Dziś jest , imieniny obchodzą:

Ciąg dalszy strrrasznej historii z poprzedniego numeru (4)

Pamięć tego, co spotkało mnie w ciągu ostatnich tygodni, ciążyła na mnie niczym nieustępliwy kac. Nigdy nie sądziłem, że coś tak nieistotnego jak włamanie do opuszczonego domu może zmienić moje życie do tego stopnia. I to jeszcze jak – zamieniło je w prawdziwy koszmar!

 

W końcu siedzę właśnie w samochodzie i uciekam przed prześladowcą, który nawet nie wiem, czego ode mnie chce. Jednak żywy obraz bestii, który widziałem na nagraniach, sprawiał, że wolałem nie czekać na dalszy rozwój wydarzeń z założonymi rękami. Doszedłem też do wniosku, że klientem, który mi to włamanie zlecił, mogła być owa zamaskowana postać, która zostawiała mi na progu pamiątki swych nikczemnych wizyt.

Opuściłem Brukselę i skierowałem się do Leuven. Spędziłem tam dobrych parę godzin, szukając mieszkania do wynajęcia, jednak każdy, kto usłyszał, że chcę się wprowadzić od razu, pukał się w czoło i odsyłał mnie z kwitkiem. Późnym popołudniem postanowiłem udać się do Liège, w końcu to większe miasto, więc łatwiej powinno być coś znaleźć. Jednak i tu reakcje były podobne. Dopiero późnym wieczorem, właściciel obskurnej kawalerki przystał na moją propozycję, ale i tak dopiero po usłyszeniu mojej ponurej historii o nieustającym nękaniu przez nieznajomego. Zainkasował miesięczny czynsz z góry i powiedział, że resztą formalności zajmiemy się później. Nie byłem przekonany, czy chcę w tym miejscu tak naprawdę zostać, no ale w końcu byłem przyparty do muru.

Choć otaczający mnie brud sprawiał, że z rozpakowywałem się z obrzydzeniem, to jednak tego wieczoru, po raz pierwszy od dłuższego czasu, zasypiałem z poczuciem, że nic mi nie grozi, a towarzyszącemu temu poczuciu komfortu nie było w stanie zaszkodzić nawet potwornie skrzypiące łóżko. Jednak i tak nie było mi dane się wyspać. W nocy nadal nawiedzały mnie koszmary; ze ścian schodziły niczym pająki obleczone skórą szkielety, na progu znajdowałem coraz to bardziej przerażające kasety, a złowieszcze żółtawe oko śledziło każdy mój ruch. Znów obudziłem się zlany potem, jednak szybko się uspokoiłem – w końcu w tym zabitym dechami mieszkanku byłem bezpieczny, nie było szans, by w ciągu dnia śledził mnie niepostrzeżenie zamaskowany jegomość, a starałem się być uważny. W dodatku zaparkowałem daleko od nowego mieszkania, bo nie byłem pewien, czy mój samochód nie jest śledzony.

Następnego dnia kupiłem nowy telefon i nową kartę SIM, co mi podpowiadała nieodstępująca mnie na krok paranoja. Mieszkając w Liège, powoli zaczynałem dochodzić do siebie. Przysiągłem też sobie w duchu, że rozwikłam zagadkę, kim był klient, który złożył owe feralne zlecenie i kim może być zamaskowana postać. Skontaktowałem się z kilkoma znajomymi, którzy sami mają znajomych, którzy mogliby mi pomóc. Nikt za bardzo nie chciał wierzyć w moją historię, raczej patrzono się na mnie z politowaniem jak na wariata. Ale jeden z rozmówców zgodził się mi pomóc – oczywiście za odpowiedną opłatą.

Na pierwszy ogień poszedł numer telefonu klienta. Oczywiście okazało się, że jest to niezarejestrowany prepaid, w dodatku karta SIM jest już nieaktywna. Znacznie ciekawsze okazało się jednak to, gdzie ostatnio numer ten zarejestrował się do sieci. Była to stacja bazowa znajdująca się 1 km od domu, do którego się owej pamiętnej nocy włamałem. Było więc rzeczą naturalną, że chciałem się dowiedzieć więcej na temat historii tego domu. Informator obiecał, że postara się zgromadzić jak najwięcej danych na temat tego budynku, choć może to nie być łatwe, gdyż dom jest już stary, a obecnie przeznaczony do rozbiórki.

W międzyczasie uspokoiłem się już na tyle, że postanowiłem wrócić do Brukseli po część swoich rzeczy. Gdy podjeżdżałem do domu, me serce na nowo wypełnił niepokój, gdyż stanął mi przed oczyma widok mego domu z perspektywy nagrań z szyderczym śmiechem, które wcześniej znajdywałem na progu. A co jeśli znów coś tam zastanę? Me najgorsze obawy ucieleśniły się, gdy zbliżyłem się do drzwi i z daleka dostrzegłem paczuszkę leżącą na wycieraczce. Podniosłem ją drżącymi rękoma, po czym otworzyłem drzwi i zniknąłem w zaciszu swego salonu. Usiadłem na kanapie i otworzyłem kopertę. W środku nie było jednak kasety, tak jak się spodziewałem. Znajdował się tam za to… klucz. Skonfundowany zacząłem mu się przyglądać; nie przypominał on jednak żadnego z kluczy do domu. Sprawdziłem wszystkie zamki – do żadnego z nich nie pasował.

Zafrapowany znaleziskiem, nieomal zapomniałem, po co tak naprawdę przyjechałem. W końcu ocknąłem się z zadumy i zabrałem się za pakowanie rzeczy. Po godzinie samochód był już praktycznie zapakowany. Wziąłem jeszcze prysznic, gdyż ma łazienka była o niebo przyjemniejsza (i czystsza!) od zdezelowanej pseudołazieneczki znajdującej się w kawalerce w Liège.  Sprawdziłem jeszcze, czy wszystko jest powyłączane, zamknąłem dom na cztery spusty i odjechałem przed siebie. Po drodze zatrzymałem się jeszcze u swojego ulubionego Turka, gdyż zacząłem być głodny. Zamówiłem duże dürüm, po czym usiałem przy stoliku, by się nim podelektować. Na ścianie naprzeciwko wisiał telewizor i akurat leciały wiadomości. Z nudów zacząłem śledzić wydarzenia, gdy nagle zamarłem, widząc na ekranie znajomą twarz.

Gapiłem się w ekran z otwartymi ustami i z dürümem w ręku, nie mogąc uwierzyć w to, co widziałem. W wiadomościach pokazywano zdjęcie policjanta, który przyjechał na me wezwanie, gdy zakapturzona postać postanowiła mnie nawiedzić w nocy. To on wziął ode mnie wszystkie kasety i obiecał zająć się sprawą. W wiadomościach mówili, że podczas działań operacyjnych zaginął bez śladu i proszą o jakikolwiek kontakt osoby, które mogły go widzieć. Mówili też, że to najbardziej tajemnicze zaginięcie policjanta w ostatnich latach, gdyż raczej nie zdarza się, by policjanci na służbie przepadali bez wieści. Me serce znowu zaczęło bić jak oszalałe, a w głowie zaczęła się galopada myśli. To nie może być przypadek, że policjant, który obiecał zająć się sprawą nękania mnie nagraniami, nagle przepada bez wieści. Na myśl przyszedł mi od razu obraz owego piekielnego domu i wrzaski mężczyzny, który został wrzucony do pomieszczenia w piwnicy. Od razu minął mi apetyt i znowu zacząłem się zastanawiać nad kwestią własnego bezpieczeństwa. Jeśli ten ktoś bez problemu porywa policjantów, to naprawdę może robić, co chce.

Postanowiłem dowiedzieć się jak najwięcej o historii owego domu i kto może za tym wszystkim stać. Co prawda mój informator powiedział mi, że ma problemy z dotarciem do dokumentacji i potrzebuje jeszcze co najmniej dwóch dni na jej skompletowanie, ale poprosiłem go o przesłanie mi kopii wszystkiego, co ma, na maila. Całą drogę powrotną do Liège głowę zaprzątały mi myśli na temat zaginionego policjanta i tajemniczego klucza, który znalazłem na progu swego domu. Nie był to jednak typowy klucz; był to jeden z tych „laserowych”, trudnych do podrobienia ciężkich kluczy z markowych zamków. Co on też mógł otwierać? Ów opuszczony dom? Przecież włamałem się do niego bez problemu, jeśli miałby taki zamek, to by mi się nie udało. Może otwiera drzwi do któregoś z tajemnych pomieszczeń, które skrywa ten mroczny budynek? Może otwiera jakąś skrytkę? W końcu dotarłem do Liège i wspiąłem się po schodach do swego nowego mieszkania. Gdy wyciągnąłem klucz, by otworzyć drzwi, nagle zamarłem. Przecież wygląda on identycznie jak ten, który znalazłem w paczce na progu swego domu! Drżącymi rękoma odszukałem ów klucz, który tym razem otrzymałem zamiast kasety. Umieściłem go w zamku i klucz bez problemu się w nim przekręcił. Nogi ugięły się pode mną i poczułem się, jakby ktoś mnie uderzył obuchem w głowę.

DP

Polecamy

Wizyta teściowej, która wydawała się nie mieć końca, dała mi się nieco we znaki. Mimo mojego postanowienia, żeby żadną miarą nie dawać się mamie Jacka wyprowadzić z równowagi i nie zwracać uwagi na jej kąśliwe komentarze, nie byłam w stanie nie przejmować się jej gadaniem.

Nikt nie może być pewnym swojego życia i mienia, kiedy obraduje rząd - mawiają ludziska na całym świecie. Oczywiście w państwach, które dorobiły się w ogóle rządu.

8-ego września przypada Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji, obchodzony co roku przez państwa ONZ w ramach programów walki z analfabetyzmem.

Wśród naszych uszczypliwych, nastoletnich pociech króluje przekonanie, że kobietę w wieku dojrzałym prędzej trafi snajper w środku zatłoczonego miasta, niż wypatrzy jakiś konkretny mężczyzna. Przecież mamy XXI wiek i o zadbanej kobiecie po 40.

Sierpień. Połowa wakacji już za nami… Część rodaków dopiero wyjechała na urlop, ale sporo z nich już wróciło do Belgii.

Sobotnie popołudnie, wchodzimy do kolorowej, pięknie ustrojonej balonami i serpentynami sali, gdzie już wesoło bawią się najmłodsi uczniowie naszej szkoły. Wszyscy są przebrani, nawet niektórzy rodzice i nauczyciele!

 

Szybko nadciągająca wiosna nie tylko sprzyja motocyklistom i wycieczkom jednośladem w ciekawe i malownicze miejsca, a tych w Belgii nie brakuje, ale także pozwala na uchwycenie piękna przyrody niewidocznego na pierwszy rzut oka. Pewnie zastanawiacie się, co mam na myśli?

Panie posiadające figurę typu V, która zwana jest również figurą Y, charakteryzują się tym, iż ich sylwetka jest szersza u góry i węższa na dole.

Czas Świąt, czas wyciszenia, zastanowienia i rodzinnych spotkań przy świątecznym obiedzie. Kolejny przystanek na drodze w poszukiwaniu życiowych smaków.

Kolonia, znana na świecie z wody kolońskiej, posiada także swoje piwo. Może być warzone tylko w Kolonii i okolicach i jest ono nieodłączną częścią charakteru miasta i jego mieszkańców.

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2011
  • Miss Fitness
  • Krakus
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices