Dziś jest , imieniny obchodzą:

Światełko w tunelu

Wywiad z Panem mgr. inż. Arkadiuszem Sulkowskim, Górnikiem z Jastrzębskich Spółek Węglowych.

 

Wszyscy wiemy, że praca górnika jest ciężka i niebezpieczna. Czy mógłby Pan nam zdradzić, ile lat pracuje pan w tym zawodzie?
- Z górnictwem związany jestem 21 lat, pracę kopalni podjąłem bezpośrednio po ukończeniu szkoły średniej, trochę przypadkowo, bo nie znalazłem pracy w moim zawodzie. Dziś nie zamieniłbym tej pracy na żadną inną, może to dziwne, ale ta praca wciąga. Bywają też dni, kiedy człowiek jest już skrajnie wyczerpany i ma wszystkiego dość.

Tak szczerze, czy lubi Pan swoją pracę?
- O tak! W tej pracy nie ma monotonii. Nigdy nie wiem, co mnie dziś spotka, z jakim zagrożeniem przyjdzie mi się zmierzyć, ocena zagrożenia, nie wyobrażam sobie innej pracy. Ogólnie rzecz biorąc górnictwo daje mi dużo satysfakcji.

Często zawód górnika przechodzi z ojca na syna. Czy w Pańskiej rodzinie tak było?
- W gruncie rzeczy tak, choć nikt mnie nigdy nie namawiał do pracy w kopalni. Mój ojciec i dziadek też pracowali na „grubie” („gruba” – kopalnia po Śląsku). Miałem swobodę w wyborze zawodu. Nie znalazłem pracy w swoim zawodzie wyuczonym (elektronik), a zbieg okoliczności skierował moje kroki do kopalni, czego nie żałuję. Już w trakcie pracy skończyłem studia inżynieryjne związane z górnictwem (specjalizacja maszyn górniczych) i magisterskie (bezpieczeństwo i higiena pracy w górnictwie).

Czy mógłby Pan powiedzieć nam kilka słów o mundurze galowym górnika? Jak się w nim Pan czuje? Kiedy go Pan wkłada?
- Mundur dla górnika to rzecz święta, wkładam go kilka razy do roku, obowiązkowo na Barbórkę. Tego dnia jest odświętna msza w kościele oraz przemarsz ulicami miasta. Wkładam go również wtedy, kiedy zakłada się go ze smutkiem, czyli na pogrzeb naszych kolegów z pracy. Potem starannie chowam do szafy w specjalnym pokrowcu. Mój mundur ma teraz 15 lat, nigdy nie był prany, prasowany, a wygląda jakby dopiero spod igły wyszedł, to bardzo dobry materiał. Jedynie pióra na czako zaczynają trochę tracić biały blask.

Czy zna Pan jakąś legendę związaną z górnictwem i czy ma ona jakiś wpływ na Pańską pracę?
- Chyba każdy słyszał o Skarbniku, naszym podziemnym opiekunie, którego nie można wkurzyć, bo cię spotka nieszczęście. Zawsze podczas zjazdu trzeba się z nim przywitać, dźwigając hełm do góry, mówiąc „Szczęść Boże”. Takim pozdrowieniem witamy się także z kolegami na dole. Czasem w trudnych sytuacjach prosi się go o pomoc i chyba pomaga, bo zawsze w odpowiednim momencie przychodzi rozwiązanie problemu. Inna legenda mówi, że na Barbórkę ktoś zawsze odchodzi, dlatego w okresie przed naszym świętem zwraca się szczególną uwagę na to żeby nie doszło do wypadku. Jest to trudny i niebezpieczny czas, a nadejście czwartego grudnia pozwala dopiero odetchnąć i zrelaksować się.

Czy nie boi się Pan, że czasem coś pójdzie nie tak i dojdzie do katastrofy w kopalni?
- Niestety czasem tak. Wydobywamy z coraz głębszych pokładów. Zwiększa się ilość zagrożeń, coraz mniej ludzi sprawia, że jest coraz więcej obowiązków dla pozostałych. Z drugiej strony stosuje się coraz nowsze technologie, wykorzystuje najnowocześniejsze maszyny i urządzenia, które zwiększają nasze bezpieczeństwo. Trzeba jednak zawsze pamiętać, że natura jest nieokiełznana i należy się liczyć się z każdym zagrożeniem.

Jakie ma Pan wspomnienia z lat, kiedy zaczynał Pan pracę w górnictwie? Czy były jakieś wahania?
- Początki były trudne, pierwszy dzień pamiętam do dzisiaj. Najpierw zjazd „szolą”, czyli naszą górniczą windą. Żołądek podchodził mi do serca. Potem pierwsze podejście do ściany, czyli miejsca, skąd wydobywa się węgiel. Kiedyś kolega zasterował obudową i usłyszałem trzaski, a ze stropu posypały się kamienie, byłem blady jak duch. Jednak w tych warunkach szybko można się przyzwyczaić do hałasu, zapylenia, wibracji, ciemności… Dziś wspominam to ze śmiechem.

Czy kiedykolwiek groziło Panu jakieś niebezpieczeństwo?
- Tak, nieraz. Najgroźniej było chyba, kiedy nastąpił pożar w ścianie. Usłyszeliśmy kilkanaście wybuchów. Pomyśleliśmy, że może strzelają, ale za chwilę wszystkie maszyny stanęły i przez łączność głośnomówiącą usłyszeliśmy, że trzeba się ewakuować. Wszyscy zdążyli, wtedy obyło się bez ofiar, do domu wróciłem o 03:00 w nocy, klęknąłem i dziękowałem Bogu za ocalenie. Chyba wtedy zdałem sobie dopiero sprawę jak realne było to zagrożenie.

Wiem, że ma Pan syna. Czy chciałby Pan żeby poszedł w Pana ślady?
- Nie. Chciałbym, żeby jego praca była całkowicie bezpieczna, dlatego nie będę go namawiał. Ale jeżeli sam by podjął taką decyzję to oczywiście będę go wspierał i w miarę możliwości pomagał oraz przestrzegał przed podejmowaniem zbędnego ryzyka, mocno uczulał na bezpieczeństwo.

Słyszałam, że w górniczych rodzinach jest szczególne pożegnanie przed wyjściem do pracy. Co mówi Panu żona?
- Wychodzę do pracy o 04:45. Żona jeszcze śpi, daję jej buziaka, a ona budzi się i życzymy sobie miłego dnia. Żona też pracuje w kopalni, choć na powierzchni, jest planistką.

Jest Pan sztygarem. Proszę powiedzieć, jakie obowiązki Pan wykonuje i jaka spoczywa na Panu odpowiedzialność?
- Jestem odpowiedzialny za całą moją załogę. Za to, że każdą wyznaczoną pracę muszą wykonać bezpiecznie, wydajnie. Muszę zorganizować im materiał i sprzęt do wykonywania pracy, przeszkolić jak tę pracę mają wykonać bezpiecznie. Poinformować, jakie mogą wystąpić zagrożenia na tym stanowisku i tak długo jak są w pracy, są pod moją opieką. Często mówią o mnie „tata”, bo taka moja rola, być ich tatą przez ten czas. Dobrych pracowników staram się nagradzać. Tych, co źle wykonują swoje obowiązki lub robią to niebezpiecznie strofuję. Czasem też dla ich własnego bezpieczeństwa, trzeba ukarać.

O czym marzy górnik?
- Chyba o tym, co każdy, mieć szczęśliwą rodzinę, wspólnie spędzać czas. W pracy - żeby bezpiecznie dorobić do czasu przejścia na emeryturę, zdobyć uznanie i szacunek kolegów.

Czego mogę Panu życzyć w imieniu redakcji?
- Tradycyjnie – „tyle wyjazdów ,ile zjazdów”.

To też tego Panu życzę i dziękuję za rozmowę.

Udało mi się zadać dwa pytania mamie Pana Arkadiusza, Pani Irenie Sulkowskiej.
Co czuje kobieta mająca syna górnika?

Będąc córką, żoną i matką górnika, całe życie bałam się, jak wychodzili do pracy. Najpierw o tatę, potem o męża, a teraz o syna. Zawsze było wyczekiwanie godziny powrotu. Żeby tylko szczęśliwie wrócili z szychty do domu. Ilekroć w wiadomościach mówiono o kolejnych wypadkach w kopalniach, strach chwytał za serce...

Czego życzy Pani synowi?
Życzę mojemu synowi szczęścia, zdrowia i pogody ducha. Życzę mu także, aby szczęśliwie doczekał emerytury. Wierzę, że z Bożą pomocą tak będzie…

Rozmawiała:

Polecamy

Peelingi na bazie ziół są stosowane już od dawnych lat. Bio peeling to właśnie metoda oparta na recepturze ziołowej. W ich skład wchodzą mieszaniny ziół o działaniu złuszczającym i regenerującym skórę.

Ścieżka smartfonowa

Jako pierwsze miasto w Europie Antwerpia wprowadziła ścieżki dla pieszych korzystających z telefonów komórkowych. Wszystko z powodu licznych kolizji, do których doprowadzali piesi pochłonięci światem wewnątrz ich smartfona.

Po wrażeniach mojego pierwszego dnia w pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego, ledwie zdołałam dojść do siebie. Na szczęście miałam dwa dni weekendu, żeby się jakoś pozbierać i przygotować na nadchodzący tydzień.

Osoby zatrudnione w Belgii na umowę o pracę, prowadzące własną działalność gospodarczą, czy pracujące jako urzędnicy państwowi mają prawo do belgijskiej emerytury.

Po grudniowych przemyśleniach czas na energetyczne rozpoczęcie nowego okresu. Zmiana kalendarza, nowy rozdział to dobra wymówka, żeby poczekać ze stosowaniem się do nowych zasad i dać sobie poszaleć w okresie świąteczno-sylwestrowym.

Różnymi stronami dochodzi do nas moda na „slow life”, zwolnienie tempa życia. Jak to rozumieć i czy to rzeczywiście coś dla nas? Co do końca znaczy ten trend?

Rok 2017 już za nami więc zaczynamy się zastanawiać, jakie trendy technologiczne przyniesie nam rok 2018. Wiele nowości zostanie zaprezentowanych na targach CES 2018, ale o tym napiszę za miesiąc.

Niesamowite emocje, gorąca atmosfera w środku zimy, muzyka, dobroczynność, otwarte serca. Fenomen WOŚP jest powtarzalny, co daje wiarę w człowieka. Co roku setki wolontariuszy wyruszają w teren a Polacy szczodrze zapełniają ich puszki. Muzyka gra, świat nabiera kolorów.

Już od dawna myślałam, że muszę w końcu zadzwonić do Irenki, mojej dawnej sąsiadki, tej, dzięki której kontakt z Jackiem – moim obecnym mężem – był w ogóle możliwy i zakończył się happy endem. Myślałam o niej, myślałam i – jak to mówią – wywołałam wilka z lasu.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka 2012
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices