Dziś jest , imieniny obchodzą:

Pomysł na weekend za miedzą – Zelandia

Mimo nazwy, która często kojarzy się nam z antypodami, Zelandia jest najbliższą Belgii nadmorską prowincją Królestwa Niderlandów. Położona w delcie trzech dużych rzek – Renu, Mozy i Skaldy – jest znana nie tylko ze swoich przepięknych plaż.

 

Moja przygoda z tym regionem zaczęła się ponad piętnaście lat temu, kiedy starałam się znaleźć idealne miejsce na wakacje dla (wówczas małych) dzieci. Odległość, a co za tym idzie, udręka podróży z potomstwem wydawała mi się jak najbardziej znośna, gdyż zasadniczo nie przekracza ona dwóch godzin. Dla informacji podam, że trasa samochodowa z Brukseli do Middelburga to około sto czterdzieści kilometrów, zaś z Antwerpii nieznacznie ponad osiemdziesiąt.

 Jeśli mówimy już o trasach, nie można w tym momencie przemilczeć rozlicznych dróg rowerowych. Inteligentnie przemyślane usytuowanie ścieżek dla cyklistów, często oddzielonych rowem lub pasem zieleni od szosy, stanowi o wysokim stopniu bezpieczeństwa miłośników pedałowania. Jest podobnie, jeśli chodzi o odseparowanie tras dla rowerzystów od chodników dla pieszych, co przyczynia się do uniknięcia niemiłych wypadków.

Zelandia, jak sama nazwa wskazuje, to kraj morza. Onegdaj znana z rybołówstwa, teraz może się poszczycić jednymi z najlepszych, (jeśli nie najlepszymi) hodowlami małży i ostryg. Ośrodkiem bodajże najbardziej znanym z tych „upraw” jest Yerseke usytuowane na półwyspie Zuid-Beveland. Udając się w podróż gastronomiczną, warto jednak się upewnić, że jesteśmy w odpowiedniej porze roku (w języku francuskim sezon na owoce morza przypada na miesiące, których nazwa zawiera w sobie literkę „r”).

Morze daje i morze odbiera. Jednym z najbardziej bolesnych momentów w nowoczesnej historii Zelandii była ogromna klęska żywiołowa z 1953 roku. Watersnoodramp, bo o tej gigantycznej powodzi mowa, dało miejsce opracowaniu tak zwanego Planu Delta, aby nigdy podobny dramat się już nie powtórzył. Aktualnie można zwiedzić muzeum poświęcone temu zagadnieniu – więcej informacji na stronie internetowej: info@watersnoodmuseum.nl.

Zachowując szacunek dla przeszłości, spójrzmy z entuzjazmem w przyszłość. Zelandia, ze względu na ukształtowanie wybrzeża, liczy sobie olbrzymią ilość plaż i to takich „à la polonaise” z drewnianymi falochronami i wysokimi, swojskimi, wydmami. Według przewodników, można w niektórych miejscach spotkać foki, co, mimo licznych wizyt nigdy mi się nie przydarzyło. Zwierzęciem, które wywarło na mnie wrażenie i na które zdało mi się trafić, aby nie powiedzieć „nastąpić”, była paskudna meduza. Zapewniam jednak, że takie spotkania są na szczęście rzadkością.


Innym przykładem fauny spotykanej na wybrzeżu są galopujące konie i urocze owieczki. Te ostatnie skończą najczęściej w postaci grubego swetra lub po prostu na talerzu… Holenderska gastronomia nie ma się czego powstydzić, ale o tym już była mowa. W zbliżającym się okresie urlopowym radziłabym jednak uprzednie zarezerwowanie stolika w restauracji, jeśli nie chcemy skończyć w kolejce pod budką z frytkami.

Co jeszcze można dodać? W niniejszym artykule chciałam oddalić się od standardowego obrazu typu „wiatraki-chodaki” jednak można je na każdym kroku spotkać. Nie da się również uniknąć setek tradycyjnych „holenderskich rowerów”, choć tu nastąpiła pewna innowacja: coraz częściej można wynająć bicykle z wspomaganiem elektrycznym ku olbrzymiej satysfakcji posuwającej się w wieku autorki.

Zelandia jest regionem przygotowanym pod każdym względem na turystykę. Atrakcji jest co niemiara, zarówno dla tych, którzy lubią aktywny wypoczynek, kulturalne rozrywki jak i… lenistwo na plaży. Nowo przybywającym, polecam wizytę w jednej z licznych placówek niderlandzkiego biura obsługi ruchu turystycznego, rozpoznawalnego po niebieskim trójkącie z literami „VVV”. Znajdą tam Państwo aktualizowane na bieżąco i wyczerpujące informacje dotyczące wybranego regionu.
Mi tymczasem nie pozostaje nic innego, jak życzyć Państwu miłego letniego wypoczynku!

Polecamy

28 maja 2016– dzień ten bez przesady można uznać za święto polskiej siatkówki w Belgii! Wieloletnie już zamiłowanie i zaangażowanie do tego sportu mogłem w końcu przekształcić w czyn.

Po telefonie od Marka i propozycji wspólnego wyjazdu na łowisko we Francji, nie czekałem zbyt długo na podjęcie decyzji. Zgodziłem się od razu, gdyż taką wyprawę miałem już od dawna w planach, ale, niestety, praca i obowiązki nie pozwalały na to, więc propozycja Marka bardzo mi podpasowała.

Z czasami PRL-u do końca życia będą mi się kojarzyły dwa, położone na przeciwnych zresztą biegunach, zapachy. Pierwszy z nich to dystyngowany i nie do podrobienia zapach sklepów Pewex, ale o tym porozmawiamy innym razem.

Od chwili swoich narodzin rozpoczynamy naukę, że starzenie się jest częścią naszego życia. Wokół widzimy ludzi, którzy się starzeją i wiemy, że podobnie będzie z nami.

Bez porozumienia i z pominięciem dialogu społecznego rząd federany oraz rządy regionalne podpisały porozumienie koalicyjne, które dotknie przede wszystkim pracowników, osoby bezrobotne oraz rodziny o niskich i przeciętnych dochodach.

Czas letniej laby, wyjazdów i remontów dobiegł końca. Wielkimi krokami zaczęła nadchodzić jesień, a wraz z nią powrót do pracy i codziennych obowiązków. W tym roku, początek września był dla mnie jednak zupełnie inny od wszystkich poprzednich.

Aniśmy się obejrzeli, a tu Boże Narodzenie stuka do drzwi, z reklam ciśnie się wszechobecny „Santa” z czerwoną czapą i białą brodą, na wystawach sklepów dominuje i kłuje w oczy świąteczno-konsumpcyjny kolor zielono-purpurowy gdzieniegdzie przetykany złotem. W ramach reminiscencji z czasów PRL-u dziś czas na: „ze ślepym o kolorach”.

O Napoleonie niewątpliwie każdy słyszał na lekcjach historii. Ale czym innym jest wkuwanie suchych faktów, a czym innym obejrzenie na żywo inscenizacji jednej z najsłynniejszych bitew w historii Europy.

„Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy,/Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory...” – tak śpiewał zespół Czerwone Gitary, przywołując atmosferę serdeczności i wybaczenia, co nierozłącznie wiąże się z Wigilią i Bożym Narodzeniem. I właśnie zbliżające się Święta Narodzenia Pańskiego są doskonałą okazją do uzmysłowienia sobie, jak narodziły się: tradycja pasterki, szopki, choinki i bombki.

„Brak wieści to dobre wieści.
Dobre wieści są jeszcze lepsze”

 

Reklama

Poczta kwiatowa
Radio Roza
niderlandia.org
polonia.be

Galeria

  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Krakus
  • Mini galeria 03
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Bal Gimnazjalistów
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka 2012
  • Ani Mru Mru

Oni nam zaufali

kuchnia
ing
wbc
rossignol
permis
aaxe
wiewiorka
les delices