Dziś jest , imieniny obchodzą:

PRL: Rok szkolny, czyli planeta małp

Początek roku szkolnego w czasach PRL-u stanowił wielki zbiorowy obowiązek, by sparafrazować słowa wieszcza. Pierwszego września tłumy dzieci i młodzieży gromadziły się na uroczystym apelu by wysłuchać słów dyrektora o tym, że nowy rok szkolny to wyzwanie oraz, że „Nauką i pracą służymy tobie, Ojczyzno”.

 

Strój uczniów podczas rozpoczęcia roku szkolnego był uroczysty; granatowe spódniczki, białe bluzeczki dla dziewczynek, podobnie (rzecz jasna w wersji ze spodniami) prezentowali się chłopcy. Buty nie wchodziły w obręb ówczesnego obowiązkowego dress-code, choć z pewnością były skrupulatnie wyczyszczone.

 

Odświętnie prezentowało się również ciało pedagogiczne; nauczycielki z obowiązkową „trwałą” na głowie, uzyskiwaną w żmudnym procesie fryzjerskim finalizowanym w stalowym hełmie. Panowie zaś pod krawatem szerokości łopaty, z bokobrodami (czyli pekaesami, by wspomnieć film „Kiler”), z zaczeską na łysinach, w garniturach z obiciówki.

 

Smród po włefie…

Zdarzały się wszakże uczniowskie niesubordynacje z większą lub mniejszą pasją tępione przez doktrynerów socjalizmu. Aprobaty w ich oczach w latach 70-tych i nawet jeszcze w 80-tych nie przynosiły długie włosy zakrywające uszy czy zbyt szerokie nogawki spodni. Zresztą spodnie stanowiły problem nie tylko dla uczniów; w jednej ze szczecińskich szkół średnich dyrektorka wydała zakaz, obejmujący zarówno uczennice jak i nauczycielki. Zakaz pojawiania się w szkole w spodniach!
Dziewczyny w liceach ogólnokształcących w większości nie stosowały makijażu, nie mówiąc nawet o malowaniu paznokci. A tipsów jeszcze nikt nie wymyślił. Zresztą dzisiejsze pojęcie estetyki w ogóle nie ma zastosowania dla opisywanych czasów. Dziewczyny w setkach i tysiącach szkół średnich (a przynajmniej w „ogólniaku” autora na początku lat 80-tych) po zajęciach wychowania fizycznego nie kąpały się pod prysznicem. Często nie było gdzie i przede wszystkim: kiedy. Przerwa między lekcjami trwała 10 minut. Poza tym nie było depilatorów, więc nie goliły się pod pachami.

Z chłopakami było jeszcze bardziej interesująco; po 45 minutach gry w piłkę stado 18-latków (w klasie maturalnej autora: 25 facetów) przebierała się z grubsza – galotów i skarpet nikt nie zmieniał – i goniła, na przykład, na matematykę. Stado skunksów! Ale jakoś chyba nikomu, poza panią polonistką, to nie przeszkadzało.

 

Gdzie masz tarczę?!

W szkołach podstawowych bodaj do końca lat 80-tych obowiązywały tzw. Fartuszki. Były to nylonowe, granatowe kubraki z guzikami przyszytymi na karku. Do guzików tych przypinało się białe kołnierzyki i przyznać trzeba po latach, że nie był to zły pomysł. Podobnie jak przyszyta (zakaz mocowania na okrągłych zatrzaskach, przyczepiania typu „rzep” też nie wymyślono na ramieniu obowiązkowa tarcza szkolna z numerem szkoły. Dokończenie na str. 12
A dziś wraca się do uniformizacji uczniów w elitarnych placówkach!
Ekwipunek ucznia szkoły podstawowej i średniej był rozpaczliwie jednolity. W sklepach dostać można było takie same piórniki, takie same gumki, takie same kredki, takie same pióra. Funkcjonowało pięć modeli zeszytów. W trzy rozstrzelone linie – dla małolatów uczących się stawiać pierwsze litery. W „normalne” linie – do „polskiego” dla reszty. W kratkę 50 milimetrów na 50 milimetrów – do matematyki, fizyki i przyrody. Kartki niepokalanie białe zawierał zeszyt do geometrii. Piąty zeszyt miał inny format i zawierał pięciolinie. Wraz z zeszytem musiał pojawić się w dłoniach ucznia sprzęt do pisania. Autor w pierwszej klasie szkoły podstawowej „załapał” się wręcz na kałamarze z atramentem umieszczone w specjalnych dziurach ławek w klasie!. W sklepie kupowało się podówczas „obsadkę” z profilowanym otworem, w którą to szczelinę wsuwało się – osobno kupowane – stalówki. Były tanie, piękne, złote, ze zgrubieniem na końcu ostrza; na dodatek były wieloczynnościowe, bo można było takim szpikulcem pokłuć kumpla z ławki!

Dobre bo wojskowe

Wszystko było takie same, choć jeśli rodzice mieli znajomych „na zachodzie”, to piórnik nie był drewniany, to zeszyt nie był zrobiony z makulatury, to tornister wykonano z materiałów innych niż tektura względnie derma. Dodać należy, że tornistry obowiązywały najmłodsze roczniki szkół podstawowych, prawdopodobnie władze oświatowe w ten sposób starały się zadbać o kręgosłup (nie tylko moralny) 7- czy 8-latków. Starsze roczniki tornistrów już nie używały, zresztą z własną szkodą. Tornister był genialnym sprzętem, by po nieznacznych przeróbkach, używać go można było w roli sanek podczas zimy.
W szkołach średnich (lata 80-te) furorę robiły tzw. raportówki, czyli noszone na długim pasku, na ramieniu, wojskowe, torby sztabowe. Funkcjonowały w dwóch wersjach; parcianej-zielonej i skórzanej-brązowej. To był ewidentny szyk, jednakże wspomnieć należy, że szyk upierdliwy. Po ulicach miast pałętały się podówczas wyłapujące dezerterów i spełniające inne, znane sobie zadania, tzw. patrole Wojskowej Służby Wewnętrznej. Z nudów czasem łapali uczniów posiadających „sorty mundurowe Ludowego Wojska Polskiego”. Bywały z tego poważne kłopoty i mandaty.

 

Kościuszko z brodą

Unifikacja dotyczyła również podręczników. Dla każdej klasy był ten sam zestaw podręczników; „Geografia klasa 5” czy inna „Historia klasa siódma” była w całej Polsce jednakowa! Uczeń z Krakowa, jeśli rodzicom zdarzyła się przeprowadzka, mógł ze swoimi książkami, w środku roku szkolnego, jechać do Gdańska i wklejał się bezproblemowo w cykl edukacji.
Tyle, że przemysł książkowy, zresztą każdy inne też, nie wyrabiał. Stąd też z braku możliwości zakupu nowych podręczników często uczniowie dostawali „w spadku” od swoich starszych kolegów podręczniki przez nich używane. Nie trzeba chyba dodawać, że po rocznej eksploatacji ilustracje miały naniesione niezbędne poprawki typu dorysowany zarost królowi, albo genitalia bohaterowi narodowemu. W zależności od temperamentu i aktualnego stanu cyklu dojrzewania pierwotnego właściciela.

 

Wystarczyło się uczyć!

Władza dbała również o egalitarne i otwierające horyzonty wykształcenie międzynarodowe. W piątej klasie podstawówki uczeń, chciał nie chciał, rozpoczynał naukę języków obcych. Mówiąc uczciwie – jednego obcego. A jeszcze ściślej: rosyjskiego. Od razu należy dociekliwym odpowiedzieć na niezadane pytanie: - Nie! Nie można było zamienić na inny.
Nałożony przez władze przymus nauki „ruskiego” wykoleił całe pokolenia uczniów lat PRL. W opinii niżej podpisanego język rosyjski jest jednym z piękniejszych języków świata, a i rosyjska literatura godna jest czytania w oryginale. Jednak bierny opór ówczesnych uczniów wobec narzuconego siłą obowiązku skutkuje dziś albo podjęciem ponownej nauki albo też opieraniu się na przekładach z rosyjskiego. A wystarczyło się uczyć!
Rok szkolny to wyzwanie dla uczniów również teraz. Ale dzisiaj nauczyciel nie może podnieść głosu na ucznia, nie może go wytargać za ucho, nie może wpisać uwagi w „dzienniczku ucznia” (do podpisania przez rodziców), w zasadzie: nie może niczego. Może starać się być pedagogiem, ale jeden Pan Bóg wie kto obecnie uczy się życia od kogo!

Polecamy

Wiatr we włosach, rumień na polikach, czas jakby stojący w miejscu, niemający znaczenia dla dziejącej się przygody. Stan flow, mówiąc psychologicznym językiem, albo stan beztroski, typowy dla dzieci. Kiedy czułeś go ostatni raz?

Ciężko w to uwierzyć, ale większość miłośników czarnego sportu raczej odetchnie z ulgą, zamiast martwić się, że sezon żużlowy już dobiegł końca, a przed nami całe miesiące oczekiwania na następny.

Gdy za oknem pięknie świeci słońce warto pomyśleć o tym, żeby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i uspokoić nieco skołatane nerwyi.

Gdy pogoda daje się we znaki – aż chce się uciec od jesienno-zimowej słoty do cieplejszych klimatów. Postanowiłam więc wykorzystać okazję i spędzić tydzień z dala od codziennej rutyny – bez telefonu, bez telewizji i bez internetu. Krótko mówiąc – odcięcie całkowite.

Felix zdecydowanym ruchem otworzył tylne drzwi policyjnego wozu i wepchnął do środka zalaną łzami Anitę. Mgła zasnuwała jej oczy, lecz mimo to nie mogła oderwać wzroku od policjantów ładujących do karetki zakrwawionego Carlosa. Felix zatrzasnął za nią drzwi i krzyknął do kierowcy, by ruszał. Ten odjechał z piskiem opon, aż wgniotło skuloną postać kobiety w siedzenie.

Ryanair to tanie linie lotnicze, które obsługują 200 lotnisk w 32 krajach Europy. Przewoźnik ten posiada 84 bazy i obsługuje w sumie 1800 tras. W Polsce, ma on już ponad 30 procentowy udziału w rynku. Drugie miejsce zajmują wspólnie Wizz Air i PLL LOT.

Wizyta teściowej, która wydawała się nie mieć końca, dała mi się nieco we znaki. Mimo mojego postanowienia, żeby żadną miarą nie dawać się mamie Jacka wyprowadzić z równowagi i nie zwracać uwagi na jej kąśliwe komentarze, nie byłam w stanie nie przejmować się jej gadaniem.

W szeregach najstarszej polskiej drużyny w Belgii nastała prawdziwa rewolucja. Po blisko ośmiu latach Polonia Bruksela zmieniła trenera! Został nim wieloletni zawodnik Polonii – Krzysztof Piekarski. Prowadzenie tak utytułowanej drużyny to nie lada wyzwanie. Jaki plan ma zatem Mrówa?

Zgodnie z ustawą z dnia 12 marca 2014 r. o pomocy społecznej (tj. Dz. U. z 2013 r., poz. 182, z późn.

Art Stage Promotion z Holandii zaprasza wszystkich miłośników hip-hopu już 29 kwietnia na pierwszy Polski Rap Festiwal w Brukseli .

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 03
  • Miss Fitness
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Ani Mru Mru
  • Krakus

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices