Dziś jest , imieniny obchodzą:

Pan zapozna panią, sprzeda karakuły...

Po pięciodniowych zaciętych starciach między ludnością murzyńską, a policją i gwardią narodową, dzielnica Watts w Los Angeles przedstawia obraz zniszczenia. Po pokrytych warstwą gruzu i pobitego szkła ulicach chodzą tylko uzbrojone patrole gwardzistów” - podawała w 1965 roku jedna z zagranicznych agencji prasowych.

 

W Polsce zaś panowała cisza; kręcono kolejne odcinki „Czterech pancernych i psa”, a w TV oglądać mogliśmy m.in. filmy „Wspomnienia, wspomnienia” produkcji bułgarskiej, względnie „Doktora Kildare”. Obrazem czasów były ogłoszenia drobne, ale - podobnie jak i cała gomułkowska epoka - były one dość ponure i smutne. Wyjątek stanowiły „Matrymonialne”.

Matrymonia nie porażały finezją, jednak zdarzały się kulturowe fajerwerki: „Dla siostrzenicy lat 27, wzrostu 165 cm, wykształcenie średnie, dobrze sytuowanej, zapoznam odpowiedniego pana. Cel matrymonialny”. Próżno zgadywać, czy znalazł się narzeczony, tym bardziej, że musiał brać pod uwagę nie tylko przymioty panny, ale również, a kto wie, czy nie przede wszystkim, przedsiębiorczość jej zdeterminowanej ciotki.

Trzeba jednak przyznać, że losem samotników przejmowali się także uczynni i życzliwi koledzy: „Dla przyjaciela mego, technika samochodowego, lat 44, przystojnego, zapoznam dobrze sytuowaną, z mieszkaniem, pannę, wdówkę lub rozwódkę, szczupłą w wieku do 34 lat. Cel matrymonialny, poważne oferty, której zwrot i dyskrecję zapewniam...”. Inne matrymonialne korzystały ze schematu znanego i praktykowanego do dzisiaj: „Kulturalnego pana z wyższym lub chociaż średnim wykształceniem lat 32-40 poślubi przystojna, sytuowana panna z mieszkaniem. Cel matrymonialny”.

Wykształcenie było najwyraźniej jednym z najbardziej poszukiwanych przymiotów podczas poszukiwania żony lub męża: „Starszy pan (tytuł naukowy), niezależny materialnie, pozna odpowiednią panią po czterdziestce”, albo: „Panna na stanowisku z własnym mieszkaniem, pozna kulturalnego pana do lat 50”. W cenie był również „Kawaler, lat 33, rzemieślnik bez nałogów, dobrego charakteru, pozna pannę, najchętniej krawcową”.

O ile w gazetach ludzie coraz częściej szukali żon czy mężów, o tyle zanikały z roku na rok inicjatywy rzemieślników, od których po wojnie roiły się kolumny ogłoszeń. Teraz rzemieślnicy zepchnięci zostali do rubryki „różne”, która w porównaniu ze „sprzedam” czy „lokale” wyglądała bardzo mizernie. Nie dziwi taki zanik, rzemieślnicy i prywaciarze obarczeni byli mianem wyzyskiwaczy, kryptokapitalistów i w ogóle byli wrzodem na miotającej się gospodarce socjalistycznej, niepotrafiącej wyprodukować nawet sznurka do snopowiązałki czy papieru toaletowego.
Z rzadka ogłaszał się taki „warsztat wulkanizacyjny, bieżnikowanie opon, wyważanie kół statyczne”, czy „napełnianie długopisów tuszem zagranicznym”.
W prasie ogólnopolskiej i regionalnej z tamtych lat ogłaszali się sporadycznie nauczyciel tańca, mechanik motorowerów „ze szlifem cylindrów w trzech dniach”, magister „uczący matematyki” oraz oferowano „parowe czyszczenie pierza na poczekaniu i plisowanie spódniczek”. Zestaw prywaciarzy uzupełniali: stroiciel fortepianów i fachowiec od „naprawiania na poczekaniu igielitowych płaszczy, piłek i zabawek dmuchanych”.
Zmieniły się towary oferowane w „sprzedaży”, w gazetach żyć zaczęła osobna rubryka „samochody”. Można było sobie kupić np. ZIS-a z silnikiem Pauharda (tak w oryginale), nowe Warszawy i Syrenki, ciężarówkę-diesla Kloknera, Adlera-Juniora. Dla znawców z głębszą kieszenią były Fiaty 1100, najczęściej zresztą „stan idealny”, Citroen BL-11, a nawet „tanio Mercedes V-170 w dobrym stanie sprzedam lub zamienię na telewizor”. Królowały jednak wyroby fabryk z krajów tak zwanej demokracji ludowej: Moskwicze 407, Wołgi, Skody i Wartburgi.

 

Lata 70-te - mała stabilizacja

W latach 70-tych zachodnia Europa i Ameryka pogrążały się w chaosie i upadku. Tak przynajmniej wynikało z doniesień publikowanych w polskich gazetach. „Wiele operacji przeprowadzanych przez CIA było sprzecznych z ustawami i konstytucją USA. Agenci CIA podejmowali próby zabójstwa premiera Kuby Fidela Castro” - donosiła oburzona Polska Agencja Prasowa w 1975 roku. Tymczasem w centrum stolicy Niemieckiej Republiki Ludowej, czyli w Berlinie Wschodnim, „dobiegały końca prace przy budowie Pałacu Republiki”, który po półroczu miał „otworzyć swe podwoje”. Jednocześnie polskie „władze państwowe i partyjne” wystosowały list do szefa NRD, Ericha Honeckera: „Ogromne zaangażowanie, z jakim naród NRD przygotowuje się do podjęcia nowych, ambitnych zadań, stwarza perspektywy wielkich osiągnięć w budownictwie socjalizmu i umacnianiu międzynarodowego autorytetu NRD”.

 

Karakuły i brylanty

Połowa lat 70-tych w ogłoszeniach drobnych wygląda dostatnio; sprzedaje się i kupuje coraz wymyślniejsze towary: „pierścionek z brylantem złoty sprzedam”, „futro piżmowe na tęgą figurę, tranzystor Stern sprzedam”. Najczęściej jednak dopytywano o słynne „Bony PKO”, co oznaczało ni mniej ni więcej obrót walutami państw zza żelaznej kurtyny. Prócz tego w cenie były fotele ginekologiczne, grzejniki żeliwne, wózki inwalidzkie i futra, najlepiej „karakułowe łapki kanadyjskie”.
Obrót lokalami ustabilizował się; tyle samo na stronach gazet zajmowali sprzedający i kupujący tej branży. Jak grzyby w barszczu (czyli rzadko) znaleźć można było: „dwóch studentów wynajmie pokój przy dobrej rodzinie, względnie kawalerkę”. Częściej już „pokoju z kuchnią” poszukiwało „małżeństwo z dzieckiem”. Spryciarze ogłaszali się: „Małżeństwo przyjmie dozorstwo , warunek mieszkanie, może być w starym budownictwie”.
W „sprzedam” znajdujemy akordeony, futra jugosłowiańskie, uwagę zwraca też brzmiąca jak wers wiersza oferta: „sztućce, skrzypce, sznur korali”. Oprócz tego handlowano wózkami, dogami, taksometrami... - interes kręcił się po japońsku. Jako tako.

 

Pechowy inwalida

Ludzie byli roztargnieni i gubili różne rzeczy, których potem poszukiwali poprzez ogłoszenia w rubryce „zguby”. Gdzieś, ktoś zgubił „rower w kartonie”, ktoś inny „złotą, ślubną obrączkę”, a jeszcze ktoś „pokwitowanie PP Desa”. Poszkodowany był też inwalida wojenny, który „zgubił 18 sierpnia 1975 roku większą sumę pieniędzy w Puszczykówku pod Poznaniem, tuż nad Wartą”. Inwalida wojenny wierzył w cuda, bo dodawał, że „sowicie nagrodzi uczciwego znalazcę”.
W połowie lat siedemdziesiątych rynek samochodowy wyraźnie się rozbrykał. Wjeżdżały na polskie szosy Fiaty 125p, konkurując z Syrenami, Skodami czy enerdowskimi Trabantami i Wartburgami. Niemniej jednak „Renault 10 stan bardzo dobry” był do wzięcia na Osiedlu Kosmonautów, a najbardziej szpanerski samochód undergroundowego Londynu końca lat sześćdziesiątych - „Austin Mini Morris 1100 w stanie idealnym, z dodatkowym wyposażeniem” nabyć można było w Lesznie. Gdzieś indziej sprzedawano Simcę 1500, jeszcze gdzieś Citroena BL-11. Wiało zachodem!
W połowie lat siedemdziesiątych zmniejszyła się na łamach gazet liczba nekrologów, zanikały też bezpowrotnie przeprosiny dyktowane dobrym wychowaniem, a nie wyrokiem sądowym. I tylko krakowski Polkabel rozpaczliwie wołał: „Prosimy odbiorców o zwrot bębnów drewnianych. Z uwagi na przejściowe trudności w transporcie kolejowym, prosimy o ich zwrot w transporcie samochodowym”.
Mimo „przejściowych trudności”, jakoś to się w 1975 roku kręciło. Nadchodziły jednak lata osiemdziesiąte, a wraz z nimi zupełnie inna historia.

Polecamy

Panie Ambasadorze, przede wszystkim dziękuję za znalezienie czasu na udzielenie tego wywiadu. Cieszę się, że mam okazję przybliżyć Pańską sylwetkę czytelnikom „Nowinek”. Funkcję Ambasadora RP w Królestwie Belgii objął Pan sześć miesięcy temu.

Remont mieszkania lub domu to sprawa niezwykle złożona. Wynika to w głównej mierze z konieczności zawierania przez właściciela mieszkania/inwestora znacznej liczby umów w trakcie całego procesu budowlanego.

Wszem i wobec wiadomo, że dziadkowie pełnią szczególną rolę w życiu wnuków. Czasem, bywa, że są po prostu niezastąpieni. Dzielą się wiedzą, doświadczeniem, dają wsparcie i moc nadludzkiej miłości... ale czy babcia musi być na każde zawołanie?

 

Tradycją naszej firmy stały się wspólne obiady, podczas których plotkujemy sobie nad zjadanymi kanapkami, sałatkami czy odgrzewanymi daniami. Przerwy obiadowe nie są zbyt długie, mamy jednak czas coś zjeść, zrobić sobie herbatę czy kawę oraz porozmawiać o tym i o owym.

Konkurs „ Polak Roku w Belgii ” jest największym wydarzeniem promocyjnym dla Polonii belgijskiej.

Tegoroczna premiera nowej wersji systemu Windows przypadła mniej więcej w trzydziestą rocznicę debiutu pierwszych okienek (rok 1985: Windows 1.0). Od tego czasu Windows znacznie ewoluował.

W dniach 24-26 października 2014 w Wiedniu odbyła się V edycja Monitora Emigracji Zarobkowej. Organizatorami konferencji były: Europejska Unia Wspólnot Polonijnych (EUWP), Wspólnota Polskich Organizacji w Austrii – Forum Polonii oraz Ambasada RP w Wiedniu.

Wiecie, szanowni, dlaczego model samochodu VW Passat najczęściej przekracza granicę polsko-kaliningradzką (że tak to ujmę), polsko-białoruską i tak dalej?! Nie wiecie. A wiecie, co ludzie zamieszkujący przygraniczne tereny myślą o bojkotach rosyjskiej benzyny? Też nie wiecie.

Osoby mieszkające za granicą i żyjące między dwoma krajami, niejednokrotnie stają przed koniecznością przedstawienia oficjalnych dokumentów wydanych w innym państwie.

Masz dość chodzenia po ziemi? Chciałbyś zobaczyć świat z góry i przeżyć trochę mocnych wrażeń? Wspinaczka to coś dla Ciebie! Na czym polega? Jakie są jej korzyści? Gdzie można ją uprawiać? Wznieśmy się do góry, by rzucić okiem na ten sport mający mnóstwo zalet.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Ani Mru Mru
  • Bal Gimnazjalistów
  • Krakus
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices