Dziś jest , imieniny obchodzą:

Kurs gotowania

Wizyta teściowej, która wydawała się nie mieć końca, dała mi się nieco we znaki. Mimo mojego postanowienia, żeby żadną miarą nie dawać się mamie Jacka wyprowadzić z równowagi i nie zwracać uwagi na jej kąśliwe komentarze, nie byłam w stanie nie przejmować się jej gadaniem. A gderała od rana do wieczora, wszystko krytykowała i nic się jej nie podobało. Jacek starał się tłumaczyć swoją mamusę, że taka już jest i nic jej nie zmieni, ale ona zwyczajnie podnosiła mi ciśnienie. Szarogęsiła się u nas jak pani na włościach, co mi się zupełnie nie podobało. W końcu dopiekła mi tak do żywego, że postanowiłam nie dać jej więcej powodów do krytyk i pokazać, że wcale nie jestem gorszą od niej gospodynią.

 

Wszystko zaczęło się od niedzielnego obiadu, do którego przyłożyłam się naprawdę bardzo solidnie. Chciałam wyręczyć teściową, która niepodzielnie królowała w kuchni przez cały roboczy tydzień. W sobotę rano wybrałam się z Pawełkiem na zakupy, a od wczesnego wieczoru zabrałam się za szykowanie obiadu na następny dzień. Najpierw postanowiłam zrobić ciasto na deser. Mój popisowy placek ucierany z gruszkami i czekoladą wyszedł całkiem niezły, tylko przybrał jakiś dziwny kształt wulkanu: na środku wysoki, a boki zupełnie opadnięte. No nic, pomyślałam, najważniejsze, że będzie smaczny. Potem zabrałam się za szykowanie kurczaka. Umyłam go, wyczyściłam z resztek piórek, którymi się jeszcze puszył jak na ekologicznego ptaka z fermy przystało. Natarłam mieszkanką ziołową i wstawiłam do lodówki, żeby się zamarynował na drugi dzień. W niedzielę od samego rana zabrałam się za zupę jarzynową z zakupionych dzień wcześniej marchewek, groszków, kalafiora itd. Kurczaka, obłożonego ziemniaczkami i pieczarkami, włożyłam do piekarnika i zabrałam się za porządkowanie kuchni.

Wszystko dobrze szło do momentu, w którym zadzwonił telefon. Moja dawna sąsiadka Irenka zadzwoniła pogawędzić, bo była sama w domu i nudziła się jak mops. Jako, że z natury należy ona do niezwykle gadatliwych osób, bardzo trudno było mi przerwać jej słowotok. Zaczęłam się nieco denerwować, że muszę się skupić na gotowaniu, a nie na jej gadaniu, więc w pół słowa jej przerwałam obiecując, że oddzwonię jeszcze dziś. Z ulgą odłożyłam słuchawkę i zabrałam się obiad, bo już dochodziło południe. Znowu zadzwonił telefon. Tym razem była to moja mama, więc rozmowy z nią nie wypadało brutalnie uciąć. Ustawiłam telefon na głośno mówiący i zabrałam się do gotowania. Trudno szło mi jednak skupienie się na rozmowie z mamą i jednoczesne gotowanie. W końcu udało mi się zakończyć pogawędkę z rodzicielką. Niedane mi jednak było spokojnie szykować posiłku. Jeszcze musiałam przebrać Pawełka, który miał kompletnie przemoczoną pieluszkę i dać mu pić, a potem posadzić przed telewizorem, żeby go na chwilę zająć.

Gdy wróciłam do kuchni, byłam przerażona. Mało czasu, a tyle roboty! Pędem zabrałam się do pracy. Ale cóż z tego. Na wyborny obiad już było za późno. Jak się potem okazało, już niestety przy stole w obecności mojej teściowej, w pośpiechu pomyliłam się i dwa razy posoliłam zupę, więc była praktycznie nie do jedzenia. Ziemniaki z pieczarkami wyschnięte prawie na kość, bo przez te wszystkie rozmowy jak w centrali telefonicznej, ani kurczak ani jarzynki nie były wystarczająco podlewane wodą i masełkiem.

Ekologiczny drób zaś z wierzchu się zbyt mocno przyrumienił, by nie powiedzieć spalił, a od kości surowy był jeszcze. A na koniec – jako ukoronowanie całości – ciasto jak wulkan tuż przed erupcją. Patrząc po zgromadzonych przy stole czułam, że się męczą próbując kolejnych moich „specjałów” . 

W końcu teściowa przemówiła suchym głosem stwierdzając, że niezjadliwe to wszystko jest i lepiej, żebyśmy nie jedli, bo się jeszcze pochorujemy. Rzuciła mi przy tym spojrzenie bazyliszka, lodowate i zabójcze. Jacek starał się załagodzić nieco całą tę niezręczną sytuację proponując zamówienie pizzy, co też zaraz uczynił. Czułam się jak czerwienieję na twarzy, nie tylko ze wstydu, ale i ze złości. Zebrałam ze stołu talerze i sztućce i z brzdękiem rzuciłam wszystko do zlewu. Miałam dosyć. Tyle wysiłku i na nic. Lepiej było podać śledzie ze słoika i kromkę chleba. Wiem, że nie gotuję jak mistrz kulinarny i nie nadaję się do udziału w konkursie o złotą patelnię, ale to w końcu nie moja wina, że ciągle mi przeszkadzano i rozpraszano na wszystkie sposoby. O nie, moja droga, zwróciłam się w myślach do mojej teściowej, wygrałaś bitwę, ale ja wygram wojnę. Bowiem jak mawiała świętej pamięci babka Łucja: Nauczyć się można wszystkiego, choć nieraz zacięcia trzeba sporego, ale jak sobie kobieta coś dobrze postanowi, to nawet i wieloryba złowi.

 

Wiedziałam, że moja dawna sąsiadka Irenka to prawdziwa skarbnica wiedzy o tym co, gdzie, jak i za ile. Zadzwoniłam do niej opowiadając o nieudanym obiedzie i potrzebie dokształcenia się kulinarnie. Dostałam namiary na panią Bogusię, która uczy niedoświadczone gospodynie gotowania, wypiekania, duszenia (nie teściowych, ale mięsiwa i warzyw), grillowania i smażenia. Mogłam zacząć już za dwa tygodnie, bo akurat zaczynał się nowy kurs w kameralnym gronie. Początkowo szło mi jak po grudzie, ale nie byłam jedyną kulinarną nieudacznicą w gronie, więc się tym nie zrażałam. Wiedziałam, że za miesiąc, dwa lub trzy nabiorę wprawy i na Wielkanoc zaskoczę mamusię Jacka tak, że zupełnie zbaranieje. A to będzie największa dla mnie nagroda, poza zadowolonym i dobrze nakarmionym mężem rzecz jasna. Bo przecież – jak powszechnie wiadomo – przez żołądek do serca mężczyzny najłatwiej jest trafić, trzeba tylko choć trochę gotować potrafić – jak często powtarzała moja ukochana świętej pamięci babka, mając jak zawsze rację.

Anna Karska

Polecamy

8-ego września przypada Międzynarodowy Dzień Alfabetyzacji, obchodzony co roku przez państwa ONZ w ramach programów walki z analfabetyzmem.

Kradzieże telefonów komórkowych (w szczególności smartfonów) są w obecnych czasach na porządku dziennym. Małe i bardzo często drogie urządzenia są idealnym celem dla przestępców, którzy sprzedają kradzione urządzenia.

 

  Dorośli wołają na alarm, krzyczą, zakazują, nakazują, odłączają, zabierają kable …i nie znajdują złotego środka, by odciągnąć dziecko od sprzętu elektronicznego.

31 maja Amatorski Teatr dla dzieci „Złoty Jeż” zakończył sezon bajką pt. „Dwa liski”. Spektakl odbył się w Domu Polskim.

W zeznaniu podatkowym za rok 2016 jest 885 kodów. To 75 kodów więcej niż w zeznaniu za rok 2015. Najwięcej zmian, a tym samym najwięcej nowych kodów doszło w części związanej z odliczeniami kredytów hipotecznych.

 

Spośród wielu znakomitych belgijskich piw wyróżniają się te robione przez zakony trapistów. Uznanie ich wyjątkowego charakteru pozwoliło nie tylko na obecność w Belgii, ale i na całym świecie. Tego dowodem jest również upodobanie innych zakonów rozsianych w Europie i poza nią.

Naukowcy oskarżyli sprzątaczki

 

Myślę, że każdy majowy, słoneczny dzień powinien być świętem i ten, dla nas, zgromadzonych na II Kongresie Kobiet w Brukseli, na pewno takim świętem był. Znów zjechało się do Brukseli mnóstwo wspaniałych kobiet, żeby pogadać, posłuchać, podyskutować i poznać się.

Szefowa naszej firmy – coraz bardziej zagoniona i zajęta – nie miała tym razem nawet czasu na zaplanowanie przyjęcia sylwestrowego czy świątecznej kolacji dla swoich pracowników.

Felix zdecydowanym ruchem otworzył tylne drzwi policyjnego wozu i wepchnął do środka zalaną łzami Anitę. Mgła zasnuwała jej oczy, lecz mimo to nie mogła oderwać wzroku od policjantów ładujących do karetki zakrwawionego Carlosa. Felix zatrzasnął za nią drzwi i krzyknął do kierowcy, by ruszał. Ten odjechał z piskiem opon, aż wgniotło skuloną postać kobiety w siedzenie.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Krakus
  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 03
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Gimnazjalistów
  • Koncert Budki Suflera

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices