Dziś jest , imieniny obchodzą:

Ekspresowo do Polski

Mieszkam w Belgii od ćwierćwiecza, zaś większość moich bliskich opuściła Polskę jeszcze przede mną. Nie należy więc się dziwić, iż każda z niestety nieczęstych oraz niedługich eskapad do kraju, jest dla mnie swoistym odkryciem.

 

W ubiegłym miesiącu udało mi się „podpiąć pod przyjaciela” i towarzyszyć mu w trzydniowej podróży służbowej. Miejscem docelowym była zachodnia Polska, do której było nam najłatwiej i najszybciej dotrzeć przez Berlin. Udaliśmy się tam na pokładzie samolotu kompanii Germanwings, niechlubnie słynnej z katastrofy spowodowanej we francuskich Alpach przez niemieckiego pilota dokładnie trzy lata temu…

Dobrze, że przypomniałam sobie o tym wydarzeniu dopiero po powrocie. W innym wypadku prawdopodobnie z wyjazdu bym zrezygnowała. Byłoby zaś szkoda, gdyż samolot bez wątpienia był wygodniejszy niż inne, znane mi, tanie linie lotnicze, zaś bezpośrednia obsługa sympatyczna i… polskojęzyczna!
Po szczęśliwym lądowaniu udaliśmy się do pobliskiej wypożyczalni samochodów, a stamtąd do hotelu. Budynek z charakterem, z początku ubiegłego wieku, ze staromodną oryginalną windą. Rankiem śniadanie i przyspieszona wizyta Targów Grüne Wohe, czyli prawdopodobnie najistotniejszej na świecie ekspozycji z dziedziny żywności, rolnictwa i ogrodnictwa. Jednym słowem – dla każdego coś miłego!

Po przebyciu bez mała dziesięciu kilometrów na terenie hal targowych, wzięliśmy kurs na Lubuskie. Do granicy, wszystko elegancko. Po jej przekroczeniu – niespodzianka, czyli tak zwani „chłopcy radarowcy”. Młodszym czytelnikom wyjaśnię, iż mam na myśli policję drogową. Funkcjonariuszom się nie dziwię zresztą, że celują w kierowców na niemieckich blachach. Panowie mundurowi pokazali się z dobrej strony i wlepili nam jak najtańszy mandat… Niedługo potem zrozumiałam, iż była to jedna z nielicznych rzeczy mających ceny konkurencyjne w stosunku do naszej belgijskiej codzienności.

Do Zielonej Góry dojechaliśmy wczesnym wieczorem. I jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam elegancką galerię handlową otwartą w niedzielę do godziny 21-ej! Butiki ekskluzywne, ceny zresztą też. Na opuchnięte od podróży nogi udało mi się znaleźć parę wygodnych kozaczków, na które „w moich czasach” człowiek pewnie musiałby zaciągnąć kredyt… Z drugiej strony, sklepy piękne. Asortyment nieziemski, ale w Belgii czy w krajach ościennych na przecenach pewnie wyszłoby mi taniej…

Dzień kolejny to profesjonalna wizyta w pewnej lubuskiej fabryce. Jak wspominałam, podróż służbowa, zaś „służba nie drużba” (niech młodsze pokolenie sięgnie sobie po słownik). Następnie kierunek Poznań i tu, proszę Państwa, „skończyły się żarty, zaczęły się schody”…

Zarezerwowaliśmy hotel w historycznej kamieniczce na samym Rynku. Ale, że człek durny, zapomniał o drobnym szczególe, a mianowicie o możliwości dojazdu. Na miejscu okazało się bowiem, iż do samej Starówki nie można samochodem dotrzeć… Zostawiliśmy auto jak najbliżej punktu docelowego. Wtedy też zaczęłam błogosławić ludzkość za wynalezienie koła (a szczególnie gościa, który przyśrubował kółka do walizek!).

Dotaszczyliśmy się jakoś po poznańskim bruku do naszego romantycznego lokum, ale tam nowy szkopuł: zabytkowy budynek (zamiast windy) posiadał niesamowitą ilość przeróżnych schodów, dobudowywanych prawdopodobnie od Średniowiecza po dziś dzień… Problem ten jednak został szybko rozwiązany, gdyż recepcja wysłała nam jakiego improwizowanego bagażowego.
Wieczór i kolacja na Starym Rynku. Prześlicznie i przepysznie. Pomników architektury nie będę opisywać, gdyż pewnie niektórzy z czytelników lepiej je znają ode mnie. Nie mam również zamiaru robić reklamy restauracji, jednak przyznam, iż rzadko w całym moim życiu tak dobrze jadłam. Faktem jest jednak, że lokal, w którym dane nam było zjeść (tak „dane” to może nie było…) figuruje w prestiżowym przewodniku kulinarnym Gault & Millau.


Nastał ostatni dzień i ostatnie wyzwanie: Międzynarodowe Targi Budma, zrzeszające przedstawicieli branży budowlanej. I choć może to nie był to ewenement super glamour, lubię tego typu imprezy, gdyż zawsze można poznać i zobaczyć coś nowego. Myślę, że część z Państwa Budmę doskonale zna, nie będę się więc i tutaj wdawać w szczegóły. Nie mogę jednak pominąć iście folklorystycznej postaci „dziadka parkingowego”.

W stolicy Wielkopolski, jak w każdym dużym mieście, zostawić samochód trudno. Sytuacja ta staje się jeszcze bardziej skomplikowana w okresie napływu przybyszy z zewnątrz. Świetnie zrozumiał ten koncept jeden z Poznaniaków mieszkających w okolicach zabudowań targowych. Mężczyzna w mocno dojrzałym wieku instaluje się przy korku, w którym stoją szukające parkingu auta. Jak kierowcy dobrze z gęby patrzy (i jak wygląda na wypłacalnego), wyciąga z za pazuchy niebieską tabliczkę z napisem „P” i kieruje człowieka na swoją posesję leżącą jakieś 200 metrów dalej. Cena: 30 złotych za dzień, ale niektórzy korzystają z miejsca jedynie przez kilka godzin tak, że facet ma obrót. Jak to mówią, kryzys jest, ale „Polak potrafi”.
Po Budmie udaliśmy się w drogę powrotną, na Berlin. Jedyny feler to fakt, iż musieliśmy pozostawić na lotnisku zaledwie otwartą butelkę klonowej Żubrówki… Przyjaciel jako amator i koneser, ją kupił, jednakże nie było po prostu czasu, aby sprawą się poważnie zainteresować.

 

Polecamy

Dziś będzie o pieniądzach, a raczej o ich braku w kieszeni ucznia za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Wspomnienia te związane są z „pierwszym dniem w szkole”, co oznacza, że wakacje mamy już poza sobą, że niebawem liście pożółkną i zacznie się: buro i mokro.

Osoby, które dotyka problem łysienia czy nadmiernego wypadania włosów mają zazwyczaj zaniżoną samoocenę. W życiu zawodowym i prywatnym coraz częściej zwraca się uwagę na atrakcyjny wygląd i jego utrata powoduje załamanie i pogorszenie samopoczucia.

 

Rok 2017 już za nami więc zaczynamy się zastanawiać, jakie trendy technologiczne przyniesie nam rok 2018. Wiele nowości zostanie zaprezentowanych na targach CES 2018, ale o tym napiszę za miesiąc.

Czerwiec 2015 roku będzie czasem upamiętnienia serii bitew mających miejsc na terenie Belgii 200 lat wcześniej, z których z największym rozgłosem cieszy się ta spod Waterloo.

Mieszkając na co dzień w Belgii, warto choć w wielkim skrócie znać historię tego kraju, aby zrozumieć mentalność jego mieszkańców i uznawany przez niektórych za dziwaczny podział na trzy strefy językowe (flamandzką, francuską i niemiecką).

 

Ukochane przez kobiety szpilki w szafie zajmują jedną z czołowych pozycji. Ich częste noszenie może jednak zakończyć się powstawaniem żylaków, deformacjami kości stopy w postaci halluksów czy obrzękiem. Jedyną ich zaletą jest to, że mają zdolność rzeźbienia mięśni nóg.

Konkurs „ Polak Roku w Belgii ” jest największym wydarzeniem promocyjnym dla Polonii belgijskiej.

Art Stage Promotion z Holandii zaprasza wszystkich miłośników hip-hopu już 29 kwietnia na pierwszy Polski Rap Festiwal w Brukseli .

 

W ubiegłym miesiącu po raz kolejny natknęłam się na znanym portalu na artykuł ostrzegający internautów przed oszustami wyłudzającymi pieniądze od użytkowników sieci.

W dniach 29-27 czerwca na kanale niedaleko Brukseli odbyła się pierwsza szkółka karpiowa. Głównym pomysłodawcą oraz organizatorem tej imprezy był znany karpiarz-tester firmy Bandit Carp, Mariusz Narel.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Mini galeria 03
  • Krakus
  • Ani Mru Mru
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices