Dziś jest , imieniny obchodzą:

Ferie zimowe

Jeszcze przed końcem roku, szefowa przykazała nam porozumieć się w sprawie urlopów i zrobić plan, kto kiedy chce mieć wolne. Dała nam wolną rękę, pod warunkiem, że będzie zapewniona ciągłość pracy i obecność przynajmniej jednej z nas w każdym z biur. Znając się od lat, wiedziałyśmy, że łatwo dogadać nam się nie będzie i nie wszystkie będziemy zadowolone, ale nie miałyśmy wyjścia. Spisałyśmy swoje propozycje i porównałyśmy je. Część urlopów pokrywała się i każda z nas musiała odrobinę ustąpić, żeby w końcu – po rozlicznych poprawkach i negocjacjach – przedstawić szefowej nasz wakacyjny kalendarz.

 

Tym sposobem, przypadł mi tydzień wolnego w marcu, po feriach szkolnych. Nie protestowałam, bo Pawełek to jeszcze żłobkowicz i może wyjechać kiedy chce, a my razem z nim. W sumie nawet się ucieszyłam. Wolne po sezonie oznacza przecież mniejszy tłum na lotniskach, dworcach i pensjonatach. To także nieco niższe ceny i możliwość skorzystania z rozmaitych promocji. Nic, tylko pakować walizki, dzieciaka i pędzić niczym wiatr na zasłużony wypoczynek. Pojawił się tylko jeden problem – rodzice i teściowie, którym musieliśmy oznajmić, że tej zimy nie wracamy na urlop do Polski. Jak się okazało, nie był to wcale łatwy orzech do zgryzienia.

Zaczęło się od lamentów teściowej. Mamie Jacka nie mieściło się w głowie, że chcemy jechać odpocząć gdzieś indziej niż w rodzinne strony. Zaczęła biadolić, że zupełnie niepotrzebnie będziemy włóczyć się po świecie w tych niebezpiecznych czasach i do tego wydawać pieniądze, które można przecież by było wydać na coś bardziej pożytecznego. Tata Jacka też był nieco zawiedziony, że nie zobaczy wnusia, ale wydawał się bardziej rozumieć nasz pomysł niż jego małżonka. Z moimi rodzicami było podobnie. Mama od razu zaczęła płakać do słuchawki, gdy tylko oznajmiłam jej jakie mamy plany. Był to z jej strony zwyczajny szantaż emocjonalny, któremu nie chciałam ulec za żadne skarby świata. Rodzicielka zaczęła wspominać swoją młodość i swojej matki, której nigdy nawet na myśl nie przyszło jeździć gdziekolwiek na jakieś wywczasy. Moje argumenty o zmianie czasów i epoki oraz potrzebie odpoczynku nie bardzo przemawiały do mojej mamy. Podobnie jak teściowa, zaczęła lamentować nad wyrzucaniem pieniędzy w błoto, które tak ciężko zarobić i zaoszczędzić. Potem, obrażonym tonem, podała słuchawkę tacie. Najbardziej wyrozumiały z rodziców stwierdził tylko, że szkoda, że teraz nie przyjedziemy. A potem, konspiracyjnym szeptem, tak by mama nie słyszała, dodał, że on sam chętnie by się z nami wyrwał w świat daleki, żeby tylko móc się uwolnić od wiecznego gderania małżonki i codziennego kieraciku. Wiedziałam, że tata zrozumie naszą potrzebę zmiany i prawdziwego odpoczynku. W końcu urlop w Polsce zawsze wygląda tak samo: załatwianie zaległych spraw, chodzenie po urzędach (po nowy paszport, dowód, odpis aktu urodzenia albo jakieś zaświadczenie), wizyta w banku, u ubezpieczyciela.

Do tego jeszcze spotkania z bliższą i dalsza rodziną, godziny spędzone przy suto zastawionym stole i jedzenie wmuszane przez ciotki, kuzynki, szwagierki i siódme wody po kisielu, bo albo coś domowej roboty, albo nowe danie, które koniecznie trzeba skosztować, albo dlatego, że w tej Belgii takich rarytasów nie macie. Gdy już się uda uwolnić od wizyt rodzinnych, świętowania zaległych imienin, urodzin i rocznic, wypada jeszcze pójść na zakupy, do kościoła, do fryzjera, do kosmetyczki i krawcowej. Przydałby się też przegląd samochodu u zaprzyjaźnionego mechanika, wymiana oleju itd. A potem pakowanie walizek, słoiczków z grzybkami i ogórkami, kilogramów wędliny swojskiej roboty, mniej lub bardziej trafionych prezentów i Bóg wie czego jeszcze. Następnie, długie godziny spędzone w drodze, umęczenie kierowcy i wykończenie podróżą dzieciaka i jego mamuśki.

W sumie, po tygodniu czy dwóch, wraca się do Belgii zmęczonym i przejedzonym. W dodatku, z pustym portfelem, bo upominki dla bliskich, podróż i pobyt w rodzinnych stronach, skutecznie opróżniają kieszeń. Z tych właśnie powodów, nie chcieliśmy jechać tym razem do Polski, ale wybrać się gdzieś na słońce, gdzie nie trzeba nic załatwiać, za niczym latać, niczego szykować i z kimkolwiek się spotykać. Zamarzyło nam się słodkie nic nierobienie, z leniuchowaniem i byciem obsłużonym. To ostatnie marzyło się zwłaszcza mnie, bo przy dwóch facetach w domu, na brak pracy nie mogłam narzekać. Chciałam oderwać się od gotowania, sprzątania, robienia zakupów, układania porozrzucanych ubrań i zabawek, prania, prasowania, zmywania naczyń, czyszczenia kuchenki, szorowania wanny i tysiąca innych niezbędnych – a dla męskich oczu niewidzialnych – rzeczy.

Na szczęście, Jacek rozumiał moje zmęczenie pracą na dwóch etatach – w domu i w biurze. Postanowiliśmy więc wspólnie, że połączymy tegoroczne Walentynki z obchodem Dnia Kobiet i wyjedziemy gdzieś na tydzień razem z Pawełkiem. Wybór padł na Wyspy Kanaryjskie, gdzie jest wszystko, czego nam trzeba było: morze, słońce, smaczne owoce, świeże ryby i dobre wino. Dzięki znajomym, którzy już tam kiedyś byli, znaleźliśmy bez trudu tani nocleg w domku nad brzegiem morza i bilety lotnicze w całkiem przyzwoitej cenie. Cieszyliśmy się na ten wyjazd jak dzieci. Pawełek patrzył na nas i zaśmiewał się razem z nami, szczerząc swoje mleczaki w słodkim uśmiechu od ucha do ucha.

Wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę. Wypoczęliśmy, wyspaliśmy się, oderwaliśmy się od problemów i rutyny dnia codziennego. Synek przestał kaszleć i minął mu katar, który powracał od początku jesieni. Objedliśmy się zdrowym, świeżym jedzeniem, zwłaszcza owocami i warzywami, które bosko pachniały i równie dobrze smakowały. Pochodziliśmy nad morzem, pogapiliśmy się na gwiazdy i pomarzyliśmy o zamieszkaniu na stałe w tym ziemskim raju, gdzie nie ma kaloryferów, a w szafach nie zalegają grubaśne kożuchy i ciepłe wełniane szaliki, na długie i mroźne zimy. Zapewne, długo jeszcze będziemy wspominać nasz marcowy wyjazd, a ja chyba najbardziej. Tak udanego prezentu z okazji święta kobiet jeszcze nigdy w życiu nie miałam. Tydzień prawdziwej laby połączony z obecnością ukochanych osób wart jest wszystkich bukietów kwiatów, pudełek czekoladek i wystawnych kolacji w najdroższych restauracjach świata.

Anna Karska

Polecamy

Facebook zajmuje coraz ważniejsze miejsce w naszym życiu. Zawsze, gdy doświadczamy czegoś ważnego, od razu chcielibyśmy podzielić się tym z naszymi znajomymi. Oś czasu wielu użytkowników wręcz tonie w zdjęciach, filmikach i wszelkiego rodzaju postach.

Rok temu, po wizycie nad sławnym jeziorem Lac de Curton, wróciliśmy z wielkim niedosytem, gdyż przez okrągły tydzień z Grześkiem nie mieliśmy nawet jednego brania. Tym razem sądziliśmy, że dobry los się do nas uśmiechnie i będzie inaczej.

Wywiad z Panem mgr. inż. Arkadiuszem Sulkowskim, Górnikiem z Jastrzębskich Spółek Węglowych.

 

Finał drugiej edycji międzynarodowego konkursu piosenki polskiej piosenki The Voice of Polonia zgromadził 13 listopada w Sali Kameralnej Bozar w Brukseli prawie pół tysiąca widzów.

 

Wszystko, co dzieje się wewnąrz nas, nasze oceny, sądy, opinie, to, co mówimy lub myślimy jest afirmacją. Wpływa zatem na rzeczywistość, w jakiej żyjemy i kształtuje ją w sposób, w jaki sobie życzymy. Dlatego też ważne, by uważnie formułować te stwierdzenia.

W numerze listopadowym pisałam o możliwości darmowego upgrade’u systemów Windows 7 i 8 do Windows 10. Osoby, które jeszcze tego nie zrobiły mogą się zastanawiać, co nowego oferuje nam najnowszy system Microsoftu.

 

Manneken Pis, wykonana z brązu atrakcja Brukseli i jeden z symboli tego miasta, dostał się ostatnio pod lupę lustratorów, naukowców i detektywów. Nie wiadomo wprawdzie, kto rzucił hasło i kto rozpoczął śledztwo; kto za tym stoi i jakim siłom służy, ale...

Władze belgijskie rozpoczęły w minionym roku od dawna zapowiadane wzmożone kontrole osób pozostających bez pracy.

Świat się zmienia za sprawą nowoczesnych technologii i nic nie zatrzyma tego procesu.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Miss Fitness
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus
  • Mini galeria 04
  • Mini galeria 03

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices