Dziś jest , imieniny obchodzą:

Elektronický mordulec, czyli krótka historia pewnej psychozy (3)

Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Ewidentnie musiałem dostać na głowę. Niemniej ów tajemniczy email od znajomego, w którym pisał, bym „zobaczył na własne oczy” i „im nie ufał”, przejął mnie na tyle, że postanowiłem działać.

 

Spojrzałem na ekran swego telefonu. W mej ciemnej norze, w tym przygnębiającym więzieniu zwanym kawalerką w suterenie, jak zwykle nie było zasięgu. Zacząłem więc biegać po całym mieszkaniu, umieszczając telefon w każdym rogu, by sprawdzić, czy grube mury nie przepuszczą choćby cienia sygnału. W końcu, łutem szczęścia, udało mi się złapać kreskę zasięgu przy suficie mej maleńkiej łazienki. Trzymając tam komórkę, wysłałem wiadomość do każdego numeru z listy kontaktów. Nie chcąc jednak by wzięto mnie za paranoika, przekułem swój strach w prosty tekst: „Mała sonda: kiedy ostatnio spotkałeś kogoś twarzą w twarz”?

Byłem już tak tym wszystkim zmęczony, że chciałem po prostu otrzymać jakąkolwiek odpowiedź. Nie miało znaczenia, co by ona mówiła, ani czy też ktoś mnie wziął za dziwaka. Próbowałem też wykonać kilka telefonów, ale przecież nie sięgałem głową po sufit, a gdy tylko opuszczałem telefon o parę centymetrów, od razu gubił zasięg. Pomyślałem wtedy o komputerze, dopadłem go więc i zacząłem wysyłać ludziom wiadomości na komunikatorze, oczywiście tylko tym, którzy akurat byli online. Większość miała jednak status „z dala od komputera”. Nikt mi nie odpowiedział. Moje wiadomości stały się coraz bardziej chaotyczne; zacząłem mówić ludziom, gdzie jestem, i prosić ich, by wpadli do mnie, nawet z najbardziej niedorzecznego powodu. W tym momencie już nic nie miało dla mnie znaczenia. Chciałem po prostu zobaczyć innego człowieka!

Zacząłem też kręcić się po mieszkaniu w poszukiwaniu czegoś, co mogłem pominąć, nowego sposobu, by skontaktować się z inną ludzką istotą bez potrzeby otwierania tych cholernych drzwi. Wiem, że to szaleństwo, wiem, że to bez sensu, ale co jeśli mam rację? Jeśli na zewnątrz czai się to Coś? Co wtedy? Po prostu muszę to wiedzieć. W końcu postanowiłem przykleić telefon do sufitu łazienki taśmą – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś jednak postanowił się do mnie odezwać.

 

Wtorek
Telefon zadzwonił! Wykończony szaleństwem uprzedniego wieczora, musiałem zasnąć, nie wiadomo kiedy. Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu – pobiegłem więc do łazienki, stanąłem na sedesie i odebrałem telefon przyklejony do sufitu. To była Kasia – od razu poczułem się lepiej. Powiedziała, że martwi się o mnie i najwyraźniej wielokrotnie próbowała dodzwonić się do mnie od czasu naszej ostatniej rozmowy. Obiecała, że do mnie przyjdzie i nawet nie musiałem jej mówić, gdzie jestem. Znów poczułem się jak ostatni kretyn. Muszę wyrzucić ten pieprzony pamiętnik zanim wpadnie komuś w ręce. Nawet nie wiem, czemu nadal w nim piszę. Może po prostu dlatego, że to jedyna forma komunikacji, w którą byłem zaangażowany od... Bóg jeden wie kiedy. Wyglądam też jak siedem nieszczęść. Wychodząc z łazienki, zerknąłem w lustro. Podkrążone oczy, zarost kloszarda i cera godna trzydniowego trupa.

Mieszkanie jest zagracone, ale nie będę go teraz sprzątał. Myślę, że potrzebuję, by kto inny też zobaczył przez co teraz przechodzę. Te ostatnie dni z pewnością nie były normalne... I to nie tylko moja wyobraźnia. Myślę, że to po prostu Los postanowił zagrać mi na nosie. Pewnie przez przypadek straciłem dziesiątki szans, by w tym czasie zobaczyć innego człowieka. Po prostu wychodziłem na dwór, gdy było późno w nocy, lub w środku dnia, gdy wszyscy siedzą w pracy. Wszystko jest w jak najlepszym porządku, teraz to wiem. W dodatku wyciągnąłem wczoraj z szafy coś, co mi pomogło wręcz niebywale: telewizor! Właśnie go podłączyłem i cicho sobie gra w tle, podczas gdy ja znowu bazgrolę w tym przeklętym dzienniku. Telewizor był zawsze moją odskocznią i przypominał mi, że na zewnątrz również istnieje świat i nie wszystko zamyka się w tych starych, grubych ścianach sutereny.

Cieszę się, że w sumie Kasia jako jedyna odpowiedziała na mój SMS-owy spam z poprzedniego wieczora. Jest moją najlepszą przyjaciółką od lat. W sumie ona o tym nie wie, ale dzień, w którym ją poznałem, zaliczam do jednych z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Z rozrzewnieniem wspominam tamten ciepły, letni poranek. Wydaje się on tak odległą rzeczywistością w porównaniu do tego ciemnego, deszczowego i samotnego miejsca, w którym obecnie przebywam. Dziś wydaje mi się, że spędziliśmy razem całe dni, siedząc na placu zabaw, na który zresztą byliśmy zdecydowanie za starzy, rozmawiając o niczym i po prostu ciesząc się swoim towarzystwem. Wciąż czuję, że mogę wrócić do tych momentów i że ta koszmarna piwnica nie jest jedyną rzeczą w mym życiu... W końcu usłyszałem pukanie do drzwi!

 

Pomyślałem, że to dziwne iż nie widzę jej na obrazie z kamerki, którą wcześniej ukryłem na korytarzu. Pewnie to po prostu przez złe ustawienie, w końcu już uprzednio próbowałem zobaczyć co jest na zewnątrz drzwi wejściowych i nic z tego nie wyszło. Powinienem był się domyśleć. Powinienem był! Po kolejnym zapukaniu, krzyknąłem przez drzwi, żartując, że na zewnątrz jest ukryta kamera – w końcu było mi wstyd, że pozwoliłem własnej paranoi zabrnąć tak daleko. Nie miałem pojęcia, czy mnie usłyszy, ale przecież w razie czego ma mój numer. Po chwili usłyszałem jednak skrzypnięcie drzwi wejściowych i zobaczyłem jak Kasia schodzi na dół. Podeszła do kamerki i spojrzała prosto w obiektyw. Uśmiechnęła się i pomachała.
- Hej! – powiedziała do kamerki, rzucając jednocześnie zaczepne spojrzenie.
- Wiem, to dziwne… - powiedziałem głośno, dalej siedząc przed komputerem. – Miałem ostatnio dziwaczne dni...
- Zapewne... – odpowiedziała. – Możesz już chyba otworzyć drzwi?
Zawahałem się. Skąd mogę mieć pewność, że to naprawdę ona?
- OK, a znasz nasze tajemne hasło? – zażartowałem. – Opowiedz jakąś anegdotę o nas. Żebym miał pewność, że to naprawdę Ty.
Spojrzała się w kamerkę z wyrzutem.
- Hmmm, OK… - powiedziała wolno, myśląc. – Spotkaliśmy się przypadkiem, na placu zabaw, choć oboje byliśmy za starzy, by tam siedzieć.
Westchnąłem głęboko, gdyż poczułem, że wracam do rzeczywistości i mój strach się ulotnił. Boże, jaki jestem żałosny! Oczywiście, że to przecież Kasia! Ten dzień był najlepiej strzeżonym sekretem w mej pamięci. Nigdy nikomu o nim nie powiedziałem, nie żeby było coś wstydliwego w sposobie, w jaki się poznaliśmy, ale z powodu pewnej nostalgii i pragnienia, by te czasy kiedyś wróciły. Jeśli istniała jakaś tajemnicza siła, która chciała mnie wyprowadzić w pole – jak się przez cały ten czas obawiałem – to w żaden sposób nie mogła znać szczegółów naszego pierwszego spotkania.
- Ha ha, OK, zaraz Ci wszystko wyjaśnię – odpowiedziałem. Zaczekaj chwilę, już otwieram.
Pobiegłem do swej maleńkiej łazienki i ułożyłem włosy – na ile się dało. Nadal wyglądałem tragicznie, ale ona przecież zrozumie. Podśmiechując się ze swego niedorzecznego zachowania i bałaganu w mieszkaniu, podszedłem do drzwi. Położyłem dłoń na zamku i jeszcze raz spojrzałem się na panujący w mieszkaniu nieład. Jednak jestem niechlujną świnią – pomyślałem. Dostrzegłem na wpół zjedzoną kanapkę na podłodze, przepełniony kosz na śmieci i przewrócony materac na łóżku, który zostawiłem tak, gdy szukałem... w sumie Bóg wie czego.

Już prawie odwróciłem się do drzwi i przekręciłem klucz, gdy nagle mój wzrok skupił się na ostatnim szczególe – mojej starej kamerce internetowej, którą użyłem wcześniej do dziwacznej rozmowy ze znajomym z czata.
Czarna, niema kula kamerki leżała przewrócona na boku, a jej soczewka była skierowana na stół, na którym leżał otwarty pamiętnik. Nagle dotarło do mnie, że jeśli ktoś mógł mnie przez nią obserwować, to równie dobrze mógł widzieć, co zapisywałem w dzienniku. Przeszyła mnie myśl, że przecież zapisałem tam też to, jak się z Kasią poznaliśmy. A gdy zapytałem ją o jakąkolwiek anegdotę odnośnie nas, to wybrała właśnie ten fakt, który myślałem że jest naszą tajemnicą, a przecież oni – lub to – mogli o wszystkim przeczytać w tym cholernym dzienniku! Oni wiedzieli! Mogli mnie podglądać przez cały ten czas!

Nie otworzyłem drzwi. Za to zacząłem krzyczeć. Przerażenie wzięło górę i zacząłem krzyczeć w sposób niekontrolowany. Zrzuciłem kamerkę na podłogę i zmiażdżyłem ją stopą. Drzwi zatrzęsły się pod naporem jakiejś ogromnej siły, a klamka była szarpana do tego stopnia, że bałem się, iż zostanie wyrwana. Ale przez te drzwi nie usłyszałem głosu Kasi. Czyżby me piwniczne drzwi były za grube? Nie sądzę, przecież mnie jakoś słyszała. A może jednak to wcale nie ona jest na zewnątrz? Kto lub co próbuje się więc do mnie wedrzeć, jeśli to nie ona? Co tam, u diabła, jest? Niby widziałem ją na zewnątrz na obrazie z kamerki na korytarzu, słyszałem ją też przez głośniki komputera. Ale czy jej głos dochodził też przez drzwi? Nie pamiętam... Czy ona tam była naprawdę? Jak to wiedzieć na pewno?

Po dłuższej chwili rozpaczliwego wołania o pomoc, klamka drzwi przestała się ruszać i wszystko ucichło. Ten lub to co było po drugiej stronie, musiało sobie odpuścić i odeszło. Ja zaś, wciąż roztrzęsiony i spanikowany, zacząłem budować przy drzwiach barykadę ze wszystkiego, co wpadło mi w ręce...Ciąg dalszy nastąpi...

(dp)

Polecamy

– Znowuż, Malinowski, przyszedłeś do szkoły zarośnięty jak dzik jakiś! – mówiła w liceum nauczycielka matematyki na widok Jasia. Wspomniany Jasiu orłem w zakresie królowej nauk nie był, więc zwieszał głowę, mamrocząc coś pod nosem. – Siadaj, pała!

Siedziałem na mostku z wędką, zadzwoniła komóra, odezwał się koleżka. Zapowiedział, że niebawem dołączy, spytał, co przywieźć. – Weź coś na ciepło do jedzenia, bo zdaje się, że nie biorą – poskarżyłem się. Usłyszałem potwierdzenie, rozłączył się.

Mimo nazwy, która często kojarzy się nam z antypodami, Zelandia jest najbliższą Belgii nadmorską prowincją Królestwa Niderlandów. Położona w delcie trzech dużych rzek – Renu, Mozy i Skaldy – jest znana nie tylko ze swoich przepięknych plaż.

 

Siedzę w poczekalni w klinice InviMed w Warszawie i mimochodem oglądam wiszące na ścianach zdjęcia uroczych małych bobasków.

Jak podała gazeta „L’Echo”, Belgijska Konfederacja Sektora Budownictwa wytoczyła proces polskiej spółce Eurokontakt z Wrocławia za stosowanie dumpingu socjalnego polegającego na zatrudnianiu pracowników sektora budowlanego po bardzo niskich stawkach.

Grudzień … Magiczny miesiąc, a jeśli tak, to z czym się kojarzy? Niewątpliwie z Mikołajem, prezentami, Bożym Narodzeniem, choinką i spotkaniami w gronie bliskich osób.

Od 1 września minionego roku, uruchomiony został w Polsce rządowy projekt „leki 75+” zapewniający bezpłatny dostęp do lekarstw dla osób powyżej 75 roku życia.

Jeśli ktoś nie wiedział, co ze sobą zrobić w sobotę 13 czerwca, trzeba było się stawić na tegorocznej edycji największego polonijnego wydarzenia sportowego w Belgii, czyli turnieju piłkarskiego Polonia Cup!

Świat się zmienia za sprawą nowoczesnych technologii i nic nie zatrzyma tego procesu.

Podczas ostatnich ferii szkolnych zdarzyło mi się dość niespodziewanie zawitać do stolicy Walonii. Było to wynikiem zaciętych pertraktacji z najmłodszym synem, którego za wszelką cenę chciałam oderwać od komputera.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Ani Mru Mru
  • Krakus
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Gimnazjalistów

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices