Dziś jest , imieniny obchodzą:

Proces w Liège

W listopadzie 1962 roku, dwunastu mężczyzn zasiadających na ławie sędziów przysięgłych sądu w Liège rozstrzygnąć miało, czy 25–letnia Suzanne van de Pute jest winna zbrodni, którą miała popełnić wraz z matką, siostrą i za zgodą męża. Na ławie oskarżonych znalazł się również lekarz, który dostarczył trucizny.

 

19 maja 1962 roku ciężarną Suzanne przyjęto do kliniki Racout, poród rozpoczął się 22 maja w nocy. Odbierał go doktor Weerts i zakonna siostra Filomena. Ponieważ poród był trudny, matkę uśpiono. O 3 w nocy przyszła na świat córka. Niestety dziecko było anormalne – urodziło się bez rąk, z dłońmi przyczepionymi do tułowia i niewykształconymi nogami. Zaraz po urodzeniu dziecka lekarz wezwał ojca i babkę informując ich, że dziecko ma pewne anomalia. Kiedy babcia zobaczyła swoją wnuczkę, to wyrwał jej się krzyk rozpaczy: – To niemożliwe! Nie pozwólcie jej tak żyć!
– Nic nie mogę poradzić – odparł lekarz. Ojciec tylko milczał, był przybity i zrezygnowany.

Wówczas nikt nie przypuszczał, że za potworne zniekształcenie dziecka odpowiada lek sprzedawany w Belgii pod nazwą Softenon, którego składnikiem był talidomid, a który to lek zażywała w początkowej fazie ciąży Suzanne. Jeszcze tej samej nocy babka Fernande Yerna komunikuje tę okropną wiadomość drugiej córce. Suzzane van de Pute jeszcze nic nie wie, powiedziano jej, że dziecko jest bardzo słabe i musi przebywać w inkubatorze. O godzinie 14 tego samego dnia Suzanne nadal nic nie wie, w swoim pokoju przyjmuje kwiaty i gratulacje od gości. Tymczasem jej siostra zaczyna działać. Telefonuje ona do doktora Weertsa i prosi o uśpienie dziecka. Lekarz kategorycznie odmawia, a ta prosi w takim razie o powiadomienie matki dziecka jak sprawy się mają.

Nic nie uzyskawszy w klinice, babka i ciotka szukają pomocy u domowego lekarza dr Castersa. To on opiekował się Suzanne, gdy ta była w ciąży i to on zapisał jej Softenon. Wyjaśnia kobietom, że żadne przeszczepy nie wchodzą w grę. Lecz okropna rozpacz kobiet przekonuje go i zapisuje im luminal w zastrzykach. Po jakieś chwili opanowuje go strach. Co będzie jak znajdą receptę? – zadaje sobie pytanie i prosi, aby nie robić małej zastrzyku, bo będzie ślad. W sobotę 26 maja dr Weerts decyduje się wreszcie pokazać dziecko Suzanne. Zresztą ona już podejrzewała jakieś nieszczęście, a gdy ujrzała córeczkę zawołała: – Wiedziałam… Nie pozwolicie jej chyba tak żyć! Trzeba coś zrobić!

Doktor uspokaja ją i mówi, że są przytułki, że jest możliwa adopcja. Na te propozycje Suzanne odpowiada z przekonaniem: – Tak, to byłoby rozwiązanie dla mnie. Byłabym uwolniona. Ale nie dla niej. Musiałaby cierpieć przez całe życie.
Tego samego dnia w pokoju Suzanne zbiera się na naradzie cała rodzina. Decyzja zostaje podjęta. Mała Korynna, bo tak dali na imię dziewczynce, nie może żyć. Jej życie byłoby jednym wielkim cierpieniem. Kolejna rozmowa z dr Weertsem nie daje rezultatu. Lekarz odmawia eutanazji dziecka. We wtorek 29 maja mąż Suzanne Jean–Noël przyjeżdża z teściową do kliniki po żonę i dziecko. W drodze do domu zatrzymują się u dr Cartersa, do jego mieszkania idzie tylko babka. Oznajmia ona doktorowi: – Dziecko jest w samochodzie. Czy chce nam pan pomóc? Ostrzegam, że dr Weerts może zawiadomić policję. – Trudno – miał odpowiedzieć Carters i wypisał znowu receptę, tym razem na silne środki przeciwbólowe. Wieczorem cała rodzina zbiera się w domu van de Putów. Monika, siostra Suzanne, oddaje jej lekarstwo. Wszyscy milczą. Wreszcie odzywa się matka córeczki: – Jeśli nie zrobię tego dziś, nie zrobię tego nigdy. Wyrzuca wszystkich z domu, a mężowi każe iść spać. Sama przygotowuje w kuchni butelkę mleka z miodem, dodaje trucizny i idzie nakarmić swoje dziecko. Jest godzina 22–ga. Następnego dnia rano Jean–Noël wezwał znajomego lekarza, by ten wystawił świadectwo zgonu. Przybyły lekarz podejrzewa całą tragedię, ale nie wie jak postąpić.

Tymczasem doktor Weerts już zaczął działać. Jego zasady moralne i obowiązki lekarza mówią mu, że każde ludzkie życie jest święte i musi przeszkodzić zbrodniczym zamiarom matki. Tego samego ranka prokurator z Liège odebrał anonimowy telefon: – Jestem lekarzem. Urodził się potworek. Rodzice chcą go zabić. Matka z dzieckiem wróciła wczoraj do domu, możliwe, że je zabiją. Tym rozmówcą okazuje się dr Gottschalk, pediatra z kliniki w Racourt.
Przysłany pod wskazany adres inspektor policji znalazł martwe dziecko. Suzanne od razu przyznała się do wszystkiego, biorąc całą winę na siebie. Suzanne, jej mąż, matka i siostra oraz lekarz zostali natychmiast aresztowani. – Gdybym wiedział, że Korynna już nie żyje, nic bym nie powiedział. Wydawało mi się, że interwencja policji pokrzyżuje plany rodziców i zapobiegnie tej tragedii – oświadczył podczas przesłuchania doktor Weerts. To on nakłonił swojego kolegę do zawiadomienia policji.

Proces, który rozpoczął się przed sądem w Liège w pierwszych dniach listopada, stał się wydarzeniem, które z uwagą śledzili lekarze, prawnicy, psychologowie i opinia publiczna w całym kraju, ale nie tylko. W procesie na świadków powołano wybitnych specjalistów, lekarzy, farmakologów. Przypomnieli oni karierę Softenonu, który zawierał talidomid, i jakie dokonał on spustoszenie. Według niektórych źródeł mogło być nawet 20 tysięcy takich przypadków deformacji ciała, jakie wystąpiły u Korynny van de Pute.

Podczas mowy końcowej prokurator powiedział: – Nasze prawo w Belgii zabrania zabijać, a oskarżeni właśnie przyznali się, że zabili lub pomogli zabić. Mała Korynne van de Pute dotknięta była poważnymi zniekształceniami, nic jednak nie pozwalało przypuszczać, że życiu dziecka grozi niebezpieczeństwo śmierci. Zjawiło się na świecie obciążone i nikt tego nie mógł zmienić. Nie chcę tutaj mówić o motywach, jakie skłoniły oskarżonych do popełnienia tego czynu. Motyw, choćby był najszlachetniejszy, nie może nigdy usprawiedliwiać czynu, jest co najwyżej okolicznością łagodzącą. Jakie były ich racje? – pytał prokurator i dodał: – Mówili: „Mała nie byłaby szczęśliwa”. Wierzę, że odpowiedź ta była szczera. Ale jakim prawem rodzice, babka, ciotka, lekarz w ciągu paru minut decydują o tym, że nie warto przeżyć życia? Natomiast przechodząc do sprawy doktora Castersa prokurator powiedział: – Dwukrotnie w ciągu czterech dni skazał na śmierć istotę, której nawet nie widział. Nawet jej nie zbadawszy, opierał się jedynie na podstawie opisu wzburzonej babki, która pytała czy jest jakaś nadzieja, odrzekł jej, że nie. Jak mógł tak postąpić lekarz? Powiedział on, sędziemu śledczemu – tu prokurator sięgnął do notatek: „Zrobiłem błąd, byłem przepracowany”. Ten błąd jest zbrodnią. Oskarżony tłumaczył nam, że zmieniał kilkakrotnie swoją decyzję, że chciał przyjąć odpowiedzialność. Więc pytam: czemu podjąwszy ostateczną decyzję nie zrealizował jej sam, tylko wciągnął w to nieszczęście cztery osoby?

– Jest prawdą i fałszem zarazem, że ten proces jest procesem przeciwko talidomidowi. Fałszem, ponieważ oskarżeni nie wiedzieli o skutkach tego środka, a prawdą, bo Suzanne van de Pute jest jego ofiarą. Myślę, że gdyby wytoczono proces talidomidowi, ten proces, który na pewno kiedyś się odbędzie – pokaże nam panią van de Pute jako ofiarę. W tym dniu Suzanne van de Pute zasiądzie na moim miejscu jako oskarżycielka. Ale teraz, żądać uniewinnienia, to żądać legalności eutanazji. Znaczyłoby to powiedzieć „nie” milionom tych, którzy dotknięci podobnym nieszczęściem nie stchórzyli – tymi słowami prokurator zakończył swoje wystąpienie.

Ostatnie słowo należało do obrońcy oskarżonych: – Prokurator przypomniał tutaj tysiące matek będących w sytuacji Suzanne van de Pute, które miały odwagę wychować swoje dziecko. Nie powiedział jednak, że wśród ogromnej korespondencji, jaka przychodzi do sądu, są setki listów od tych matek. Niektóre przyznają oskarżonej rację, inne rozumieją jej gest. Natomiast żadne listy jej nie potępiają. Nie proszę, aby sędziowie przysięgli przyznali, że oskarżeni mieli prawo pozbawić życia tę małą istotę. Nie proszę również by powiedzieli, że wybrane rozwiązanie było dobre, że moi klienci są bohaterami. Cały świat zrozumie, jeśli uznacie, że ich akt był błędem, ale nikt nie zrozumie, jeśli uznacie go za zbrodnię.
Po wysłuchaniu wszystkich argumentów za i przeciw ława przysięgłych w Liège postanowiła wszystkich oskarżonych w tym procesie uniewinnić.

Polecamy

W życiu codziennym są sytuacje, które doprowadzają Cię do szału. Zamiast podejść spokojnie do sprawy, robisz awanturę. A może warto spróbować inaczej…?

 

Trudno uwierzyć, że za nami już kolejna zima i pierwszy kwartał roku. Trzy miesiące zleciały jak z bicza trzasł, a część z nas nadal nie zabrała się za realizację postanowień noworocznych ani za obiecaną sobie zmianę stylu życia.

Rozpoczęcie nowego roku szkolnego to dla wielu mam większy stres niż dla ich dzieci. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że rodzicielki są świadome nawału pracy jaki je czeka w ramach codziennej gonitwy między pracą, domem, a szkołą.

„Pojechałbym jeszcze raz rowerem do Rzymu” – rzucił rozmarzony brat Marcin, na co mój mąż odpowiedział, że czemu nie, kiedyś można by się wybrać na taką eskapadę. „A ile to jest kilometrów z Antwerpii?” – drążył temat braciszek. No i tak to się zaczęło.

 

Podczas ostatnich ferii szkolnych zdarzyło mi się dość niespodziewanie zawitać do stolicy Walonii. Było to wynikiem zaciętych pertraktacji z najmłodszym synem, którego za wszelką cenę chciałam oderwać od komputera.

Chociaż markowy smartfon jest dla niektórych ludzi symbolem statusu, to jednak istnieje również spora grupa ludzi, którzy nie kupują najmodniejszego smartfona, aby zwrócić na siebie uwagę.

Pod koniec roku szkolnego w SPK im. Joachima Lelewela odbyło się spotkanie autorskie z panią Annę Onichimowską poetką, dramatopisarką, autorką książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz scenariuszy radiowych, telewizyjnych i filmowych..

Każdy, kto osiąga dochody w Belgii, jest zobowiązany do corocznego składania zeznań podatkowych i odprowadzania w tym kraju podatku dochodowego. Na jego wysokość ma wpływ wysokość dochodów, ale też sytuacja rodzinna oraz niektóre wydatki podatnika.

Jedna ze światowych teorii spiskowych mówi, że tego kolesia z białą brodą, w czerwonym kubraku, co to niby lata z reniferami i dzieciom przynosi prezenty na Boże Narodzenie wymyślili… 100 lat temu spece od reklamy w Coca Coli.

Odległość do Brukseli w linii prostej: 1272 kilometrów. Odległość drogowa: trzeba dodać dwieście kilometrów! Lublin, Krakowskie Przedmieście. Ale tu, w Lublinie – proszę bardzo, szyld: „Mała Belgia”.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Miss Fitness
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Krakus
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices