Dziś jest , imieniny obchodzą:

Z nadzieją w nowy rok

Ten rok postanowiłam zacząć inaczej niż wszystkie inne. Żadnych horoskopów, przepowiedni, wróżb czy wypowiedzi jasnowidzów. Zrezygnowałam też z robienia tradycyjnej listy postanowień noworocznych, na której od lat pojawiały się te same plany, dążenia i cele. A wszystko to, po lekturze wywiadu ze znanym psychologiem, który tłumaczył, że listy postanowień nic nie dają i praktycznie nikomu nie udaje się osiągnąć tego, co zamierzał. Najważniejszy jest bowiem dobry plan. Plan na życie, rozłożony na lata, miesiące, tygodnie i dni. Do jego realizacji nie trzeba żadnych znaków zodiaków, korzystnych układów planet czy też sprzyjających wpływów astralnych. Konieczna jest natomiast spora doza samozaparcia, systematyczności i konsekwencji w dążeniu do wymarzonego życia.

 

Wszystko to oczywiście łatwiej powiedzieć niż wykonać. Zwłaszcza, gdy od lat żyło się według modelu pijanego statku, płynącego w nieznane, którym życiowe wichry rzucały od portu do portu, od celu do celu. Zaczęłam od podstaw, czyli od zapewnienia sobie pół dnia spokoju, wysyłając moich mężczyzn (męża i synka) na spacer do parku i z niedzielną wizytą do Irenki. Moja nieoceniona dawna sąsiadka podjęła się bowiem uszycia Pawełkowi stroju na zabawę karnawałową w przedszkolu i potrzebowała dokładnie wymierzyć synka od stóp do głów. Gdy już w końcu zasiadłam w ciszy i spokoju w salonie, zaopatrzona w filiżankę kawy i maślane ciasteczka, zaczęłam zastanawiać się, co właściwie chcę osiągnąć w swoim życiu, co w nim zmienić, co poprawić. Siedziałam tak i dumałam, obgryzając końcówkę ołówka i bazgrając po zeszycie jak za dawnych szkolnych lat.

 

W końcu wcale nie miałam takiego złego życia, które by wymagało nie wiadomo jakich poprawek. Mam wspaniałego męża, zdrowe dziecko, stałą pracę, rodzinę i przyjaciół. Mam dach nad głową, pełną lodówkę i zamrażarkę, a nawet firmowe auto. Zdałam sobie sprawę, że w sumie nie ma tak wielu rzeczy do zmiany i że życie, które mam nie jest w rzeczywistości takie złe. Nie jestem co prawda posiadaczką fortuny, pięknej willi na Lazurowym Wybrzeżu ani zimowej rezydencji w Alpach. Czy jednak tego koniecznie potrzebuję i chcę? Chciałabym mieć swoje własne mieszkanie, a nie mieszkać w wynajmowanych kątach, za które płacimy ogromne pieniądze. Nie musi to jednak być od razu posiadłość w stylu Carinngtonów z serialowego tasiemca ,,Dynastia”. Wystarczą dwa pokoje, z kuchnią, łazienką i salonem. A to jest w naszym wypadku osiągalne. Zapisałam więc zakup mieszkania na kredyt hipoteczny, zastanawiając się, co na to powie Jacek.

 

W następnej kolejności zajęłam się samą sobą. Starałam się przypomnieć sobie, o czym marzyłam, gdy byłam mała? Czego pragnęłam będąc w szkole, a potem przyjeżdżając do Belgii, która stała się moim drugim domem na długie lata. Przecież miałam jakieś plany? Co się z nimi stało? W którym momencie przestałam panować nad swoim życiem, zdając się bezmyślnie na zrządzenia losu? Chciałam odzyskać dawną sylwetkę. Dlaczego więc z roku na rok to odkładam? Chciałam nauczyć się niderlandzkiego. Czemu do tej pory nigdy nie zapisałam się na żaden kurs tego języka? W ostatnim roku planowałam regularne uprawianie sportu. Co się stało, że po raz kolejny poległam i porzuciłam zajęcia w fitness klubie? I tak punkt po punkcie obmyślałam swoje plany i cele, dążąc do smutnego wniosku: mam słomiany zapał, który sprawia, że przy napotkaniu najdrobniejszej trudności, zniechęcam się i odkładam swoje marzenia na później. Później, które nie nadchodzi już od wielu lat i które może nigdy nie nadejdzie, jeśli nie wprowadzę zasadniczych zmian w swoim życiu.

 

Po tej raczej dołującej refleksji, dopiłam zimną już kawę i dojadłam ciasteczka wylizując talerzyk do ostatniej okruszynki. Smakowało mi tym bardziej, że wiedziałam, że chcę na nowo podjąć walkę ze zbędnymi kilogramami, co będzie polegać na ograniczeniu słodyczy, ciasteczek i innych łakoci. I w końcu zaczęłam, krok po kroku, rozpisywać swoje plany na kolejne etapy i na poszczególne tygodnie i dni. Nie było to w sumie aż takie trudne. Nadal idąc za radą psychologa, ograniczyłam swoje cele do osiągnięcia w tym roku do trzech. Uznałam, że najważniejszy będzie zakup mieszkania, powrót do dawnej sylwetki oraz nauka niderlandzkiego. Lepiej mniej, ale dobrze. Pisząc na kartce to, co po kolei należy zrobić, wydało mi się to wszystko o wiele łatwiejsze niż dawniej. Wybór ofert (banki, szkoły językowe, fitness kluby), sprawdzenie kosztów, rozmowa z Jackiem, podjęcie decyzji i w końcu wiśta wio! Do dzieła i do celu kobieto!

 

Uznałam, że moje pragnienia, do tej pory zawieszone gdzieś w sferze marzeń, są jak najbardziej możliwe do zrealizowania. Wystarczy tylko, że będę do nich codziennie krok po kroku zmierzać. Nawet, jeśli nie zawsze będzie mi się to udawało, to bez zniechęcania się i zbędnych lamentów, będę nadal podążać wytyczoną teraz drogą, by na koniec nowego roku, móc cieszyć się z owoców moich wysiłków i trudów. Spędzić następne Boże Narodzenie we własnych czterech ścianach. Umieć porozumieć się, choć w najprostszych sprawach, po niderlandzku. Włożyć na Sylwestra sukienkę w mniejszym rozmiarze i cieszyć się z komplementów męża i przyjaciół na temat mojej sylwetki. Moje konkretne cele, spisane na kartce, określone w czasie i podzielone na kolejne etapy, powiesiłam sobie w kuchni na ścianie. Nie schowałam ich jak list z postanowieniami noworocznymi do szuflady, chyba tylko po to, by szybko o nich zapomnieć. Wolę mój plan na ten rok mieć przed oczami i codziennie o nim pamiętać. Tylko w ten sposób będę mogła za niecałe dwanaście miesięcy wznieść toast na swoją cześć. Kobiety wytrwałej w dążeniu do celu. Kobiety, która przejęła ster swojego statku od pijanego kapitana. Jednym słowem - kobiety sukcesu - która wie, dokąd zmierza, dlaczego i co zamierza w swoim życiu osiągnąć.

Anna Karska

Polecamy

Zakup prezentu, który obdarowanemu sprawi prawdziwą radość i będzie jednocześnie niespodzianką, naprawdę nie jest taki prosty, jakby się z pozoru mogło wydawać.

Prawidłowa ocena własnej figury nie jest łatwa, jednak bardzo ułatwia tworzenie stylizacji.

Pani Profesor Małgorzata Fuszara – socjolożka, prawniczka, współtwórczyni Gender Studies przy Instytucie Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektorka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych. Ekspertka Rady Europy ds.

Łazienka to pomieszczenie, które znajdziemy w każdym mieszkaniu, niezależnie od tego czy będzie to rozległa willa, czy niewielka kawalerka w bloku. Pomimo różnic wynikających z jej wielkości lub standardu wyposażenia, istota przeznaczenia łazienki jest zawsze taka sama.

Jak co roku, miesiące luty i marzec to już tradycyjnie czas targów „Rybomania”. W lutym z kumplami z zaprzyjaźnionego Teamu Polish Vikings Carp Team udaliśmy się na targi do Poznania. Dla mnie to tradycja, a dla moich kolegów to pierwsze takie targi w Polsce.

Rozpoczęcie nowego roku szkolnego to dla wielu mam większy stres niż dla ich dzieci. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że rodzicielki są świadome nawału pracy jaki je czeka w ramach codziennej gonitwy między pracą, domem, a szkołą.

Wielu Polaków mieszkających zagranicą – zwłaszcza tych, którzy wyjechali przed przystąpieniem naszego kraju do Unii Europejskiej – posiada podwójne obywatelstwo: polskie i nowej ojczyzny.

Nadszedł czas urlopów i wielu z nas planuje zasłużony wypoczynek.

W młodości człowiek myśli, że wszystko potrafi, ale wie, że nie wszystko może. Na starość wie, że wszystko może, ale niestety: nie wszystko już potrafi.

Naukowcy oskarżyli sprzątaczki

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Krakus
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices