Dziś jest , imieniny obchodzą:

Zaproszenie na komunię

Maj od dziecka kojarzy mi się z konwaliami i bzem. Zapach tych roślin towarzyszył mi każdej wiosny przez całe życie spędzone w Polsce. Maj to także nasze święto narodowe oraz niedzielne uroczystości dzieci przystępujących do pierwszej komunii świętej. I ta właśnie uroczystość przez kilka dobrych tygodni spędzała mi sen z powiek, a to za sprawą dwóch kluczowych dla wielu kobiet spraw: stroju i prezentu.

 

Wszystko zaczęło się od zaproszenia na komunię otrzymanego od mojego chrześniaka mieszkającego na Podlasiu. Wiedziałam, że odmówić absolutnie mi nie wypada, bo ludzie wzięliby mnie na języki, a rodzina nigdy w życiu nie wybaczyła takiego afrontu. Największy problem leżał jednak gdzie indziej. A mianowicie w mojej – jak się okazało – ubogiej garderobie i braku odpowiedniej na tego typu uroczystość kreacji. Drugim powodem do zmartwienia był brak pomysłu na prezent dla chrześniaka. Chłopaka widywałam rzadko i nie do końca znałam jego zainteresowania czy marzenia o komunijnym podarunku.

Kiedy przedstawiłam Jackowi moje zmartwienia, tylko się uśmiechnął i powiedział, że w sprawie kreacji powinnam zadzwonić do Irenki, która koniec końców jest krawcową, więc albo coś dla mnie uszyje, albo chociaż coś doradzi. Co zaś się tyczy prezentu, to warto zapytać moją mamę, która dobrze zna Michałka i jego rodzinę, więc z pewnością będzie wiedzieć, co sprawiłoby przyjemność chrześniakowi. Potem włączył telewizor, żeby oglądnąć jakiś mecz. Zamurowało mnie. Przecież mój mąż miał rację! Od czego w końcu są mama i przyjaciółka? Od udzielania dobrych rad i pomocy w tego rodzaju sytuacjach. Postanowiłam, że zajmę się całą sprawą w weekend, gdy wszyscy są trochę mniej zabiegani i mają głowę do takich właśnie spraw.

Gdy zadzwoniłam do Irenki, ta o mało nie zemdlała przy telefonie. Nie mogła uwierzyć, że dopiero teraz – za pięć dwunasta – zabieram się za tak ważną sprawę jak ubiór na komunię. Okazało się, że jest tak zawalona pracą właśnie z powodu przyjęć komunijnych, że żadną miarą nie da rady uszyć mi czegokolwiek. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wpadła od razu na jakiś dobry pomysł. Podała mi kilka sklepów, w których jej zdaniem powinnam sobie znaleźć jakąś kieckę. Na wypadek, gdybym nie do końca była z niej zadowolona, wówczas będzie mi ją mogła poprawić i jakoś ulepszyć, bo na to znajdzie z pewnością czas. Uznałam, że to dobry plan. Na następną sobotę zaplanowałam wyprawę po komunijną kreację. Dobrze się składało, bo Jacek akurat miał wolne, więc mógł spędzić z Pawełkiem cały dzień. Nie wyobrażałam sobie bowiem zabrania dzieciaka ze sobą i włóczenie go przez kilka godzin po sklepach. Więcej by z tego było kłopotu niż pożytku.

 

Jeszcze tego samego dnia wieczorem zadzwoniłam do mamy prosząc o pomoc w zdobyciu informacji na temat wymarzonego prezentu dla Michałka. Moja rodzicielka jak zawsze okazała się niezawodna. Po dwóch dniach miałam już listę propozycji, z których mogłam wybrać upominek mieszczący się w granicach moich możliwości finansowych. Wcześniej nasłuchałam się w biurze opowieści o modzie na eklsluzywne prezenty, chrzestnych prześcigających się w kupnie najdroższego upominku, w stylu kucyk, quad lub tablet najnowszej generacji. Na szczęście, mój chrześniak okazał się całkiem rozsądnym chłopcem, który nie marzył o Bóg wie jak drogich rzeczach.

Mogłam więc ze spokojną głową wyruszyć na łowy po sklepach, starając się w ten sam dzień zakupić i prezent i kreację.

Pomimo misternie opracowanego planu działania, buszowanie po butikach zajęło mi prawie cały dzień. W sumie, najłatwiej poszło z prezentem. Zegarek z wbudowanym systemem GPS umożliwiającym zlokalizowanie dziecka i kilkoma innymi bajerami kupiłam jeszcze z samego rana po dłuższej rozmowie ze sprzedawcą zachwalającym produkt i dobrą cenę. Wiedziałam czego konkretnie szukam i jakim dysponuję budżetem, więc poszło gładko jak po maśle. Cieszyłam się, że prezent mały, więc poręcznie będzie go zabrać w czekającą nas podróż do ojczyzny. Nie był to ani rower ani quad ani kucyk, więc nie czekały nas żadne kłopoty z transportem. O wiele więcej problemów miałam z wyborem kiecki.

Latałam po sklepach z ciuchami z obłędem w oczach, tyle było pięknych wiosennych kreacji. Niestety, żadna mi nie odpowiadała. A to za grubo w niej wyglądałam, a to znów za ubogo. Jak już coś mi wpadło w oko, okazywało się, że nie ma mojego rozmiaru, bo już wykupiony. Zostały same 34 i 36 na szczupluteńkie młode panienki. W innym sklepie, i owszem, było co trzeba, ale za to cena znacznie przekraczała moje możliwości. Miałam dosyć.

Byłam zmęczona, głodna i zła. Bolały mnie nogi i głowa. Postanowiłam zakończyć mój sklepowy maraton i pójść wzorem tubylczej ludności poleżeć na trawie i odpocząć. Kupiłam sobie wiel-
gachnego sandwicha i butelkę wody i poszłam do pobliskiego parku. Godzina relaksu, posiłek i pobyt na świeżym powietrzu sprawiły, że odzyskałam siły. Mimo to, nie chciało mi się już chodzić po dusznych, zatłoczonych sklepach. Ruszyłam w drogę powrotną do domu.

Idąc spacerkiem przez mało znaną mi dzielnicę, zobaczyłam maleńki sklepik z ubraniami, na wystawie którego wisiała bardzo fajna, kremowa sukienka. Zaglądnęłam do środka, zmierzyłam i ... po kilku minutach wyszłam z wymarzoną kreacją, torebką w odcieniu kiecki i dopasowaną do całości marynarką na wypadek chłodniejszego dnia. A wszystko to za całkiem przyzwoite pieniądze! Odzienie może nie markowe, ale za to modne i jak na mnie uszyte. W dodatku, absolutnie nie wymagające żadnych poprawek Irenki.

Zaoszczędzone na stroju pieniądze mogłam przeznaczyć na zakup pamiątkowej, pierwszokomunijnej książeczki oraz Biblii dla dzieci dla mojego chrześniaka. Zdałam sobie bowiem sprawę, że w tym całym szale zakupowym zupełnie zatraciłam prawdziwy sens czekającej go uroczystości i jej najważniejszy element. W końcu to przecież nie kreacje gości i nie prezenty dla dziecka przystępującego do I komunii świętej powinny się najbardziej liczyć. Istotna jest obecność bliskich na tym wydarzeniu i dzielenie dziecięcej radości z tego ważnego dla każdego katolika sakramentu.

My jednak tak często martwimy się i dbamy nie o to, co trzeba, przedkładając rozmaite ludzkie i materialne kwestie ponad religijny wymiar ceremonii...

Anna Karska

Polecamy

Pierwszego grudnia 2017 roku zostały rozlosowane grupy Mistrzostw Świata w Rosji. Wiadomo już, że w pierwszym meczu 19 czerwca Polacy zmierzą się z Senegalem na stadionie Otkrytije Arena w Moskwie (stadion Spartaka).

 

Zielony krajobraz, piwna pasja, rolnicze podstawy i wykształcenie inżynierskie legło u podstaw nowego browaru w Ardenach w roku 2008.

Czy spędzasz dużo czasu na zakupach, wydając mnóstwo pieniędzy na ciuchy i mimo że Twoja szafa pęka w szwach, Ty nadal nie masz co na siebie włożyć?

„Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy,/Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory...” – tak śpiewał zespół Czerwone Gitary, przywołując atmosferę serdeczności i wybaczenia, co nierozłącznie wiąże się z Wigilią i Bożym Narodzeniem. I właśnie zbliżające się Święta Narodzenia Pańskiego są doskonałą okazją do uzmysłowienia sobie, jak narodziły się: tradycja pasterki, szopki, choinki i bombki.

Wszyscy, którzy szukają pracy, marzą o takiej, która byłaby łatwa, miła, przyjemna, dobrze płatna i pozwalająca połączyć zarobek ze zwiedzaniem. Myślicie, że takie oferty nie istnieją? Otóż mylicie się!

Kobiety i mężczyźni trochę inaczej widzą świat, inaczej na niego reagują. Różnią się na poziomie struktury układu nerwowego i hormonalnego.

 

Współczesne konsumenckie społeczeństwo zachęca nas do pochłaniania maksymalnej ilości przemysłowej żywności kiepskiej jakości, wyjątkowo zubożałej w składniki odżywcze, ale za to ładnie opakowanej.

Prawidłowo rozwinięta mowa wpływa na całościowy rozwój naszych dzieci. Mały człowiek poznaje świat dzięki rozumieniu mowy, a umiejętność mówienia daje mu możliwość wyrażenia własnych myśli, emocji, uczuć i pragnień. Rodzice są pierwszym i najważniejszym wzorem, który dziecko będzie naśladować.

Dziś będzie o pieniądzach, a raczej o ich braku w kieszeni ucznia za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wspomnienia te związane są z „pierwszym dniem w szkole”, co oznacza, że wakacje mamy już poza sobą, że niebawem liście pożółkną i zacznie się: buro i mokro.

Po ostatnich dramatycznych przeżyciach w biurze, które przypłaciłam zdrowiem i tygodniowym zwolnieniem z pracy, nie miałam najmniejszej ochoty wracać na stare śmieci.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2011

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices