Dziś jest , imieniny obchodzą:

Marcowe święto zmęczonych pań

Dopiero co minęły walentynki i nasz wyjazdowy weekend firmowy, a już zaczęliśmy szykować się do obchodów 8 marca. Tym razem jednak kroiła się impreza całkowicie prywatna, bo szefowa wykosztowała się już na nasz wypad w lutym i nie planowała po raz kolejny sprawiać nam jakichkolwiek przyjemności. Zatem we własnym gronie, po części biurowym, po części przyjacielskim, urządziłyśmy sobie małą kobiecą posiadówkę.

 

Pomysł poddała mi moja dawna sąsiadka Irenka, z którą nie miałam jeszcze okazji spotkać się w tym roku. I ten fakt właśnie stanowił dla mojej przyjaciółki koronny argument przemawiający za tym, że trzeba koniecznie wygospodarować czas na – jak to określiła – jakąś małą babską bibkę. Praktycznie nie było szans, żeby powiedzieć „NIE”, gdy po godzinnej rozmowie telefonicznej Irenka ustalała dzień, miejsce i godzinę spotkania. Przez cały ten czas użalała się nad naszym kobiecym losem, brakiem czasu, zagonieniem, obłożeniem obowiązkami i problemami, z którymi musimy sobie na co dzień radzić. Zgadzałam się z nią w stu procentach, więc mimo pierwszej myśli jaką miałam, że sobotę wieczór powinnam spędzić w domu, powiedziałam, że będę i jeszcze przyprowadzę koleżanki z biura. Irenka była zachwycona. Uwielbiała organizować przyjęcia i lubiła się także bawić, więc była w swoim żywiole.

 

Zgodnie z obietnicą, udało mi się namówić na zabawę Wiolę Chudą jak Deska i Prawie Bez Biustu i Renatę o Szerokich Biodrach. Żabich Oczu nie zapraszałam, zaś Szefowej nie wypadało ściągać na prywatną imprezę. Każda z nas miała przynieść ze sobą coś do jedzenia i do picia, tak, żeby odciążyć główną organizatorkę przedsięwzięcia, czyli Irenkę, która użyczała nam swojego domu na czas kobiecego spotkania. Nie pomyślałyśmy jednak, żeby się umówić co do propozycji kulinarnych i zrobiło się śmiesznie, bo było pełno sałatek i deserów, a nikt nie pomyślał o chlebie i wędlinie.

Wszystkie przyniosłyśmy też alkohole, a żadna z nas nie zabrała ze sobą soku lub butelki wody. W efekcie, Irenka oddelegowała mnie do pobliskiego sklepu nocnego celem zakupu jakiegokolwiek pieczywa i napojów niewyskokowych. Udało mi się kupić jedynie chleb marokański, bo innego właściciel sklepu już nie miał, a także dwie butelki wody i dwa ostatnie soki.

Co do wędliny, to moja dawna sąsiadka, kobieta przedsiębiorcza i o licznych talentach, rozwiązała na stary sąsiedzki sposób. Zapukała do rodaczek mieszkających piętro wyżej z prośbą o poratowanie nas w potrzebie. Dziewczyny nie odmówiły, a w dodatku przyłączyły się do nas, bo nie miały nic lepszego do roboty w zimny i ciemny wieczór marcowy.

 

To niewielkie niedociągnięcie z prowiantem nie popsuło nam humorów. W sumie było nas więcej do zabawy, ploteczek, rozmów przy kieliszku wina i do... śpiewania. W połowie zabawy, która wcale nie była huczna, ze względu na obowiązujący już okres Wielkiego Postu, wzięła nas bowiem chęć do nucenia starych szlagierów i nowych przebojów. Jak która umiała, tak zaczęła wyśpiewywać w obojętnie jakim języku. Potem Wiola Chuda Jak Deska i Prawie Bez Biustu wpadła na pomysł, żeby urządzić konkurs karaoke, ale po kilku nieudanych próbach zrezygnowałyśmy z tego. Lekko podchmielona Zosia, koleżanka szkolna Irenki, zaproponowała z kolei zawody w robieniu głupich min do fotek. Zgodziłyśmy się i bawiłyśmy jak za dawnych czasów szkolnych. Śmiechu było co niemiara. Irenka aż pokładała się na dywanie, tak strasznie się chichrała z naszych wykrzywionych buzi i z własnej wielce głupawej miny, którą zrobiła do zdjęcia. Najlepsze jednak czekało nas na koniec...

 

Marianna – jedna z sióstr sąsiadek Irenki – rzuciła pomysł, by opowiadać anegdoty o otaczających nas mężczyznach: mężach, narzeczonych, partnerach, szefach, braciach itd. Do tego nie trzeba było żadnej z nas zachęcać dwa razy. Sypałyśmy jak z rękawa śmiesznymi opowiastkami o tym, jak niektórzy panowie pilnują dzieci i jakie wyprawiają cuda by zmienić pieluszkę bądź nakarmić malucha. Opowiadałyśmy z życia wzięte historie, jak nie dają sobie rady z opieką nad potomstwem, jakimi są bałaganiarzami i kucharzami przypalającymi nawet wodę na herbatę oraz tego typu podobne historie. Śmieszyło nas to ogromnie, zwłaszcza, że niektóre historie były naprawdę niewiarygodne. W dodatku, pokazywały jak my – słaba płeć – doskonale sobie radzimy z ogarnianiem wielu spraw jednocześnie i pracą na dwóch etatach: w domu i w firmie. Doceniłyśmy same siebie i to, co robimy na co dzień dla naszych bliskich. Wydaje się bowiem, że tylko my – kobiety – zdajemy sobie sprawę z tego, ile trudu wymaga wychowanie dzieci, które w dużej mierze na nas właśnie spada, prowadzenie domu, dbanie o zdrowie domowników i tak dalej bez końca. Równouprawnienie, o które walczyły nasze babki i prababki, dało nam prawo do pracy zawodowej, ale nie zdjęło z nas ciężaru domowych obowiązków, które wciąż w większości rodzin – nie czarujmy się - spoczywają właśnie na paniach.

 

Wszystkie te refleksje sprawiły, że trochę spoważniałyśmy na koniec imprezy, a niektóre z uczestniczek zabawy, upiły się na smutno i pozasypiały w fotelach i na kanapie, mimo że wcale nie chlały jak świnie. Przeciwnie. Znać o sobie dało całotygodniowe zmęczenie, które po dwóch – trzech lampkach wina uśpiło umęczone królewny pracujące siedem dni w tygodniu, bez wolnych niedziel i świąt. Jak niewolnice. Może to stwierdzenie to lekka przesada, ale sądzę, że warto z okazji Dnia Kobiet, zastanowić się, ile my - ta piękna słaba płeć – mamy obowiązków i zadań do wykonania każdego dnia. Ile trudu i serca wkładamy w zrobienie wszystkiego, co spoczywa na naszych barkach. A często dźwigamy ciężar ponad miarę: mąż pijak, samotne wychowywanie dzieci, opieka nad schorowanymi rodzicami, ciężka praca, by domownikom nie brakowało ani chleba, ani ptasiego mleka.

 

Dlatego warto świętować 8 marca i liczyć na to, że kwiaty, pączki i czekoladki zaczniemy dostawać znacznie częściej niż tylko na Dzień Kobiet. A do tego – jako drogocenny bonus – pomoc w domowych obowiązkach i zrozumienie, gdy wieczorem bolą nas głowy i nie mamy ochoty na miłosne igraszki lub gdy zasypiamy zmęczone na kanapie, jeszcze przed końcem odcinka ulubionego serialu...

Anna Karska

Polecamy

Myślę, że każdy majowy, słoneczny dzień powinien być świętem i ten, dla nas, zgromadzonych na II Kongresie Kobiet w Brukseli, na pewno takim świętem był. Znów zjechało się do Brukseli mnóstwo wspaniałych kobiet, żeby pogadać, posłuchać, podyskutować i poznać się.

Jadąc z kolegą Waldkiem na piękne łowisko nad Loire, o nazwie Etang de Vaumigny, zastanawiałem się, jakie przygody nas tam czekają, gdyż do tej pory rzadko udawało się spędzić zasiadkę nad jakimkolwiek łowiskiem bez dziwnych zdarzeń lub interesujących przygód.

 

Lato to czas żniw, podczas których można zobaczyć zbiory różnych zbóż opuszczających pola. W wielu przypadkach jęczmień czy pszenica trafi do słodowni, a następnie do browarów. Dla osób na diecie bezglutenowej istnieją jednak odpowiednie piwa.

 

Kolejny etap miał być najkrótszym ze wszystkich, tylko 15 km i „tylko” 1000 m w górę – na Wielką Przełęcz św. Bernarda. To najwyżej położony punkt na naszej trasie – 2469 m n.p.m., na granicy Szwajcarii i Włoch. Swoją nazwę zawdzięcza św. Bernardowi z Menthon, patronowi alpinistów i ratowników górskich, który w 1050 roku założył tam schronisko dla pielgrzymów.

Popularność Wrocławia na mapie Polski jest niezaprzeczalna. Ciekawe wydarzenia kulturalne i zabytki przyciągają turystów. Dla miłośników piwa - nowo powstające browary, duży wybór lokali i różnorodność gatunków piw stanowi o sile miasta.

 

Czy masz kogoś, komu pragniesz powiedzieć „zależy mi na Tobie” albo „kocham Cię”, ale brakuje Ci do tego odwagi? Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, przeczytaj poniższą historię, a wszelkie wątpliwości z pewnością zostaną rozwiane.

 

Jednym z najbardziej znanych gatunków belgijskich piw jest z pewnością wiśniowy Kriek. Znany na całym świecie, pozwolił wytworzyć sposób tworzenia piw z owocami. Robiony według różnych wzorów zadowala on chętnych na piwa kwaśne lub słodkie.

 

Od 1963 r. w Opolu, każdego lata, organizowany jest krajowy Festiwal Piosenki Polskiej. Od 3 lat opolski oddział Wspólnoty Polskiej, którym kieruje od 2012 roku dziennikarka radiowa Halina Nabrdalik, organizuje Polonijny Festiwal Polskiej Piosenki.

Wakacje: 60 dni w roku, na które wszyscy czekamy z utęsknieniem przez 10 miesięcy. Mnóstwo planów, wielkie pakowanie i ruszamy w różne strony świata. Zwiedzamy Kambodżę, skaczemy z klifów do morza, nurkujemy z delfinami.

W listopadzie i w grudniu, kiedy to większość z nas już planuje rodzinne święta i Sylwestra, razem z moimi przyjaciółkami pracujemy intensywnie, jak co roku, nad najważniejszym dla nas wydarzeniem: Kiermaszem Świątecznym Association Femmes d’Europe.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Mini galeria 04
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Ani Mru Mru
  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices