Dziś jest , imieniny obchodzą:

Santa Klaus i pierzaste koguciki

Aniśmy się obejrzeli, a tu Boże Narodzenie stuka do drzwi, z reklam ciśnie się wszechobecny „Santa” z czerwoną czapą i białą brodą, na wystawach sklepów dominuje i kłuje w oczy świąteczno-konsumpcyjny kolor zielono-purpurowy gdzieniegdzie przetykany złotem. W ramach reminiscencji z czasów PRL-u dziś czas na: „ze ślepym o kolorach”.

 

Ludowa mądrość głosi, że łatwo przyzwyczaić się do dobrego. Jeśli za rzecz dobrą uznamy otaczający nas współcześnie „kolorowy świat”, to w istocie przyzwyczailiśmy się błyskawicznie. Tymczasem nie wolno zapominać, że dotarcie do takiej rzeczywistości zajęło nam ponad 50 lat.
W latach powojennych sprawa była prosta i zrozumiała; wykrwawiony naród, zniszczony przemysł..., kto by tam myślał o jakichś kolorach. Ludzie cieszyli się, że w ogóle przetrwali, że z życiem uszli, że mają co włożyć na grzbiet. Miasta i wioski objęła w posiadanie nierozłączna para: kufajka plus gumofilce, choć przecież jeszcze latami spotykało się na ulicach mundury wojskowe różnych armii. Inna rzecz, że wspomnienia czasów przedwojennych wciąż były żywe i wciąż na specjalne okazje typu „do restauracji” chadzało się obowiązkowo „pod krawatem”, obowiązkowo w czystych butach i obowiązkowo w kapeluszu.

Model odświętnego męskiego noszenia się przetrwał w polskich miastach – z różnymi przygodami – do późnych lat 70-tych. Dopiero później kapelusz stał się ekstrawagancją, czymś zrazu obciachowym, by dziś stanowić co najwyżej element hipsterstwa. Inna rzecz, że siłą rzeczy pojawiła się w Polsce wielotysięczna armia socjalistycznych urzędników – nosili się, a jakże, w marynarkach brązowych, krawatach z obiciówki, brązowych butach. Podobnie nosili się nauczyciele i inni, masowo produkowani, inteligenci w pierwszym pokoleniu.

 

Nie tylko skarpeta

Jednakże nie o elegantów lat 50-tych nam tu idzie, nie o marzenia Leopolda Tyrmanda o kolorowych skarpetkach i podniecająco lśniącym świecie jazzu. Polskę objęła na długie lata zwykła, upiorna szarzyzna, z której wyjść nie pozwalało ani niebo, ani ziemia. W niebo bowiem waliły kłęby dymów z przeróżnych hut i walcowni, stoczni i kopalni, a emisjami gazów podówczas nikt się nie zajmował. Całe połacie przyfabrycznych lasów usychały od tych wyziewów, ściany budynków stawały się bure, cera ludzi szarzała i nawet świeżo spadły zimą śnieg po paru godzinach przybierał barwę i konsystencję o nieznanej nawet Eskimosom nazwie.

Kiedy spojrzeć na oferowane przez polskie sklepy przedmioty w latach 60-tych bez wyjątku dominuje tu złamany beż, kawa z mlekiem, blade odcienie niebieskiego. Odkurzacz – szary. Pralka – biała, ale bielą złamaną. Ściany w szkole czy przedszkolu – ciachnięta lamperia szara, sinobura albo brązowa. Linoleum, szare. Gazety, tak samo, a jeśli już kolorowe, to tylko wyłącznie z nazwy. Całe pokolenia zanurzone były w kolorze sraczkowatym, od stóp do głów tak się noszące, wśród mętnych barw, rozwodnionych kolorów żyjące.

 

Rubin yellow bahama

Nawet jak już radziecka myśl techniczna pozwoliła Polakom cieszyć się telewizją kolorową, to możliwości danego Rubina bardziej skłaniały widza do wyobrażania sobie zasugerowanego koloru niż do cieszenia się jego widokiem. Owszem, w latach 70-tych polskiemu przemysłowi udało się wykonać parę rzeczy kolorowych: do nich należała między innymi wściekle pomarańczowa farelka, czyli rodzaj grzejnika elektrycznego. Jednakże była to raczej przypadkowa ekstrawagancja niźli zaplanowana akcja, o czym świadczą kolory wypuszczanych na rynek samochodów.  Enerdowskie trabanty były koloru „kości słoniowej” albo „niebieskiego złamanego”, duże fiaty: szarye albo yellow Bahama, wartburgi: szare bądź buro-żółte, o radzieckich zaporożcach nie ma co nawet wspominać, a maluchy..., o tutaj: faktycznie: zdarzały się już czerwone czy pomarańczowe. Inna rzecz, warto o tym przypomnieć: jeśli jechało się po „odbiór auta”, to za kolor inny od szarego należało specjalnie dopłacić.

 

Na skróty

Elegantki miały możliwość popisania się inwencją; do żelaznego zestawu pomysłów na kolorowy świat w latach 80-tych należało zdobycie pieluch tetrowych, zszycie z nich koszuli względnie przewiewnej sukienki i zafarbowanie jej na niebiesko. Z nieznanych przyczyn przemysł chemiczny wypuszczał głównie farby do tkanin w tym właśnie kolorze.
Kolorowo było wyłącznie w Peweksie, tam rzeczywiście można było nasycić oczy kolorem, ale że przez lata brudna zieleń dolara była kolorem niedosiężnym dla przeciętnego Polaka, to i Peweksy wraz z ich barwami – pominiemy. Nawet na opiewanych przez pieśniarzy „kolorowych jarmarkach” królowała blacha, szary plastik, zresztą przypominacie sobie: pierzaste koguciki, baloniki na druciku. Na tzw. strzelnicach sprawny kawaler mógł zestrzelić swej lubej szaroburego kwiatka z gąbki, względnie czarno-białe zdjęcie zagranicznego aktora.

Nie wolno nie wspomnieć o architekturze; szczególnie na wioskach i w małych miejscowościach w latach 70-tych ozdabiano budynki szarym tynkiem, inkrustując go szkłem rozbitych zielonych butelek czy fragmentami różnego koloru ceramiki. Ale cóż się dziwić, skoro nawet idol polskiej młodzieży tamtych lat, filmowy Tolek Banan, jak doskonale pamiętamy „...stare miał dżinsy, starą koszulę, w dziurawych kamaszach szedł”. Ciężko dziś uznać, że jego garderoba była kolorowa.
Kolejna fala szarości zalała Polskę w drugiej połowie lat 80-tych, bowiem na targowiskach pojawiły się dziesiątki tysięcy (jeśli nie miliony) sprowadzanych z Turcji swetrów; wszystkie one miały podobny fason, kolor i wzorek. Swoista moda na Turka wypaliła się jednakże bardzo szybko, choć trzeba przyznać, że są w Polsce miejsca, gdzie z powodzeniem kultywowana jest do dzisiaj (tam gdzie wspomniana wcześniej butelkowo-ceramiczna architektura).

Dzisiaj, jako się rzekło, w dowolnych kolorach możemy się wprost pławić, co niektórzy zresztą zawzięcie stosują. Jednak warto podkreślić, że Polacy po dziesięcioleciach przymusowej szarości nie odreagowali efektem yo-yo. Nie nosimy się wyzywająco, wciąż preferujemy barwy stonowane i nigdy, przenigdy nie dotarła do nas enerdowska czy holenderska moda na „złote, z metra cięte grube łańcuchy” i wielkie sygnety. To pozwala na wysnucie wniosku, że jakoś sobie z tymi ponurymi czasami poradziliśmy i palma nam nie odbiła. Zielona palma!

Polecamy

Prawie każda z mam pamięta wierszyk recytowany lub sepleniony przez jej małe, zazwyczaj 3-letnie dziecko:
„Mamo, mamo coś Ci dam:
Jedno serce, które mam,
A w tym sercu róży kwiat
Mamo, mamo, żyj sto lat!”

 

Michał Szpak – charyzmatyczny polski wokalista. Podbił nie tylko polski, ale i europejski rynek muzyczny. Udział w X-Factor, statuetka SuperPremiery na 52.

Przepisy celne obowiązujące aktualnie na terytorium unijnym regulują kwestie przewożenia przez granice różnych towarów, od luksusowych perfum po wyroby tytoniowe i alkoholowe.

O co w tym wszystkim chodzi? Reguły tej gry wyglądają jak scenariusz podrzędnego horroru. Reguły „Niebieskiego Wieloryba” aranżuje tak zwany „opiekun”. Przez 50 dni trzeba wykonywać określone zadania, polegające na zadawaniu sobie bólu.

Królestwo belgijskie, w latach trzydziestych minionego wieku, posiadało policję zorganizowaną na nieco odmiennych zasadach niż inne państwa europejskie.

Wiatr we włosach, rumień na polikach, czas jakby stojący w miejscu, niemający znaczenia dla dziejącej się przygody. Stan flow, mówiąc psychologicznym językiem, albo stan beztroski, typowy dla dzieci. Kiedy czułeś go ostatni raz?

Po spokojnym i bardzo udanym weekendzie, kiedy w końcu nieco odpoczęłam po morderczym tygodniu w biurze i nadrabianiu zaległości nagromadzonych przez Żabie Oczy, szłam w poniedziałek rano do pracy z ogromną ciekawością.

Komar atakuje

Będąc początkującym karpiarzem, nigdy nie zastanawiałem się nad dokładną budową i kształtem haków karpiowych, jednakże po dziesięciu latach praktyki i ciągłych eksperymentach, spośród kilkuset haczyków dostępnych na rynku wyselekcjonowałem te, które najlepiej się sprawdziły na różnych łowiskach i tych kilka rodzajów od znanych firm chciałbym Wam w tym artykule zaprezentować.

Wreszcie nadeszła wiosna. Przyroda obudziła się znów do życia, a z nią i ja. Po zimowych miesiącach melancholii, wstąpiła we mnie iście wiosenna energia.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Gimnazjalistów
  • Miss Fitness
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Krakus
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Mini galeria 03

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices