Dziś jest , imieniny obchodzą:

Przekreślone marzenia

Mam przyjemność rozmowy z Emmanuelem Wiśniewskim, nowym nabytkiem Polonii Boitsfort, wychowankiem słynnego Anderlechtu Bruksela, zawodnikiem takich klubów jak K.S.C. Lokeren czy La Louvière, ale przede wszystkim piłkarzem, który całe serce oddał piłce nożnej. Miał swoje okazje, aby zajść naprawdę wysoko, lecz za każdym razem na jego drodze stawały poważne kontuzje.

 

Witam Emmanuel, Twoja historia jest niesamowita. Jako 7-latek trafiłeś do popularnego Anderlechtu, w którym przechodziłeś przez wszystkie szczeble wiekowe. Jak to było?
Tak naprawdę to zacząłem grać w tym klubie, jak miałem 6 lat. Tato z dziadkiem zapisali mnie do Anderlechtu, przeszedłem testy i zacząłem grać dla zespołu. Nie pamiętam dobrze początków, ale z tego, co dziadek opowiada, to byłem jednym z najlepszych piłkarzy. Jak każdy dzieciak, nazbierałem mnóstwo medali i pucharów. Nie chwaląc się, do 13 roku życia byłem chyba największym talentem klubu. Jako kapitan musiałem dawać przykład. Piłka nożna była dla mnie wszystkim. Potem to już inna bajka, zaczęły się małe kontuzje, inne zainteresowania. Jako 16-latek zacząłem chodzić na siłownię, nie mając pojęcia na ten temat. Miałem instruktora, nie trzymałem żadnej diety, podnosiłem najcięższe ciężary, przez co nie miałem sylwetki piłkarza, byłem za ciężki, brakowało mi koordynacji i kondycji fizycznej. Chciałem rzucić piłkę, ale mój dziadek i tato zdołali mnie odpowiednio zmotywować. Nagrodą po ciężkiej pracy było powołanie do reprezentacji Polski U18, ale kontuzjowany i ze słabą kondycją nie zdołałem nic udowodnić. Mimo wszystko Anderlecht pozostaje dobrym wspomnieniem.

Zaplecze tak wielkiego klubu zapewne różni się od pozostałych belgijskich drużyn?
Myślę, że infrastruktura klubu jest najlepsza w Belgii, tym bardziej, że Anderlecht zbudował nowe centrum szkolenia w Neerpede. Co roku ze szkółki wychodzi parę młodych talentów, które są sprzedawane do większych klubów, albo grają przez krótki czas w pierwszej drużynie, po czym ruszają dalej, na podbój piłkarskiego świata (Januzaj, Lukaku, Kompany,…). Dzięki takiej infrastrukturze i jakości treningów, praktycznie wszystkie młodzieżowe drużyny „Fiołków” są mistrzami w swoich kategoriach wiekowych.

W wieku 18 lat zostałeś zawodnikiem pierwszoligowego K.S.C. Lokeren?
Tak, to prawda, dzięki temu transferowi miałem możliwość zrealizowania mojego marzenia. Przygotowania do sezonu rozpocząłem z drużyną U21. Wszystko było na dobrej drodze, nadrabiałem problemy kondycyjne. Byłem tak wszechstronnym piłkarzem, że bez problemu mogłem grać na każdej pozycji. Niestety, po dwóch świetnych miesiącach doznałem kontuzji. Biorąc pod uwagę fakt, że kadra była bardzo konkurencyjna, a ja miałem dopiero osiemnaście lat, zostałem przesunięty do drużyny U19. Trening po treningu, mecz po meczu, odczuwałem coraz większy ból w okolicach pachwiny. Wytrzymałem do przerwy zimowej, po czym trafiłem na stół operacyjny, gdzie przeprowadzono na mnie bardzo skomplikowaną operację pachwin.


Rok później kolejne przenosiny, tym razem do La Louvière.
Tak, tym razem zagrałem cały sezon z U21. Był to dla mnie dobry moment, powrócił głód gry i piłkarskie emocje z tym związane. Niestety klub La Louvière przechodził kryzys i nie płacił zawodnikom. Piłkarze żyli w niepewności, gdyż nie było wiadomo, jak potoczą się ich losy. Chcąc zaistnieć w świecie futbolu, wiedziałem, że muszę poszukać szczęścia gdzie indziej.

Po dwóch latach klub został zdegradowany. Co się dokładnie wydarzyło?
Jak już mówiłem, problemy zaczęły się dużo wcześniej. Ogromne problemy finansowe przyczyniły się do rozpadu klubu, który został zdegradowany z pierwszej do trzeciej ligi. Jednak popularne „Wilki” nie poddały się. La Louvière jest zespołem z wielką rzeszą kibiców i dużym stadionem. Dzięki fuzji z sąsiednim Union Centre uratowano sytuację i tak właśnie powstał dzisiejszy La Louvière Centre.

Od roku 2009 do 2012 nie grałeś praktycznie w piłkę – z jakiego powodu? Kolejna kontuzja?
Dokładnie, po mojej przygodzie w La Louvière, pojechałem na wakacje do Polski, a dokładniej do Łodzi. Już na miejscu, znajomy rodziny załatwił mi testy w Widzewie. Pomyślałem – dlaczego nie? W końcu moim marzeniem było zostać zawodowym piłkarzem. Czułem, że to może być ostatnia okazja, aby przebić się do „wielkiej piłki”. Nadszedł dzień testu. Zajęcia odbywały się na płycie treningowej, tuż przy stadionie. Były stałe fragmenty gry, gra na posiadanie, aż w końcu przeszliśmy do pojedynków „jeden na jeden”… Chciałem minąć swojego przeciwnika zwodem, upadłem na ziemię, kolano momentalnie spuchło. Okazało się, że zerwałem wiązadła krzyżowe w prawym kolanie. Byłem załamany tą sytuacją. Moje marzenia legły w gruzach, przestałem grać w piłkę…

 

Myślałeś o zakończeniu kariery?
Po tej kontuzji moja kariera się skończyła, a przerwa w grze trwała dwa lata. Byłem tak zniesmaczony piłką, że nawet nie oglądałem jej w telewizji, nie chciałem mieć z tym sportem już nic wspólnego. Zacząłem studia z zakresu fizjoterapii. Z jednej strony miałem nadzieję na pozostanie w świecie sportu, a z drugiej chciałem pomagać młodym, kontuzjowanym zawodnikom osiągać swoje cele. Dwa lata po kontuzji zdecydowałem się na operację kontuzjowanego kolana. Na lekcjach fizjoterapeutycznych mieliśmy zajęcia z różnych dziedzin sportu, co zmobilizowało mnie do tego, aby po raz ostatni spróbować swych sił w piłce.

W czerwcu 2012 połączyłeś się z Black Star FC, klubem znacznie niżej notowanym od poprzednich. Była to próba odbudowania się jako zawodnik czy chodziło jedynie o uprawianie ukochanego sportu, ale już „na spokojnie”?
Po 6-miesięcznej rehabilitacji znajomy z dzieciństwa wyszedł z propozycją, abym dołączył do jego drużyny, która grała wtedy w 3. lidze okręgowej. Śmiałem się, myślałem, że robi sobie ze mnie jaja. Przedstawił mi to jako wyzwanie: że jest to dobra poukładana drużyna, że będę podstawowym zawodnikiem i że mogę liczyć na dobrą zapłatę. Zgodziłem się. Drużyna faktycznie stała na dobrym poziomie, mogłaby spokojnie grać w pierwszej lidze okręgowej. W pierwszym sezonie zajęliśmy drugie miejsce, a w następnym zdobyliśmy mistrzostwo i upragniony awans. Próbowałem powrócić do dawnej dyspozycji, nigdy mi się to nie udało, w większości przez niekończące się małe kontuzje. Mimo to miałem predyspozycje, aby na spokojnie grać w ligach okręgowych. FC Black Star przyjął mnie z otwartymi ramionami, bez żadnych testów. Zaufali mi i za to jestem im niezwykle wdzięczny.

Dwa lata gry i kolejna zmiana, tym razem R.S.D. Jette.
Po mistrzostwie z Black Star, zaczęły się negocjacje kontraktów na następny sezon. Okazało się, że klub został przejęty przez samego kapitana reprezentacji Belgii. Vincent Company, miał swój projekt pod nazwą BX Brussels. Byliśmy bardzo podekscytowani faktem, że jest to ogromna reklama dla klubu, a także dla zawodników. Niestety, rozbieżności w negocjacjach z nowa dyrekcją były tak duże, że zdecydowałem się na opuszczenie klubu. Reszta zawodników z trenerem włącznie zrobiła to samo. Nasz trener objął stery R.S.D. Jette, zabierając przy tym paru zawodników z Black Star. Ja także się z nimi związałem, ale już jako fizjoterapeuta. Mimo że byłem członkiem sztabu technicznego, to nadal trenowałem z pierwszą drużyną, która grała wtedy w drugiej lidze okręgowej. Zaliczyłem nawet parę meczy.

Rok później trafiasz do FC Polonii. Umówmy się, mogłeś jeszcze parę ładnych lat pograć na o wiele wższym poziomie. Co spowodowało, że zdecydowałeś się na takie posuniecie?
Przed sezonem miałem parę ciekawych propozycji z drugiej lidze okręgowej. Najbardziej zainteresowanym klubem był Wezembeek. Miałem 26 lat i pomyślałem sobie, że lepiej będzie, jeśli skupię się na studiach. Jednak po raz kolejny „pękłem” i złączyłem się z FC Polonią. Klub zrobił krok do przodu, zmieniając amatorską federację KAVVV na Belgijski Związek Piłki Nożnej. To był główny powód, dla którego wybrałem Polonię, aby razem z klubem podjąć to nowe wyzwanie, historyczne dla najstarszego polonijnego klubu w Belgii. Jeszcze przed sezonem miałem okazję zagrać parę meczy z tym zespołem i widząc, co się dzieje wokół klubu zdecydowałem, że chcę być jego częścią. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że się nie pomyliłem. Piłkarze są zmotywowani, jest dobry poziom. Zespół może liczyć na zarząd oraz wyjątkowych kibiców.

Masz 26 lat, idealny wiek dla piłkarza. Czy grę w Polonii traktujesz jako piłkarską emeryturę?
Wiek nie gra tu roli, ważne jest, jak się czujesz w swoim ciele. Przez te wszystkie lata nazbierałem trochę doświadczenia na boisku i poza nim. Dzięki temu jestem bardzo spokojnym zawodnikiem. Mam jeden cel w tym sezonie – chciałbym odbudować jak najlepszą kondycję oraz na nowo poczuć głód gry. Jeśli kontuzje będą mnie omijały, to mam nadziejeę zagrać na poziomie 3-4 ligi.

Mało kto wie, że Twoja rodzina już od ponad 30 lat związana jest z Polonią. Twój dziadek jest jednym z założycieli klubu, a tata grał jako aktywny zawodnik. To niesamowite.

Najstarsi ludzie związani z klubem na pewno pamiętają. Mój dziadek miał duży wkład w powstanie Polonii. Zawsze był pasjonatem piłki nożnej. Zawsze bardzo mnie wspierał i robił wszystko, aby mi się w piłce udało. Mój tato także należał do klubu, był piłkarzem, potem bramkarzem, jednak jego także dotykały przeróżne kontuzje.

Aż boję się zapytać, ale czy masz syna?
Nie mam i się nie spieszę.

Wiesz, że jest duże, a nawet bardzo duże prawdopodobieństwo, że kiedyś będzie grał w Polonii? To już chyba taka tradycja?
Kto wie? Czas pokaże. Jeśli Akademia FC Polonia nadal będzie prężnie się rozwijać, to jestem przekonany, że będzie to idealne miejsce dla każdego dziecka.

Jak się odnajdujesz w polonijnym klubie?
Czuję się bardzo dobrze. Atmosfera na boisku i w szatni jest niesamowita. Jest duże zaangażowanie i sporo chęci. Dzięki temu wyniki na pewno nadejdą.

Jak przyjęli Cię nowi koledzy i trener?
Bardzo dobrze. Ze wszystkimi mogę rozmawiać o wszystkim i o niczym. Odnoszę wrażenie, jak gdybym wszystkich znał od bardzo dawna i nie ma znaczenia, czy są to ludzie z zarządu, trenerzy czy sami zawodnicy. Rywalizacja jest zdrowa, trener bardzo kompetentny. Treningi bardzo dobrze i różnorodnie przygotowane. Szczerze przyznaję że treningi trenera Piekarskiego są lepsze niż w Black Star.

Jakie cele stawiasz przed sobą, przed drużyną?
Chciałbym powrócić do swojego najlepszego sezonu. Jeśli ominą mnie kontuzje, to na pewno dam radę. Myślę, że grając defensywnego pomocnika potrafię wprowadzić dobrąrównowagę w drużynie. Przyszedłem do Polonii, aby zdobyć mistrzostwo i to jeszcze w tym sezonie.Drużyna ma potencjał i ogromną szansę, aby ten cel osiągnąć.

Polecamy

W związku z artykułem pt. „Paszport dla dziecka” zamieszczonym NOWINKACH w nr 6 (68) w czerwcu 2015 r., chciałbym zwrócić uwagę na nieścisłości i błędy dot. spraw paszportowych, które pojawiły się w rzeczonym artykule:

 

Nareszcie doczekałam się lata i upragnionego urlopu. Ze względu na Pawełka, nie planowaliśmy żadnych wypraw w dalekie, egzotyczne zakątki naszego globu.

Bez wątpienia klimat w Belgii jest znacznie łagodniejszy niż w Polsce, a co za tym idzie i wiosna nadchodzi znacznie szybciej.

Odrzucenie spadku często jest jedynym wyjściem w celu uniknięcia długów spadkowych, które często przewyższają wartość samego spadku.

 

Wiatr we włosach, rumień na polikach, czas jakby stojący w miejscu, niemający znaczenia dla dziejącej się przygody. Stan flow, mówiąc psychologicznym językiem, albo stan beztroski, typowy dla dzieci. Kiedy czułeś go ostatni raz?

Bogna ma mieszane uczucia za każdym razem kiedy wraca z Polski do Belgii. Nie tylko nie jest pewna tego, które z tych miejsc nazwać domem, ale już same emocje są dwojakie.

Ryanair to tanie linie lotnicze, które obsługują 200 lotnisk w 32 krajach Europy. Przewoźnik ten posiada 84 bazy i obsługuje w sumie 1800 tras. W Polsce, ma on już ponad 30 procentowy udziału w rynku. Drugie miejsce zajmują wspólnie Wizz Air i PLL LOT.

Odległość do Brukseli w linii prostej: 1272 kilometrów. Odległość drogowa: trzeba dodać dwieście kilometrów! Lublin, Krakowskie Przedmieście. Ale tu, w Lublinie – proszę bardzo, szyld: „Mała Belgia”.

23 czerwca Brytyjczycy zagłosowali za opuszczeniem struktur unijnych. W referendum uczestniczyło 72,2 proc. uprawnionych do głosowania, z czego 51,89 proc.

Miło mi Cię spotkać w studio RTL w Brukseli. Właściwie nasze spotkanie zawdzięczamy czystemu przypadkowi. Kiedyś zauważyłam Twój profil na Facebooku wśród proponowanych znajomych. Zaintrygowało mnie imię Bartosz, które brzmi typowo po polsku.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Krakus
  • Ani Mru Mru
  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Gimnazjalistów

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices