Dziś jest , imieniny obchodzą:

Dzień bez domowników - fakty i mity

W życiu każdej dojrzałej kobiety pojawia się moment, kiedy musi zostać sama. Najlepiej sama ze sobą. No i doczekałam się po wielu latach małżeństwa. Popołudnie i wieczór. Wolne. Mąż wyjątkowo został w pracy do 23, a dzieciaki przebywały na wycieczce szkolnej. Z noclegiem! A wiec nadszedł czas dla mnie i tylko dla mnie. Ja i maseczka na twarzy. Ja i kąpiel relaksacyjna. Ja i dobry film. Ja i kieliszek słodkiego wina. Ja i ... cokolwiek, nieważne zresztą. Ważne, że sama w domu, w ciszy i świętym spokoju. Nie będę robić nic! Nic!

 

Tak pomyślałam i na sam początek wpadłam na pomysł, że oddam się rozkosznej czynności czytania. Nie pamiętam bowiem, co ostatnio czytałam, a co nie byłoby instrukcją, ulotką czy treścią zadań domowych moich dzieci. Uznałam że zakopanie się w poduchy i wygodne się w nich ułożenie, to gwarant odpłynięcia w cudowny i zapomniany świat. Problem pojawił się jednak szybciej niż myślałam, bo co mogłabym przeczytać? Poradnik psychologiczny? e tam .... Książka kulinarna? e tam..... Romans!... Stwierdziłam, ze to strzał w dziesiątkę. Zaczęłam od znalezienia wygodnej pozycji, żeby pogodzić swoją strefę komfortu z dyskopatią kręgów odcinka lędźwiowego i kością psa pod poduchą. Ostatecznie udało mi się odnaleźć pozycję niebolesną. „Spojrzał na nią tak wymownie tymi błękitnymi oczami, że przeszedł ją bolesny dreszcz. Jego spojrzenie wyrażało jego bezkresną miłość i wieczne oddanie. Kiedy nagle chwycił jej rękę, poczuła, że rozpadnie się na miliony malutkich kawałeczków. Kochała go tak, jak nigdy nikogo na świecie...” No i tu się zdenerwowałam, bo kiedy nie miałam pewności, czy on jednak jej zrobi coś nieprzyzwoicie miłego, literki okazały się być coraz mniejsze!! Wyglądały jak mróweczki pędzące w obłędnym tempie - nie wiadomo dokąd i nie wiadomo po co. Matko! Nie dałam rady. Niech oni patrzą na siebie i wyznają sobie miłość. Uznałam, że nie będę im przeszkadzać. Pogodziłam się też, że muszę iść do okulisty. W trybie natychmiastowym.
Nie zniechęcona porażką sięgnęłam po pilota. W telewizji zawsze jest coś wartego obejrzenia. Zachowując nadal w miarę niebolesną pozycję, zaczęłam szukać czegoś dla siebie. Zaatakowały mnie porady dla stojących, bo posiadających hemoroidy, program dla otyłych, źle ubranych i z rozstępami, odcinek pani z zapałem radzącej jak sprzątać, żeby nie wybić sobie zębów o leżące rzeczy na podłodze i zachować ten stan przez najbliższych parę miesięcy, program zachęcający do inwestowania w ubezpieczenie na życie, na śmierć, na trzęsienie ziemi i na tsunami, wojna magazynowa o brudne skrzynki i skarb Inków ukryty w garażu w pojemniku na bieliznę, program kulinarny przekonujący, ze szybki obiad w środku tygodnia, a składający się z homarów, bakłażanów i czegoś tam, czego nie znałam, jest możliwy, telesprzedaż gustownego (?) i kosmicznie drogiego kompletu biżuterii pasującego do każdej kobiety i na każdą okazję, instruktaż udawadniający, że kobieta jest sama w stanie dokonać remontu w domu bez pomocy jakiegokolwiek mężczyzny i 199975 odcinek serialu, w którym najstarszy aktor był niewiele młodszy od węgla. Zmęczyłam się i zdegustowana zaczęłam raz jeszcze przerzucać kanały. Reklama białych i zdrowych zębów. O kurka! Zapomniałam o wizycie syna u ortodonty. Wizyta przepadła, a ta wydra z rejestracji na pewno zaproponuje mi termin za kwartał. Szlag...

 

Porzuciłam kanapę, pilota i stacje telewizyjne. Wstałam, rozmasowałam plecy po tej arcywygodnej pozycji. Może na rozluźnienie kąpiel w bąbelkach z kieliszkiem w ręce? Zdecydowana na wodne szaleństwo ruszyłam do łazienki, w której progu potknęłam się o brudne rzeczy do prania. Co jak co, ale brudne gacie i bałagan nie miały mi prawa psuć zaplanowanego cudownego wieczoru. Włączyłam pralkę, a później umyłam umywalkę, kibelek i przetarłam lustro. Zmieniłam ręczniki (znowu góra do prania!) i teren wydal mi się względnie oczyszczony. Wypadało jeszcze poszukać tę butelkę wina, którą ukryłam na specjalne okazje. Ale gdzie ja je schowałam? Przeszukałam dobrze znane mi moje tajne skrytki i nic... To znaczy nie tak zupełnie nic, bo odnalazłam zeszłoroczny prezent dla córki (szkoda że w tym roku ten sweter będzie jej za mały) i leki antydepresyjne. Przeterminowane. Wina ani śladu... Czas leciał, pralka kończyła pranie, a ja się snułam po domu w niekompletnym stroju.. No dobrze. Uznałam, że piwo męża też może ostatecznie być zdatne do uratowania tego wieczoru . Woda lała się do wanny, piana nabierała mocy, a ja szykowałam się do zanurkowania w wodną otchłań. No i zachciało mi się odwrócić!! I po co? Było patrzeć w pianę i liczyć bąbelki! Spojrzałam w lustro. Na nieszczęście wcześniej zapaliłam wszystkie górne żarówki, a lustro wcześniej dokładnie przetarłam.... Zobaczyłam wieloryba... Żywego.. Stał i trzymał szklankę z piwem... To byłam ja! To znaczy w pierwszym momencie nie wierzyłam, że to ja, ale trudno dyskutować z faktami. Dużymi faktami. Zobaczywszy niedostatki urody i innych wdzięków, nadmiar tu i ówdzie i znaczne - widoczne także gołym okiem - zaburzenia proporcji stwierdziłam, że chyba się utopię. Zrozpaczona wskoczyłam do tej wanny z zamiarem nieopuszczania jej przez najbliższy czas. Jak ja się mogłam doprowadzić do takiego stanu?? Dlaczego ja tego wcześniej nie widziałam?? Dlaczego mi nikt nie powiedział? I od czego to? No właśnie! Od czego? Przeanalizowałam swoją ostatnią dietę, proporcje węglowodanów do cukrów prostych i tłuszczu w stosunku do ćwiczeń fizycznych i ustaliłam z samą sobą, co następuje: będę się odchudzać. Od przyszłego poniedziałku. Lub piątku. Zapiszę się na jakieś ćwiczenia, kupię sobie jakiś dres, wygodne buty i udowodnię światu, że będzie jak dawniej. Będę smukła jak .. cokolwiek smukłego w mojej grupie wiekowej i koleżanki padną z zazdrości, a ja będę sama z siebie dumna!

 

Wtedy poczułam, że długość tych dogłębnych analiz znacznie wpłynęła na temperaturę wody. Wyszłam tyłem do lustra. O mało nie wywaliłabym się, ale spokojnie. Pierwszy krok do ćwiczenia koordynacji i zwinności ruchowej. Zawinięta w porannik ruszyłam w stronę szafy. Musiałam czymś okryć swoje w przyszłości gibkie i szczupłe ciało. Ta... może dres założę? Dres mnie pije.. zwłaszcza gumka w pasie. Matko! Zresztą w jakim pasie? Ja już dawno pasa nie mam... Zaraz, zaraz... Sukienkę miałam taka luźną. Wygodną. Zapomniałam o niej.. Gdzie ona jest? Jest! Szybko przywdziałam na sobie to tekstylne cudo. I jeszcze szybciej je ściągnęłam. Przód sukienki okazał się był krótszy aniżeli tył. Uniósł się na brzuchu. A warto wyjaśnić, że w ciąży nie jestem. Zaczęłam przeglądać zawartość swojej szafy. Za małe, za duże, niemodne, może będzie modne, do opery (przecież ja nie chodzę do opery!), na grzyby, do cioci, w niedzielę do kościoła (tam też już mnie dawno nie widzieli), na otwarcie marketu, jak będzie bal przebierańców, na ślub córki sąsiadów (chodzi do przedszkola), jak schudnę, jak przytyję, żal wyrzucić, pamiątka z młodości... Zrobiło mi się gorąco! Gdybym te ciuchy oglądała z kimś znajomym, to chyba spaliłabym się za wstydu! Zbiór marzeń, złudzeń i pamiątek. Zmechacone swetry, dziwne spódniczki, zastanawiające kroje sukienek i rozmiary, jakby dawno nie moje. Raz kozie śmierć! Zdecydowanym ruchem zaczęłam wyrzucać na podłogę to, z czym już dawno powinnam się rozliczyć. Po chwili stałam po kolana w hałdzie rzeczy. Chwilę później dorzuciłam seksowny moherowy beret, płaszcz po mojej mamie, w którym chodziła ze mną w ciąży, i parę innych reliktów przeszłości. Ostatecznie miałam 5 worków wypchanych rzeczami, z którymi już dawno powinnam się rozstać. Byłam zmęczona, spocona i zła na siebie.

 

Zrobiłam sobie dwie bułki ze szprotkami, odgrzałam kotlet i dołożyłam sałatki jarzynowej. Zdegustowana sobą zjadłam to wszystko i popiłam drugim piwem. Więcej nie pamiętam. Zasnęłam na kanapie. Obudził mnie mąż, który wrócił z pracy.

- I co? Odpoczęłaś?

Lepiej żeby nie pytał. Lepiej, żeby mi o tym wieczorze nie przypominał. Lepiej żeby już więcej nie zostawała sama w domu z zamiarem odpoczynku.

Nina Wildecka

Polecamy

Wszystko, co dzieje się wewnąrz nas, nasze oceny, sądy, opinie, to, co mówimy lub myślimy jest afirmacją. Wpływa zatem na rzeczywistość, w jakiej żyjemy i kształtuje ją w sposób, w jaki sobie życzymy. Dlatego też ważne, by uważnie formułować te stwierdzenia.

Sekta – zgodnie z definicją podaną w „Słowniku języka polskiego” – to odłam wyznaniowy jakiejś religii bądź grupa ludzi skupiona wokół przywódcy, mająca własną religię. W świetle polskiego prawa słowo „sekta” nie funkcjonuje.

Najważniejsza jest gramatyka, wyuczenie się jak największej ilości słówek i poprawność, bez której ani rusz – właśnie tego najczęściej uczy nas polskie szkolnictwo, sprawiając, że z jednej strony jesteśmy podziwiani za granicą za nasze zdolności językowe, z drugiej strony jedn

Pracownik, który nie ukończył jeszcze 25. roku życia, a ukończył w danym roku szkołę oraz przepracował minimum 1 miesiąc mając umowę o pracę, może w następnym roku skorzystać z prawa do urlopu dla młodych pracowników.

Usiadłem przy stole w kuchni, roztrzęsiony, nie mogąc pozbierać myśli. W rękach trzymałem dwa klucze - jeden, który otrzymałem od właściciela wynajętej kawalerki w Liège, a drugi znaleziony w kopercie na progu swego domu w Brukseli. Były identyczne.

Rozpad małżeństwa i rozwód sprawiają, że osoba wierząca zostaje wykluczona ze wspólnoty pełnoprawnych katolików i znajduje się na marginesie życia religijnego.

Nieodłącznym elementem belgijskiej tożsamości jest piwo. Gdziekolwiek będziemy na świecie, jest to jedno z oczywistych skojarzeń z Belgią. Pomimo niewielkiej powierzchni i liczby ludności w skali globalnej, Belgia jest potęgą w dziedzinie piwa.

Wiosna w pełni, nowa energia w powietrzu, wszystko budzi się do życia. To znakomity czas na wyrzucenie zbędnych i nieużytecznych rzeczy, którymi obrośliśmy w trakcie zimniejszych miesięcy.

Każdy, kto osiąga dochody w Belgii, jest zobowiązany do corocznego składania zeznań podatkowych i odprowadzania w tym kraju podatku dochodowego. Na jego wysokość ma wpływ wysokość dochodów, ale też sytuacja rodzinna oraz niektóre wydatki podatnika.

W życiu codziennym są sytuacje, które doprowadzają Cię do szału. Zamiast podejść spokojnie do sprawy, robisz awanturę. A może warto spróbować inaczej…?

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka 2012
  • Ani Mru Mru
  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices