Dziś jest , imieniny obchodzą:

Go, go Pokemon!

Wychodząc na spacer z psem do pobliskiego parku można się srogo zdziwić. Skąd na ulicach, ścieżkach, skwerach i alejkach tyle młodych ludzi? Przecież nikt już dzisiaj nie chodzi na podwórko. Wszyscy siedzą po domach, grają w Wiedźmina III, wrzucają nowe zdjęcia na Snapchata i Facebooka, przeglądają zabawne wrzutki o kotach, urządzają sobie niekończące się podróże muzyczne po Youtube... Dlaczego ci wszyscy ludzie są na świeżym powietrzu?

 

Po kilku sekundach szczerego niedowierzania przychodzi pewne otrzeźwienie. Przy dokładniejszej obserwacji widać, że tak, faktycznie, są to ludzie i rzeczywiście są na zewnątrz, ale nie do końca zachowują się normalnie. Wszyscy krążą z delikatnym uśmiechem na twarzy, lekko szaleńczym błyskiem w oczach i spojrzeniem utkwionym w ekranie smartphona, o bożym świecie wokół nie pamiętając. Jeden o mało nie wpadł pod samochód, drugi gramoli się w największe krzaki, trzecia krąży po łące zataczając podejrzane okręgi... Zatem stało się... ludzkość ostatecznie zwariowała!

Nie czekając ani chwili pędzisz co sił do domu, aby sprawdzić w internecie co się dzieje. Czy to może ta wielokrotnie przewidywana w filmach i teoriach spiskowych zagłada zombie? Może nastąpiła wielka ucieczka ze znajdującego się nieopodal zakładu dla psychicznie i nerwowo chorych? Pocącym się z nerwów palcem wskazującym prawej ręki scrollujesz kółkiem myszki, surfując po ulubionych, sprawdzonych serwisach internetowych. Żadnej informacji o wybuchu wojny, ani jednej wzmianki o radioaktywnym wycieku z pobliskiej fabryki i zatruciu lokalnych ujęć wodnych. Kosmici? Też nie...

Wreszcie Twym oczom ukazuje się enigmatycznie brzmiąca nazwa: Pokemon Go. Klikasz i zalewa Cię cała fala tytułów: „Pokemony znowu na topie!”, „Wypadek na autostradzie A4: nie patrzył na drogę, bo łapał Pokemony”, „Po 20 latach znalazła zaginioną siostrę Chowała się za Charizardem”. Zewsząd uderza w Ciebie żółta, wesoła mordka szczuropodobnego Pikachu. Powoli coś zaczynasz łapać, ale potrzebujesz jeszcze informacji.
Krótki research i już wiesz... Wiesz, że był taki czas, kiedy wszyscy chodzili z Game Boyami, każda szkoła podstawowa zamieniała się w kasyno, a mali „dealerzy” handlowali po korytarzach kapslami i kartami. Był taki czas, kiedy wszyscy dorośli bili na alarm, że te wymyślone „potworki” to ostateczny koniec naturalnej, dziecięcej wyobraźni. Był taki czas, kiedy wszystkie dzieciaki leciały po szkole na łeb na szyję do domu. Na obiad? Niee... Na komputer? Też nie... Tak naprawdę wszyscy lecieli, aby obejrzeć nowy odcinek Pokemonów!

Czytasz o jakimś Satoshim Tajirim z Japonii, który to wszystko wymyślił. Nazywali go Doktorem Robalem, bo zbierał robaki, nadawał im imiona i urządzał pojedynki. 
No tak! Wszystko co dziwne pochodzi zazwyczaj z Japonii. Przyglądasz się 151 Pokemonom z pierwszej generacji, które narysował Ken Sugimori i z odmętów pamięci wyławiasz, że rzeczywiście w erze przedkomórkowej osiedlowe dzieciaki znikały na jakieś pół godziny, a z okien i balkonów rozbrzmiewała piosenka: „Najlepszym być naprawdę chcę, jak nigdy dotąd nikt!”.

„No dobra, ale gdzie Krym, a gdzie Rzym?” – myślisz, wspominając widok, jaki zastałeś w parku. Czytasz o przenośnych konsolach do gier, o firmie Nintendo, znosi Cię nieco na rewolucję przemysłową w Japonii... szybko jednak wracasz na właściwe tory i wreszcie znajdujesz: „W 2016 Firma Niantic zdecydowała się na wypuszczenie Pokemonów pierwszej generacji, jako gry terenowej z elementami rzeczywistości rozszerzonej”.

Gra miejska? Rzeczywistość rozszerzona? Dla ludzi niezaznajomionych z nowinkami technologicznymi mogą być to terminy dosyć niezrozumiałe. Rozwiązywanie wątpliwości w internecie przypomina trochę walkę z mitologiczną Hydrą Lernejską. Gdy tylko rozwikłasz jakiś problem w jego miejsce natychmiast wskakują trzy następne.
Żeby nieco ułatwić sobie zadanie, postanawiasz przekonać się czym jest Pokemon Go na własnej skórze. Co Ci będzie potrzebne? Smartphone z dostępem do internetu? Jest. GPS? Jest. Pozostaje zatem tylko zainstalować aplikację. W międzyczasie doczytujesz, że Pokemon Go wreszcie zamknie usta krytykom gier komputerowych, bo wszyscy trenerzy Pokemon wyjdą na zewnątrz i szukając Pokemonów będą dbać o sprawność fizyczną.

Zainstalowało się. Na ekranie pojawia się jakiś gość. Profesor Willow, wg. którego w naszym, prawdziwym świecie żyją Pokemony i są one niemal w każdym zakamarku. Wybierasz avatar, czyli elektroniczną podobiznę, która będzie Cię reprezentować w wirtualnym świecie. „W Twoim pobliżu jest pokemon!” – wyskakuje powiadomienie. Rozglądasz się wkoło, ale nic nie ma... Pukasz się w czoło i rozglądasz się trzymając w ręku smartphona. Czujesz szybsze bicie serca niczym wędkarz obserwujący ruszający się spławik. Wreszcie jest! Na Twoim psie siedzi Squirtle, czyli coś w rodzaju strzelającego wodą żółwia.

Twój pies nie do końca wie jak się zachować. Zbliżasz się do niego z telefonem i dziwnym wyrazem skupienia na twarzy. Wyczuwa Twoje wielkie emocje i trochę go to niepokoi. Jednocześnie cieszy się, że zwróciłeś na niego uwagę pierwszy raz od powrotu ze spaceru. Decyduje się na lekkie, nerwowe zamerdanie ogonem. „MAM CIĘ!” – krzyczysz triumfalnie i w tym momencie mnóstwo rzeczy dzieje się jednocześnie. Twój smartphone ląduje na ścianie, pies ze skowytem ucieka do kuchni, a sąsiadka z dołu (która potrafi przewidywać przyszłość) stuka miotłą w sufit, żeby tak nie hałasować.

Podnosisz z podłogi telefon – na szczęście cały – i dopiero teraz orientujesz się, że pokeballa rzuca się przejeżdżając kciukiem po ekranie... Łapiesz tego żółwia, którego początkowo niewinny uśmieszek, teraz wydał Ci się nagle dużo bardziej ironiczny. Złapałeś. Pierwszego ze 151. Żeby złapać kolejne musisz ruszyć w miasto. Cóż, przynajmniej pies się dzisiaj nachodzi.
Idąc po schodach powoli zgłębiasz tajniki aplikacji. Są Pokemony, które pojawiają się w różnych lokalizacjach, kapliczki, gdzie możesz dostać Pokeballe, jajka, które możesz wykluwać... jak? Chodząc naturalnie! Trzy kilometry i zwyczajny Pokemon, dziesięć i już powinno się trafić coś ciekawszego. Za osiedlowym śmietnikiem znajdujesz Pidgey’a. Siedzi skulony i zapomniany niczym pisklę gołębia. W okolicach monopolowego łapiesz jakąś glizdę, a chwilę później mało nie zabija Cię rowerzysta, gdy w zapomnieniu gnasz po Eevee.

 

Ale nie chodzi tylko o łapanie Pokemonów. Zdobyte stworki można trenować, dając im cukierki i gwiezdny pył. Z niektórych mogą ponoć wyewoluować dużo potężniejsze bestie. Chwilę zastanawiasz się nad tym czy żółwie jedzą cukierki, czy też może gwiezdny pył... Stwierdzasz, że jednak jesteś noobem i tak czy siak nigdy nie złapiesz i wszystkich.

Żeby w pełni zrozumieć rozgrywkę udajesz się do najbliższego PokeStopu, czyli miejsca, gdzie możesz znaleźć Pokeballa lub jajko do wyklucia. Co ciekawe miejsca te są generowane na podstawie stałych punktów na mapach Google. Co to oznacza? Że w miastach PokeStopy będą przy pomnikach, natomiast poza miastami na ogół w kapliczkach.

Pozostaje Ci jeszcze tylko wybrać się na arenę Poke Gym, gdzie bardziej doświadczeni gracze mogą się ze sobą pojedynkować. Pokemon Go istnieje zaledwie od dwóch miesięcy, ale aplikacja już zdążyła wykształcić przypominające fankluby klubów piłkarskich grupy. Przychodząc na arenę możesz zdecydować, do której grupy chcesz dołączyć. Czerwona Team Valor, niebieska Team Mystic i żółta Team Instinct. Z niejasnych przyczyn dwie pierwsze śmieją się z tej trzeciej.

Kilka Pidgey’ów i Eeveech później zaczyna Cię to nużyć. Na chwile dałeś się porwać, ale czujesz, że na dłuższą metę jest to zabawa raczej dla pasjonatów. Wracając do domu z dumą stwierdzasz, że nadążasz za modą i już Cię nie dziwią mijane po drodze bandy geeków.

Czy to przyszłość? Czy wkrótce wszystkie gry zostaną przeniesione do rzeczywistości wirtualnej? Czy będziemy chodzić po miejskiej dżungli i machać telefonem niczym wiedźmińskim mieczem i zabijać napotkane po drodze potwory? Gry wojenne? Nałożone na miasto obrazy z czasu II Wojny Światowej i latające wszędzie wkoło pociski? Lekcje historii w szkołach mogą stać się dużo ciekawsze. Możliwości są doprawdy nieograniczone...
Póki co jednak parzysz sobie kubek gorącej herbaty, siadasz na balkonie i podziwiasz nieskończone kombinacje, w jakie układają się kłęby sunących po niebie chmur. Wciąż starasz się doceniać nieoczywiste uroki rzeczywistości. Tej nierozszerzonej...

 

Polecamy

Zabawa Sylwestrowa, uroczyste przyjęcie czy ślub to okazje, którym towarzyszy szampan. I właśnie nadejście Nowego Roku jest świetną okazją do przypomnienia, jak powstał ten trunek, cieszący się wielką popularnością i będący symbolem luksusu.

Patrząc na piwo w letnie dni, wielu z nas ma przed sobą w szklance jasnego orzeźwiającego pilsnera. Choć historia piwa jest długa, ten rodzaj piwa istnieje dopiero od połowy XIX wieku. Opanował on świat, a Pilzno stało się miejscem miłych piwnych odwiedzin.

O co w tym wszystkim chodzi? Reguły tej gry wyglądają jak scenariusz podrzędnego horroru. Reguły „Niebieskiego Wieloryba” aranżuje tak zwany „opiekun”. Przez 50 dni trzeba wykonywać określone zadania, polegające na zadawaniu sobie bólu.

Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Ewidentnie musiałem dostać na głowę. Niemniej ów tajemniczy email od znajomego, w którym pisał, bym „zobaczył na własne oczy” i „im nie ufał”, przejął mnie na tyle, że postanowiłem działać.

 

O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna, wie każdy. A marzenia o przystojnym księciu z bajki przybierają na sile z wiekiem, zwłaszcza gdy 30-tkę ma się już dawno za sobą, a zegar biologiczny zaczyna coraz intensywniej tykać.

Obywatele Unii Europejskiej mają prawo do opieki zdrowotnej w dowolnym państwie członkowskim, w Islandii, Liechtensteinie, Norwegii lub Szwajcarii. Aby skorzystać z tego prawa, wystarczy posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego tylko w jednym kraju.

Aniśmy się obejrzeli, a tu Boże Narodzenie stuka do drzwi, z reklam ciśnie się wszechobecny „Santa” z czerwoną czapą i białą brodą, na wystawach sklepów dominuje i kłuje w oczy świąteczno-konsumpcyjny kolor zielono-purpurowy gdzieniegdzie przetykany złotem. W ramach reminiscencji z czasów PRL-u dziś czas na: „ze ślepym o kolorach”.

Czasami zdarza się, że już kilka godzin po myciu włosów, tracą one swoją puszystość, żałośnie opadają i wyglądają nieświeżo. Dlaczego tak się dzieje? Przyczyny szybkiego przetłuszczania się włosów – tak zwanego łojotoku – są dość powszechne i nie do końca zdiagnozowane.

W czasach, gdy nasz mózg jest zalewany niezliczoną ilością informacji, które potem musimy przetworzyć, coraz trudniej przychodzi nam zapamiętywanie numerów, dat, haseł, adresów czy nawet imion.

Nikt nie może być pewnym swojego życia i mienia, kiedy obraduje rząd - mawiają ludziska na całym świecie. Oczywiście w państwach, które dorobiły się w ogóle rządu.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Ani Mru Mru
  • Krakus
  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices