Dziś jest , imieniny obchodzą:

Remont w domu

Lato to wymarzony okres nie tylko na wyjazdy wakacyjne w dalsze czy bliższe krainy, ale także doskonały moment w roku, aby zadbać o swoje locum. Upalne i suche lato (choć z tym w Belgii akurat różnie bywa) sprzyja wszelkiego rodzaju pracom remontowym, budowlanym i porządkowym.

 

Od dziecka pamiętam, że właśnie w czasie wakacji, nie tylko u nas, ale i u wszystkich koleżanek i kolegów z klasy, domy czy mieszkania zamieniały się w pobojowiska i istne rudery obdarte z tynków, farb, tapet i rur, by po jakimś czasie zachwycić nowością, czystością i akurat modnymi wzorkami czy kolorami na ścianach.

Kontynuując więc wieloletnią tradycję rodzinną, postanowiłam namówić Jacka na odświeżenie naszego mieszkania tego lata. Spoglądając na przyszarzałe tu i ówdzie kąty, ogryziony sufit w kuchni i świńsko-różową farbę w pokoju Pawełka, zgodził się natychmiast. Postanowiliśmy, że po naszym powrocie z urlopu w rodzinnych stronach weźmiemy się za remont pełni sił i zapału po błogim odpoczynku w kraju. Tak też się stało. Wróciliśmy zgodnie z planem, mając umówionego nazajutrz po przyjeździe fachowca i jego ekipę. Niestety, darmo czekaliśmy od wczesnego poniedziałkowego ranka na pana Staszka z chłopakami. Nie przyszli, gdyż… zaspali, bo dzień wcześniej mieli poprawiny po weselu jakiejś tam siostry ciotecznej od strony ojca. Pan Staszek nie mógł nas także uprzedzić, byśmy nie tracili resztek naszego cennego urlopu na nieustanne wyglądanie przez okno, czy przypadkiem już nie przyjechali i bezsensowne wydzwanianie na wyłączoną komórkę naszego fachowca, których umiejętności nie było nam dane poznać. Jacek – nie przebierając w słowach – gdy w końcu udało mu się dodzwonić w samo południe do zaspanego i mocno wczorajszego pana Staszka, zapowiedział zbiórkę całej ekipy następnego dnia punkt siódma.

Nie chcąc tracić reszty dnia przez niesłownych specjalistów od remontów, pojechaliśmy do sklepu z materiałami budowlanymi wybrać farby, pędzle i inne niezbędne rzeczy, żeby przygotowywać się na czekający nas początek robót. Te jednak nie zaczęły się następnego dnia z powodu choroby pana Staszka. Okazało się bowiem, że majster naszej niedoszłej ekipy złamał sobie nogę i żadną miarą przyjść do nas nie mógł, nie mówiąc już o jakiejkolwiek robocie. Przysłał w zastępstwie swoją prawą rękę – pana Zdzisia, który zapewniał, że ich super wydajna ekipa świetnie poradzi sobie bez szefa, trzeba jej tylko dać dzień lub dwa na otrząśnięcie się z szoku po wypadku bossa i opracowanie planu działania.

Gdy padły ostatnie słowa wyrecytowane z rybich ust pana Zdzisia, Jacek zrobił się na twarzy zupełnie czerwony ze złości. Musiało mu strasznie skoczyć ciśnienie, ale na szczęście dla rozmówcy, nie puściły mu całkiem nerwy. Wrzasnął jedynie: ,,Wynoś mi się stąd pan, razem ze swoim planem działania i to już”, ciągnąc jednocześnie delikwenta za kołnierz ku drzwiom wyjściowym. Trzasnął za nim drzwiami i ryknął, dając upust resztkom swojej złości: ,,Będzie mi się tu otrząsał z szoku przez dzień czy dwa, pajac jeden! Lepszą fuchę poderwali i tyle, a nas chcą w bambuko zrobić, bo myślą, że na debili padło!”. Potem Jacek wyjaśnił mi, na czym polegają zagrywki pseudo fachmanów i nieuczciwych firm remontowych, gdzie szef – najczęściej jedyny znający się na robocie – zdobywa zlecenie, umawia się z klientem, a potem pod byle pretekstem wysyła swoich ludzi na zastępstwo, bo sam idzie pracować gdzie indziej. Jego kumple czy najemni robotnicy najczęściej nie mają zielonego pojęcia o tym, co mają robić i odwalają fuszerkę.

Byłam pod wrażeniem znajomości rzeczy przez mojego małżonka i pełna podziwu, że w porę zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Dręczyło mnie jednak jedno natrętne pytanie: co dalej? Urlopy pobrane, farby i stos innych przyborów kupione, pieniądze na remont odłożone…

Szkoda, żeby to wszystko się pomarnowało i żebyśmy kolejny rok krzywili się na świński róż w pokoiku dziecięcym i denerwowali na widok poszarzałych ścian. Lepiej iść za ciosem i na remont się zdecydować. Ale jak tu znaleźć w Brukseli latem wolnego fachowca i to jeszcze z dnia na dzień? Podzieliłam się ze ślubnym swoimi przemyśleniami i wątpliwościami. A on na to: „A kto powiedział, że tutaj musimy kogoś szukać? Z Polski ściągniemy!”. Zawsze uważałam, że Jacek nie jest głupi, ale teraz uznałam go za prawdziwego geniusza… No tak, przecież u mnie w rodzinie mamy Dawida - studenta poszukującego dorywczej pracy na wakacje, który pomagał w niejednym remoncie, a nawet i przy budowie domu. A ze strony Jacka jest stryjek Adam, nauczyciel jakiś tam przedmiotów technicznych, który od lat dorabia sobie fuchami w budowlance, zwłaszcza w wakacje. W ciągu kilku kolejnych godzin wszystko było ustalone, bilety dla krewnych na przylot do Belgii na tanie linie kupione, zakupy do lodówki nazwożone, zgrzewki wody i piwa przytachane. Za dwa dni nasza rodzinna ekipa remontowa miała być w komplecie. Pozostawało nam jeszcze uszykowanie im miejsc do spania i zdobycie dodatkowych kompletów pościeli. Choć znając naszą narodową zaradność, pewnie zabiorą swoje śpiwory i własną wyżerkę też przywiozą, choćby i po to, by nam sprawić przyjemność, bo wiedzą, że wciąż mało nam ulubionych specjałów. I znów się potwierdziły słowa mojej św. pamięci babki Łucji, która mawiała: ,,Rodzina to rzecz święta, niech każdy o tym pamięta. Bez rodziny na tym świecie, zginie każde Boże dziecię”. Na szczęście o tym wie każdy z nas, zwłaszcza żyjących na obcej ziemi i każdy z nas pamięta, że ,,Grunt to rodzinka”!.

Anna Karska

Polecamy

Ogromnym sukcesem zakończyła się pierwsza edycja Polskiego Biegu w Brukseli „Polish Run” organizowanego wspólnie przez Dom Polski Wschodniej w Brukseli i Ambasadę RP w Królestwie Belgii. 23 września 2017 r.

Czas Świąt, czas wyciszenia, zastanowienia i rodzinnych spotkań przy świątecznym obiedzie. Kolejny przystanek na drodze w poszukiwaniu życiowych smaków.

Poniedziałek. Jak codziennie w dni robocze przyjeżdżam do biura pociągiem, bo dystans (zaledwie 10 km) zająłby mi – bagatela – grubo ponad godzinę, gdybym w jakimś amoku czy szaleństwie zdecydowała się go pokonać samochodem.

Połowa wakacji za nami. W trakcie urlopu wykonaliśmy już setki zdjęć, aby nie powiedzieć, że nawet tysiące. Co przypomina mi o jednej z moich kursantek, która na wyjeździe plenerowym zrobiła ponad 1000 zdjęć w jeden dzień. Ważnym elementem fotografowania jest też selekcja zrobionych zdjęć. Po powrocie z fotograficznej wyprawy trzeba wybrać najciekawsze zdjęcia oraz skasować te, które są podobne lub mniej udane.

„Brak wieści to dobre wieści.
Dobre wieści są jeszcze lepsze”

 

Wywiad z Panem mgr. inż. Arkadiuszem Sulkowskim, Górnikiem z Jastrzębskich Spółek Węglowych.

 

Zielony krajobraz, piwna pasja, rolnicze podstawy i wykształcenie inżynierskie legło u podstaw nowego browaru w Ardenach w roku 2008.

Siwe włosy, czterdziestka na karku, a oni wciąż nie potrafią opuścić psychicznie, a czasem i fizycznie rodzinnego gniazda. Uczepieni matczynej spódnicy potrzebują pocieszania, pomocy i dobrej rady. We Włoszech nazywani są przerośniętymi bobasami, w Australii bumerangami.

Czy masz kogoś, komu pragniesz powiedzieć „zależy mi na Tobie” albo „kocham Cię”, ale brakuje Ci do tego odwagi? Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, przeczytaj poniższą historię, a wszelkie wątpliwości z pewnością zostaną rozwiane.

 

Jak podała gazeta „L’Echo”, Belgijska Konfederacja Sektora Budownictwa wytoczyła proces polskiej spółce Eurokontakt z Wrocławia za stosowanie dumpingu socjalnego polegającego na zatrudnianiu pracowników sektora budowlanego po bardzo niskich stawkach.

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Bal Gimnazjalistów
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Krakus

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices