Dziś jest , imieniny obchodzą:

Wielkanocne (zaginione) obyczaje

Jedna ze światowych teorii spiskowych mówi, że tego kolesia z białą brodą, w czerwonym kubraku, co to niby lata z reniferami i dzieciom przynosi prezenty na Boże Narodzenie wymyślili… 100 lat temu spece od reklamy w Coca Coli. My jednak dzisiaj, czyli przed Wielkanocą odpuścimy Klausowi i zajmiemy się symbolami święta zmartwychwstania, odrodzenia i nowego życia.

 

Oczywiście jednym z rekwizytów związanych ze świętami były tzw. bazie. Ich czas to przede wszystkim tzw. Niedziela Palmowa, czyli niedziela poprzedzająca tę Wielkanocną. Z jednej strony bazie i tzw. palemki przypominać mają wjazd Chrystusa do Jerozolimy na osiołku, ale z drugiej przekonywały naszych przodków, że po czasach postu i zimy nadchodzi czas wiosny, że cały dotychczas zmrożony i skuty lodem świat (a zimy w minionych stuleciach były znacznie cięższe) odchodzi w przeszłość.
Bazie symbolizowały również zdrowie i jednym z obyczajów było wręcz połykanie ich (zabezpieczać miały przez przeziębieniami oraz bólami) oraz mieszanie ich z ziarnem przeznaczonym za siew. Palmy sprzed Wielkanocy (co widzimy np. w „Chłopach” czy „Konopielce”) tkwiły za „świętymi obrazami” przez cały rok, a niekiedy – podczas burzy – ustawiano je w oknach, gdzie razem z gromnicą spełniały funkcję piorunochronów naszych przodków.

W ogóle cały Wielki Tydzień był czasem mocno rytualnym; na przykład wszelkie porządki domowe powinny skończyć się do Wielkiego Wtorku. Z kolei Wielki Czwartek był dniem przeznaczonym na wypiekanie ogromnych bab i malowanie pisanek. W Wielkanoc np. nie wolno było palić w piecach (co dziś wydaje się zupełnie nielogiczne), a w Wielki Piątek obowiązywał ścisły post oraz nie wolno było pracować na roli.

Wielka Sobota to oczywiście dzień święcenia pokarmów w kościołach i zwyczaj ten, zresztą jako jeden z ostatnich, zachował się do dzisiaj. Bo nawet jeśli wrócimy z koszyczkiem z kościoła, to zapominamy, by od razu po trzykroć obejść dom po to, by na cały rok zapewnić sobie i bliskim pomyślność i zdrowie. Podobnie z wypiekami; niegdyś gospodynie wychodziły do sadu i aby zapewnić urodzaj obejmowały drzewa rękami oblepionymi ciastem. Dziś żadna z pań sama ciasta raczej nie piecze, a już z pewnością nie ma pod ręką sadu owocowego. A jeśli nawet ma, to jabłka i tak przez cały rok kupuje w sklepie, a nie zrywa z własnych gałęzi.

Z jajkami, czyli symbolami nowego życia, wiąże się wiele zwyczajów wielkanocnych i niekiedy nie ma pewności, że wszystkie tradycje związane są akurat z Wielkanocą. Jajko inspirowało już starożytnych, jajka znajdowano w grobowcach faraonów, ale nie przeszkodziło to mieszkańcom Europy Środkowej w nadawaniu tej organicznej konserwie własnych znaczeń i wiązaniu jej z własnymi obyczajami. Stąd też w Polsce przez całe stulecia skorupki jajek ze stołu wielkanocnego zakopywano pod progiem domów po to, by zagradzały one dostęp wszelkim siłom nieczystym i ludziom o złych zamiarach.

Jajko przez wieki symbolizowało też zamożność i dobrobyt, a to zwykle prowadzi do zainteresowania hazardem. Do dzisiaj – szczególnie na wschodzie Polski – urządza się wyścigi w turlaniu jajek po pochyłościach oraz walki jajek. Te ostatnie polegają oczywiście na uderzaniu jajka o jajko i sprawdzeniu, kto jest właścicielem jajka o twardszej skorupce. W epoce komputerów, samolotów i sztucznego serca zapał do walki na jajka budzić może uśmiech politowania, ale to błędne podejście. Nasi przodkowie oddawali się tym zabawom z pełną powagą (choć przy wtórze śmiechów i docinków) i kawaler z najtwardszym jajkiem…, no właśnie.

Bo zwyczaje wsi polskiej, a już szczególnie te wiosenne, splatały się nierozerwalnie z życiem, miłością i – dziś byśmy powiedzieli – erotyką i seksem. Pamiętajmy, że zamążpójście czy ożenek były instytucjami o tyle pożądanymi, o ile nierozerwalnymi i zapewniającymi powodzenie w życiu i dochowanie się dzieci. Natura i instynkty wygenerowały w związku z tym np. zwyczaj śmigusa dyngusa, gdzie chłopcy ganiali po całej wiosce uciekające panny, że oblewali je wodą, że panny staników raczej nie nosiły i że widok przywierającej do młodej piersi koszuli dawał kawalerowi sporo do myślenia podczas kawalerskich samotnych nocy.

Sam „śmigus” oznaczał jednak przede wszystkim smaganie uciekających dziewcząt po nogach rózgami, który to obyczaj zupełnie się zatracił, choć obserwując nasze współczesne panny i panie niekiedy wypada żałować. Z kolei „dyngus” oznaczał wręczanie sobie podarków i do dziś resztki takich praktyk funkcjonują pod nazwą „prezentu na Zająca”.

 

Jednak postacią numer jeden na stole wielkanocnym nie był nigdy żaden zając czy kurczak, ale baranek symbolizujący zmartwychwstałego Chrystusa. Najczęściej takiego baranka wykonywano z ciasta i masła i stawiano na centralnym miejscu. Dookoła zaś stawiano kosze ze święconym i pisankami. W bogatych domach na stół stawiano prosiaka w całości i otaczano go zwojami kiełbas.

Niezwykle ciekawym zwyczajem jest tzw. „Rękawka”, czyli zwyczaj wielkanocny obchodzony w Krakowie we wtorek po Świętach Wielkanocnych. Związana jest z legendą o kopcu Kraka, usypanym przez lud po śmierci króla. Tradycja podaje, że ziemię noszono w rękawach, stąd kopiec nazwano Rękawką. Na kopcu Kraka w trzeci dzień świąt wielkanocnych (wtorek był kiedyś również dniem świątecznym) odbywał się odpust, z którego szczytu zamożni krakowianie zrzucali biedakom i żakom krakowskim, zebranym u stóp wzgórza, resztki ze świątecznego stołu: chleb, wędlinę, gotowane jajka, jabłka, orzechy, ciasta, słodycze oraz drobne monety.

Zwyczaj ten nawiązuje do pogańskich obrzędów związanych z zaduszkami wiosennymi, przypadającymi na okres przesilenia wiosennego. Sam źródłosłów Rękawki nie pochodzi raczej od Kraka, jak mówi ludowa tradycja, ale nawiązuje do kultu zmarłych: w języku czeskim zachował się wyraz „rakov” co oznacza trumnę, a serbskim słowo raka, czyli grób. Przypuszcza się, że pochodzący z XI lub XII wieku kościółek św. Benedykta, którego święto przypada na dzień 21 marca (pierwszy dzień wiosny), było reakcją kościoła na żywe praktyki pogańskie na Krzemionkach. Do przejawów czci oddawanej zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet.

W okresie zaboru austriackiego, w 1897 roku Rękawka została zakazana, zamknięto nawet dojście na kopiec. Powody były dwa: władze planowały w tej okolicy budowę fortu artyleryjskiego, a ponadtochciały zlikwidować tumult i przejawy agresji wśród zgromadzonych pod kopcem. Rękawka z czasem przeniosła się na sąsiednie wzgórze Lasoty, połączona została z odpustem i ludową zabawą koło kościoła św. Benedykta na Krzemionkach.

 

Wśród kompletnie zapomnianych obyczajów znajdujemy obrzędy związanych z tzw. półpoścem. Przypadał on przypadał w trzecią niedzielę Wielkiego Postu i z dzisiejszej perspektywy można uznać, że był to po prostu jakiś ponury koszmar. Jednak do obrzędów sprzed setek lat nie wolno przykładać dzisiejszej miary; zresztą gdyby nasi przodkowie zobaczyli życie, które pędzimy w roku 2011, to pewnie uznaliby, że mają wizję piekła, a co najmniej czyśćca.

Wróćmy do półpośca – Oskar Kolberg pisze, że w tradycyjnej obrzędowości Kujaw, z okresem półpościa związane było tłuczenie glinianych garnków napełnionych popiołem. Młodzi mężczyźni rozbijali je o drzwi chat, w których mieszkały dziewczęta na wydaniu. Zdarzało się, że rzucano je pod nogi przechodniom. Niekiedy przeciągano w poprzek drogi lub ulicy powrósła słomiane na kształt girlandy z zawieszanym pośrodku garnkiem z popiołem. Garnek chłopcy rozbijali kijami w momencie przechodzenia kogoś nieznajomego. Gdy ktoś, a zwłaszcza dziewczęta, chciał uniknąć przykrej niespodzianki, mógł się wykupić dając kilka groszy na wódkę.

Nie ma we współczesnym świecie zbyt wielu odniesień do zwyczajów wielkanocnych, bez których po prostu nasi przodkowie nie wyobrażali sobie Świąt Wielkiej Nocy. Jajka kupujemy w supermarketach, a znoszą je kury, które w życiu nie widziały otwartej przestrzeni i całe życie spędzają w ciasnych klatkach. Własnoręcznie wypiekane ciasta wielkanocne są anachronizmem, a zaprzęganie do pracy drożdży potrzebnych do wypieku chleba należy do najwyższego kunsztu, któremu nie podołają współczesne gospodynie. Śmigus dyngus stał się polem do popisu dla rozwydrzonych małolatów terroryzujących centra miast w Polsce i z erotyką kompletnie nie ma nic wspólnego.

Jednak nie ma co narzekać – świat się zmienia, a obyczaje ludzkie ulegają zmianie wraz z nim. Niezmiennym jednak jest to, że wszystkich nas czeka jednakowy koniec, czyli śmierć, a Wielkanoc jest czasem, kiedy świętujemy tego, który jest „zwycięzcą śmierci, piekła i szatana”, czyli zmartwychwstałego Chrystusa. I nawet jeśli nie wszyscy w to wierzymy, to właśnie dzięki temu spotykamy się przy świątecznym stole ciesząc się, że zima odeszła i cała przyroda wraz z nami odżywa po czasach mrozów, ciemności i bezlistnych drzew i krzaków.

Polecamy

Europa jest pełna romantycznych miejsc. Liczne zamki, wąskie uliczki średniowiecznych miast, urzekające piękno przyrody i romantyczne kafejki, w których można delektować się doskonałą kawą ze swoją drugą połówką.

Ponad stuletnia historia istnienia, wiekowy sprzęt, specjalny rodzaj piw oraz entuzjazm zespołu browaru to są składniki na dobrą podróż piwną w sercu Brukseli. Cantillon to jednocześnie browar i muzeum - żywy zabytek, śmiało idący ku przyszłości.

O istnieniu tego muzeum dowiedziałam się przypadkiem. Pojechałam tam i do tej pory jestem pod wrażeniem. I to z kilku powodów.

 

Długi weekend majowy rozpoczął sezon piknikowy i kempingowy. Sposób kempingowania zmienił swój charakter na przestrzeni ostatnich kilku lat. Ponadto siła nabywcza pieniędzy, które zarabiamy jest większa i coraz chętniej kupujemy różne gadżety. A oto najciekawsze z nich:

Gdy kilka lat temu na kursie języka francuskiego nauczycielka stwierdziła, że nie ma to jak randka i związek z Francuzem, podchodziłam do tego z dużym dystansem.

Jak świat światem, tak i podatków nie mogło zabraknąć w jego piwnej odsłonie. Akcyza na piwo jest jednym ze składników jego ceny i w wielu krajach jej wysokość może przyprawić o większy zawrót głowy niż sam napój. Lecz w historii podatek na piwo był istotnym źródłem rozkwitu miast oraz finansowania działań wojennych.

Dzieci – najcenniejsze co mamy. Często przekorne i niesforne, jednak zawsze kochane. W dzisiejszym artykule nie będę się jednak skupiał jak je fotografować, ponieważ każdy rodzic ma na to swoje sposoby. Dzisiaj odpowiem na pytanie, które otrzymuję od wielu rodziców: jak zachęcić dzieci, aby fotografowały.

3 maja przypada w tym roku w środę i jest w Polsce dniem wolnym od pracy. Jest to Święto Konstytucji, którego tradycja sięga 1791 r. W dość burzliwej polskiej historii obchody tego święta były zabronione czasie rozbiorów, wznowione w 1919 r.

22 września miało miejsce uroczyste otwarcie na brukselskim kampusie KUL nowego kierunku nauczania języka polskiego jako drugiego języka obcego w ramach studiów z lingwistyki stosowanej.

 

„Pojechałbym jeszcze raz rowerem do Rzymu” – rzucił rozmarzony brat Marcin, na co mój mąż odpowiedział, że czemu nie, kiedyś można by się wybrać na taką eskapadę. „A ile to jest kilometrów z Antwerpii?” – drążył temat braciszek. No i tak to się zaczęło.

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Krakus
  • Miss Fitness
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices