Dziś jest , imieniny obchodzą:

Przedświąteczne zakupy

Trudno uwierzyć, że mamy już grudzień i kolejny rok prawie za sobą. Jedenaście miesięcy przeleciało jak z bicza trzasnął i na nowo pojawił się problem zakupu prezentów na gwiazdkę. Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia i nadchodzący Nowy Rok, a także wyjazd do rodziny do Polski sprawiają, że konieczność zakupu rozlicznych prezentów staje się palącym problemem dla każdej z nas. Wiadomo przecież wszem i wobec, że wyszukanie odpowiednich podarunków dla najbliższych, od wieki wieków spoczywa na barkach i tak już mocno zabieganych i zarobionych kobiet. 

 

Przedświąteczny szał zakupowy nie ominął i mnie. Jak co roku, znalezienie prezentów dla całej rodziny oraz najbliższych przyjaciół przypadło umęczonej żonie i matce. Jacek tradycyjnie już wymigał się od gonienia po sklepach z wywieszonym językiem i obłędem w oczach w poszukiwaniu upominków, tłumacząc się nawałem pracy, klaustrofobią w zatłoczonych butikach i wstrętem do stania w kolejkach do kasy. Wykazując się jednak odrobiną dobrej woli i chęcią pomocy zaproponował, że zostanie w domu z Pawełkiem, tak, żebym nie musiała w ramach dodatkowych atrakcji targać ze sobą po sklepach naszego małego. Zgodziłam się na to z ulgą, bo perspektywa użerania się z wrzeszczącym bobasem, któremu po kilku minutach wszędzie się nudzi, albo chce się jeść, albo pić, albo siusiu, wcale mi się nie uśmiechała. Ustaliliśmy więc, że już od następnej soboty zaczynam swoje prezentowe łowy, tak, by wyrobić się ze wszystkim przed naszym wyjazdem na święta.

Wyruszyłam więc na swoje pierwsze polowanie w chłodny sobotni poranek, by uniknąć największego ścisku i tłoku w ulubionych przeze mnie sklepach. Zaopatrzona przez męża w gotówkę na pokrycie kosztów części zakupów, torebkę schowałam pod kurtką, pouczona przed wyjściem przez niego o złodziejach polujących na damskie portmonetki w okresie przedświątecznym. Przez dwie pierwsze godziny szło mi całkiem nieźle. Wybrałam upominki dla Jacka i Pawełka na Mikołaja, poszłam na kawę, żeby się pokrzepić przed następnymi zakupami i przygotowałam sobie listę tego, co i dla kogo potrzebuję. W sumie, znając smaki i gusta moich najbliższych krewnych i znajomych nie było to zbyt trudne. Jedyny problem na liście stanowiła moja teściowa. Co kupić kobiecie, która jest wiecznie niezadowolona, nieustannie wybrzydza i wszystko krytykuje? Nie miałam zielonego pojęcia, ale postanowiłam, że zdam się na kobiecą intuicję, która mi podpowie, co kupić Wielkiej Pani Marudnej pod choinkę. Chwilowo przychodziła mi na myśl wyłącznie gigantyczna rózga, ale odpędzałam tę myśl od siebie, bo zakup ogromnej gałęzi oznaczającej naganne zachowanie, tylko by pogorszyła nasze i tak już nienajlepsze relacje.

Wzmocniona kawą i posilona małym rogalikiem, ruszyłam dalej po sklepach na jednej z ulic Brukseli, słynących z rozlicznych zakupowych świątyń. Powoli zaczynało się już wszędzie robić tłoczno, ale nie było jeszcze najgorzej. Udało mi się wypatrzyć stylową apaszkę dla mojej mamy i ciepły szalik na zimę dla taty. Skusiłam się jeszcze na sweterek też dla rodzicielki, bo ona sama nie kupuje sobie nic nowego, twierdząc, że nic jej już nie potrzeba, bo i do sklepu ma co założyć i do lekarza i do kościoła. Zawsze jednak chętnie nosi każdy ciuch, który otrzyma w prezencie, więc i teraz z pewnością będzie zadowolona. W kolejnym sklepie nic ciekawego nie było. W następnym też nie. Gdy weszłam do galerii, widziałam, że tłum już gęstnieje i będzie coraz trudniej dopchać się do przymierzalni czy do kasy. Postanowiłam więc przyspieszyć wiedząc z doświadczenia, że po lunchu będzie tylko gorzej.

Bez zbędnego marudzenia wybrałam drobiazgi dla koleżanek z pracy, dla szefowej i szefa. Potem jeszcze rodzeństwo, ale tu było łatwo, bo sami zgłosili co by chcieli z Belgii pod choinkę. No i zostali teściowie. Dla taty Jacka wybrałam – może mało oryginalnie, ale za to pewna sukcesu – butelkę dobrej whisky i wielkie pudło ciastek „speculos”, które obowiązkowo wieziemy za każdym razem dla niego, by mógł je pochłonąć w mgnieniu oka. Z kolei dla teściowej, nadal nie mogłam nic wypatrzeć. Co wzięłam do ręki, by obejrzeć, już w myślach słyszałam jej złośliwy komentarz i zrzędzenie. Oj, łatwo to z nią nie będzie. W końcu miałam dość. Nogi bolały mnie już na dobre, podobnie jak plecy i głowa. Muzyka, zaduch, sztuczne światło wywołały u mnie silną migrenę. Postanowiłam wracać do domu. Objuczona pakunkami jak wielbłąd idący w karawanie, jakoś dowlekłam się do domu, gdzie zobaczyłam sielankowy obrazek. W salonie, na kanapie, spał słodko Pawełek, cały umaziany ketchupem z pizzy, której resztki walały się jeszcze na dywanie. Obok niego Jacek. Chrapali obaj głośniej niż ryczący i wciąż włączony telewizor. No tak – pomyślałam. Oto jak wygląda opieka nad dzieckiem w wykonaniu mężczyzny. Normalnie, zaczęłabym sprzątać, składać cały ten bałagan i tak aż do wieczora. Ale padałam z nóg. Postanowiłam więc pójść za ich przykładem i też uciąć sobie małą popołudniową drzemkę. Ledwie się położyłam, zapadłam w głęboki sen jak Śpiąca Królewna. Obudził mnie dopiero ruch w salonie i śmiech Pawełka. I w tym momencie mnie olśniło. Teściowa nie narzeka tylko i wyłącznie na wnusia. A więc prezent dla niej musi być z nim związany. Przypomniało mi się jak dziewczyny w pracy opowiadały o kalendarzach, kubkach czy książkach, które same przygotowywały przez internet, uzupełniając je zdjęciami swoich dzieci. Wszystkim podobały się takie prezenty, zwłaszcza babciom. Byłam pewna, że to strzał w dziesiątkę. Wielka Pani Maruda nie będzie przecież psioczyć czy krytykować kalendarza ze zdjęciami swojego wnusia.

Gdy Jacek wstał, pokazałam mu zakupione prezenty i powiedziałam o pomyśle z kalendarzem. Uznał, że jego mama będzie zachwycona i że nic lepszego nie można było dla niej kupić. Ucałował mnie w dowód uznania. Pomyślałam, że jednak warto zaufać kobiecej intuicji i nie śpieszyć się zbytnio wybierając prezenty pod choinkę.

W końcu, nie zawsze chodzi o to, by upominek był drogi czy luksusowy. Najważniejsze, by pasował do obdarowanego, jego zainteresowań, gustów i smaku. I choć nie zawsze łatwo znaleźć coś odpowiedniego dla każdego, to jednak jest to możliwe, by zadowolić swoim prezentem nawet największego marudę, zrzędę czy malkontenta. W końcu święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas w całym roku, okres magiczny i niepowtarzalny, kiedy nie tylko zwierzęta zaczynają mówić ludzkim głosem, ale i teściowe mogą okazać swoje bardziej ludzkie oblicze i cieszyć się bez zbędnego narzekania i krytykowania wszystkich dookoła. Byłam pewna, że w tym roku tak właśnie będzie z mamą Jacka, której mój prezent rozmiękczy serce i sprawi, że teściowa pozwoli nam spędzić święta w spokojnej, rodzinnej, niczym niezmąconej atmosferze.

Anna Karska

Polecamy

Wielu Polaków podjęło świadomie decyzję o życiu na emigracji w Belgii. Niektórzy zdecydowali się mieszkać tu czasowo, aby się dorobić, a inni – na stałe. Ale i jedni, i drudzy siłą rzeczy obcują z mieszkańcami maleńkiej Belgii.

Wszystko, co dzieje się wewnąrz nas, nasze oceny, sądy, opinie, to, co mówimy lub myślimy jest afirmacją. Wpływa zatem na rzeczywistość, w jakiej żyjemy i kształtuje ją w sposób, w jaki sobie życzymy. Dlatego też ważne, by uważnie formułować te stwierdzenia.

O Europejskiej Stolicy Kultury 2015 piszę (a wręcz trąbię) od dłuższego czasu. W jednym z ostatnich artykułów wyjaśniłam, że miasto uzyskało to miano między innymi dzięki temu, iż może się poszczycić aż trzema elementami figurującymi na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Odkąd żużel stał się moją pasją, Patryk „DuZers” Dudek, zawodnik Falubazu Zielona Góra, to mój numer jeden na liście ukochanych zawodników.

Wizyta teściowej, która wydawała się nie mieć końca, dała mi się nieco we znaki. Mimo mojego postanowienia, żeby żadną miarą nie dawać się mamie Jacka wyprowadzić z równowagi i nie zwracać uwagi na jej kąśliwe komentarze, nie byłam w stanie nie przejmować się jej gadaniem.

Niemal 30 lat temu poważne badania opublikowane w renomowanych pismach naukowych (The Lancet, Archives of Disease in Childhood, Pediatrics) oraz przez Kolegium Lekarzy w Quebecu i Kolegium Psychologów w Quebecu potwierdziły, że niektóre barwniki i dodatki spożywcze mogą nasila

Chociaż markowy smartfon jest dla niektórych ludzi symbolem statusu, to jednak istnieje również spora grupa ludzi, którzy nie kupują najmodniejszego smartfona, aby zwrócić na siebie uwagę.

Jednym z najbardziej znanych gatunków belgijskich piw jest z pewnością wiśniowy Kriek. Znany na całym świecie, pozwolił wytworzyć sposób tworzenia piw z owocami. Robiony według różnych wzorów zadowala on chętnych na piwa kwaśne lub słodkie.

 

Konkurs „ Polak Roku w Belgii ” jest największym wydarzeniem promocyjnym dla Polonii belgijskiej.

W pewnych sytuacjach korzystanie ze smartfona bywa kłopotliwe lub nietaktowne. Na szczęście wymyślono już urządzenie, które umożliwia kontrolowanie pracy smartfona i odczytywanie wiadomości bez wyjmowania telefonu z kieszeni czy torby, lub zerkania na jego ekran.

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 04
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices