki rozkurczowe… Diagnoza – silny przykurcz mięśni spowodowany stresem. Wypis do domu… i konieczność zażywania przez dwa tygodnie leków, po których czułam się jak pijana i ciągle spałam. Gdy do tego dodać zakaz prowadzenia auta ze względu na ograniczoną możliwość poruszania szyją i serię masaży przywracających dawną sprawność, można by rzec, iż karnawał 2012 w Halle bez wątpienia na długo pozostanie w mojej pamięci. Tylko, że akurat nie o takich wspomnieniach marzyłam…
Od tego czasu karuzel unikam jak diabeł święconej wody, a obejrzenie pięknej parady w Halle stało się moim udziałem dopiero rok później.

A w związku ze zbliżającym się karnawałem życzę wiernym Czytelnikom wspaniałej zabawy i większej niż moja przezorności przy wyborze atrakcji.

Kaja Adamska

Polecamy

Zielony krajobraz, piwna pasja, rolnicze podstawy i wykształcenie inżynierskie legło u podstaw nowego browaru w Ardenach w roku 2008.

Pułapki empatii

Od niepamiętnych czasów przedstawiane były jako osoby wyjątkowo irytujące, stąd niewybredne żarty na ich temat. Lista zarzutów stawiana matkom naszych partnerów jest długa. Rozpoczyna ją pouczanie, jak mamy wychowywać nasze dzieci.

Nicolas Buissart to młody belgijski artysta, który zanim zainteresował się sztuką, chciał zostać rzeźnikiem, a potem spawaczem. Po pewnym czasie zaczął rysować, aż w końcu przystąpił do realizacji różnych projektów, wśród których swoistą sławę zdobył miejski rajd safari po...

Wiosna w pełni, sezon piłkarski już dawno za nami, piąty tytuł mistrzowski w kieszeni FC Polonii Bruksela. Nie oznacza to jednak, że zapominamy o piłce nożnej – wręcz przeciwnie, jak co roku, po ciężkich zmaganiach ligowych, rozpoczyna się „maraton turniejowy”.

 

Wywiad z prywatnym detektywem Sébastienem Bakun

 

Wielkanoc to najważniejsze święta w kalendarzu kościoła katolickiego. Towarzyszy im wiele ludowych obrzędów wywodzących się jeszcze z czasów pogańskich, a także tradycyjnych polskich zwyczajów, które w nadzwyczajny sposób ubogacają okres wielkanocny.

 

Mons, o którym nie raz już pisałam, to serce francuskojęzycznej prowincji Hainaut. Wierne od średniowiecza swojej świętej patronce – Waldetrudzie jest corocznie, w niedzielę Świętej Trójcy, teatrem gigantycznych uroczystości związanych z jej kultem.

 

Pracownikom zatrudnionym w Belgii, poza opisanymi wcześniej dorocznymi wakacjami i różnorakimi urlopami dla rodziców, przysługuje także wolne okolicznościowe.

Na mszy świętej w kościele Notre Dame de la Chapelle w Brukseli, 19 marca 2017 r. o godzinie 11:00, odbyła się uroczystość poświęcenia Sztandaru Szkolnego Punktu Konsultacyjnego im. Joachima Lelewela przy Ambasadzie RP w Brukseli.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Krakus
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices