Dziś jest , imieniny obchodzą:

Opresja rządu, viagra i haszysz

Różnice między Belgią a Irlandią są dość spore. Dla nas – Polaków pracujących poza granicami Polski – najważniejszą z nich jest prawdopodobnie to, że z Belgii do Polski, jak Ojczyzna wezwie, na upartego dojść można piechotą. Z Irlandii się nie da. Ale są i podobieństwa: porównajcie swój żywot człowieka poczciwego na beneluxowej emigracji z żywotem... no właśnie. Czy to w ogóle da się porównać???

 

***

Tony jest sympatycznym 34-latkiem, pochodzi z irlandzkiego zadupia, czyli z hrabstwa Mayo i jak raz przyjechał do stolicy szczęścia szukać, składa stosowne papiery i od ręki uzyskuje jobseeker benefit, czyli 752 euro miesięcznie. Słabo, tym bardziej, że trzeba się fatygować osobiście na pocztę po gotówkę (pracownik na Zielonej Wyspie ma wypłatę raz na tydzień, więc rząd uznał, że i bezrobotny będzie miał tak samo). Wsparcie to nie jest zagrożone – w zasadzie – żadnym terminem „koniec zasiłku” na horyzoncie.

 

Tony zatem stoi w kolejce każdego poniedziałku i kwituje odbiór 188 euro. Do tego dostaje rent supplement, co oznacza kolejne kilkadziesiąt euro, jako wsparcie do wynajmowanego w Dublinie locum. By miał dzieci, by miał kolejne wsparcie; ale Tony nie ma dzieci. By miał auto, by miał dodatek na paliwo; ale Tony nie ma auta. Musi więc ogarnąć się sumą 900 euro miesięcznie. Jak żyć?

 

Kiedyś oczywiście było lepiej. Tony wspomina z rozrzewnieniem dni, kiedy nie musiał chodzić po zasiłek w deszczu na pocztę, zresztą, jak to w Irlandii, w obie strony pod górkę, a jeszcze trzy puby po drodze. Rząd wysyłał Tony’emu kasę wprost na konto. Tony ma więc niejaki żal do Polaków, boć wiadomo, że to przez nich skończyła się wygoda, a zaczęły się niedogodności i łażenie po deszczu.

 

Polacy wykombinowali, że jak rząd Celtyckiego Tygrysa płaci na konto co tydzień prawie 200 euro, to po co siedzieć w Irlandii (gdzie w obie strony pod górkę, trzy puby, no i klimat nie halo za bardzo), przecież można z jakimś pożytkiem w Polsce działać i tam spokojnie chodzić – co poniedziałek – do bankomatu. Takie piwo w barze w Polsce pięć zeta, a piwo w Irlandii pięć euro, różnica jest?! Paczka marlboro na Wyspie prawie 10 euro, różnica jest?!

 

No i przez Polaków opresyjny rząd wprowadził odbiór gotówki osobisty, no i na irlandzkich pocztach porobiły się od razu kolejki. I się teraz mieszają, jak budowniczowie góry Babel: Polacy, Irlandczycy, Nigeryjczycy, Wenezuelczycy, Cyganie, Hiszpanie i komu tam jeszcze zasiłek do życia potrzebny.
Tyle, że baby i baby z dziećmi (bo jest rozróżnienie i porządek), w innych dniach pobierają, to i spokój w poniedziałkowej kolejce większy. Ale – było kiedyś lepiej, słali na konto do banku, normalni ludzie przynajmniej spokojnie wtedy mogli znaczek kupić czy paczkę jaką wysłać. Biednemu, wiadomo, zawsze wiatr w oczy, a wszystko przez Polaków.
Tony’emu w zasadzie pracować się nie opłaca. Pójdzie na zmywak, naharuje się, narobi, a dostanie minimalne 8,65 euro na godzinę.
Łatwo policzyć, 8,65 razy ustawowe 39 godzin daje 337 euro tygodniowej wypłaty. A teraz ma 200 na wejściu i czasu od cholery, żeby coś dorobić.

 

Goli się Tony, staje przed lustrem, patrzy tak, patrzy na siebie. Brunet, baczki, czupryna, klata z lekkim misiakiem, typ włoski. Szast-prast, ubiera się, idzie do sąsiada. Shaemus siedzi w domu, hoduje na boku gołębie w budzie pobudowanej na backyardzie. Ptactwo po odhodowaniu opyla raz na pół roku gdzieś w Walii; gołębie do klatek, klatki do kombi, kombi na prom i już jesteś w Holyhead po drugiej stronie Morza Irlandzkiego, gdzie czeka umówiony internetem kontrahent ze sterlingami upchanymi po kieszeniach.

Tymczasem idą z Sheamusem do pubu, załatwiają sprawę: Tony od ręki uzyskuje nielimitowany dostęp do sprawnej sąsiadowej drabiny z aluminium oraz niesprawnego roweru. W Aldim po drodze i z rozpędu Tony inwestuje pięć euro; kupuje w promocji 3 litry płynu do mycia szyb, gąbka i zmywak-wycieraczka z zieloną rączką w gratisie. Tony doskonale wie, że większość domów na Mulhuddart, dość zresztą niespokojnej dzielnicy zachodniego Dublina, ma okna otwierane wyłącznie na zewnątrz. Z wnętrza żadna gospodyni nie umyje, a na piętrze to już w ogóle; o myciu bez drabiny nie ma co marzyć. A on drabinę ma, którą mocuje do niesprawnego roweru. I ma wiadro, ma własny płyn, ma gąbkę w gratisie i ma wreszcie: włoską urodę i ujmujący uśmiech. A kilka okien w domu to 20-30 euro, zresztą zależy.

 

Już po kilku dniach Tony widzi, że zawsze, ale to zawsze do mycia szyb kontraktują go panie w szlafrokach, których mężowie właśnie pojechali do pracy, a które przed chwilą wyprawiły swoje pociechy do szkół. Tony staje na drabinie, myje okno do sypialni na piętrze. Tony wchodzi do sypialni, wymyć przecież trzeba też od środka. Tony łączy więc przyjemne z pożytecznym. Zawsze jednak – tym razem nie ma co zganiać na Polaków – pojawiają się problemy. Bo Tony już w trzecim domu pod rząd nie ma siły na przyjemne, na pożyteczne zresztą też nie. Idzie do domu, zaczyna myśleć: jak by tu podnieść wydajność z hektara.

 

Rozwiązanie znajduje się samo, dzięki polityce opresyjnego, irlandzkiego rządu i jego uregulowań wobec zasiłkowców. Wystarczyło pomyśleć. Tony łapie swój medical card, maszeruje do lekarza rodzinnego i oznajmia, że popadł w depresję z powodu niewydolności seksualnej. Rodzinny kiwa głową i szast-prast – wypisuje Tony’emu receptę na paczkę viagry. Tony za medykament płaci w aptece 4,50 euro. Bo Opresyjny pochylił się kiedyś nad niedolą i społecznym wykluczeniem zasiłkowców i teraz za każdy lek płacą oni w aptece tyle samo, ile kosztuje niecała pinta guinnessa w pubie.

 

Wraca więc Tony do swojego zdezelowanego roweru, drabiny, gąbki i gospodyń w szlafrokach, ale prawda jest brutalna: na viagrze nie ma jakoś serca do roboty. Trzeba wymyślić coś innego, Tony siada na sofie, patrzy w płomienie elektrycznego kominka. Z jednej strony ma dwa, z drugiej strony ma dwa, z łatwością dodaje i wychodzi mu cztery. Jakie proste! Przecież rzuca się samo w oczy, aż się prosi, by podnieść kasę z chodnika.

 

Rower z drabiną wracają do gołębiarza, szlafroki bezefektywnie wyglądają zza czystych szyb, Tony inwestuje w skórzaną kurtkę, kowbojki i okulary. Dociera do dobrych ludzi, którzy oryginalną viagrę oferują na ebay’u. Przebitka kolosalna, nakarmią się wszystkie strony. Dobrzy ludzie nie są Irlandczykami, ale dogadać się można bez problemu, zresztą kapitał nie zna języków narodowych. Tony’emu nawet pasuje nieszablonowy sposób transakcji. Bo dobrzy ludzie mają mało viagry na sprzedaż, ale za to dużo haszyszu. Należność za niebieskie pigułki Tony bierze zatem w barterze, ale za to po cenie hurtowej.

 

Problem (zawsze te problemy, jak tylko Tony coś wymyśli), problem zatem jest taki, że lekarz rodzinny powoli już nie chce wypisywać mu viagry, że mówi coś o hospitalizacji. Trzeba siąść, pomyśleć, popatrzyć w elektryczny kominek, sprawdzić monitor rządowy, ciekawe czy Opresyjny czegoś znowu nie wymyślił. Siedzi więc Tony w domu, cała ulica wie, gdzie się można dobrze i tanio zaopatrzyć. Strachu raczej nie ma, sami swoi, przychodzą głównie znajomi z poniedziałkowej kolejki...
Baby z wtorkowej też.

PS. Od początku roku 2016 minimalna płaca w Irlandii wzrośnie do poziomu 9,15 euro na godzinę. Netto!

Polecamy

Pracownik, który nie ukończył jeszcze 25 roku życia, a ukończył w danym roku szkołę oraz przepracował minimum 1 miesiąc, mając umowę o pracę, może w następnym roku skorzystać z prawa do urlopu dla młodych pracowników. Taki urlop jest uzupełnieniem niepełnego wymiaru urlopu płatnego.

Roger Martin Maluga – wokalista estradowy. Wychowanek Domu Kultury im. Henryka Jordana w Siemianowicach Śląskich. Uczeń Eli Zapendowskiej. Wrażliwość jest jego siłą w życiu, jak i na scenie. Od czterech lat mieszka w Holandii oraz podbija ją muzycznie.

Wszystko, co dzieje się wewnąrz nas, nasze oceny, sądy, opinie, to, co mówimy lub myślimy jest afirmacją. Wpływa zatem na rzeczywistość, w jakiej żyjemy i kształtuje ją w sposób, w jaki sobie życzymy. Dlatego też ważne, by uważnie formułować te stwierdzenia.

Z dniem 1 października wprowadzono w Belgii szereg zmian w dotychczas obowiązujących przepisach. Oto najważniejsze z nich:

 

Wiosenna pogoda i dłuższe dni obudziły w nas potrzebę kontaktu z naturą. Oboje z Jackiem, a i Pawełek też, potrzebowaliśmy wystawić nasze blade i zmęczone po zimie buźki na słońce.

Mam przyjemność rozmowy z prezesem oraz jednym z założycieli halowego klubu piłkarskiego FC SOKÓŁ BRUKSELA Piotrem Razniakiem.

 

Skąd wziął się pomysł na założenie (kolejnego) polonijnego klubu w Brukseli?

Wyborcy przebywający w dniu wyborów za granicą będą mogli wziąć udział w głosowaniu, jeżeli posiadają ważny polski paszport lub dowód osobisty oraz zostaną wpisani na podstawie osobistego zgłoszenia do spisu wyborców sporządzonego przez konsula właściwego terytorialnie dla mie

Znaczki lojalnościowe – getrouwheidszegels/timbres de fidélité

Marzec w potocznej świadomości kojarzy się ze świętowaniem Dnia Kobiet oraz Dnia Wagarowicza, kiedy to dziatwa w całej Polsce topi tak zwaną Marzannę przeganiając tym samym zimę do morza.

„Nobody’s perfect”- wyśpiewują artyści piosenek do młodzieży, a sami już co nieco sobie podciągnęli, zoperowali i dzień zaczynają od biegu lub treningu na siłowni. Dzieci w przedszkolu wiedzą, że trzeba dobrze wyglądać. Nie zdobędzie się sympatii, będąc niewidzialnym.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness
  • Ani Mru Mru
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices